Cyfrowe kopiowanie głosu bez zgody twórcy, wykorzystywanie nagrań do trenowania modeli sztucznej inteligencji i zastępowanie lektorów syntetycznymi nagraniami staje się coraz poważniejszym problemem rynku audiowizualnego. ZASP, Związek Zawodowy Twórców Dubbingu i Związek Zawodowy Aktorów Polskich powołały koalicję, która domaga się zmian w prawie. Jej główny postulat jest prosty: głos ma być chroniony tak jak inne dobra osobiste i zawodowy dorobek artysty.
Rozwój sztucznej inteligencji coraz mocniej dotyka branż, które jeszcze niedawno wydawały się bezpieczne przed automatyzacją. Jedną z nich jest rynek pracy lektorów, aktorów dubbingowych i aktorów głosowych. Nowe narzędzia pozwalają już nie tylko obrabiać istniejące nagrania, ale także tworzyć syntetyczne kopie głosu, generować nowe wypowiedzi oraz wykorzystywać próbki nagrań do trenowania modeli AI.
Dla odbiorcy może to brzmieć jak technologiczna ciekawostka. Dla wykonawców oznacza jednak realne ryzyko utraty kontroli nad własnym głosem, wynagrodzeniem i dorobkiem zawodowym. Właśnie dlatego Związek Artystów Scen Polskich, Związek Zawodowy Twórców Dubbingu oraz Związek Zawodowy Aktorów Polskich uruchomiły akcję „Mój głos. Moja własność”. Organizacje domagają się prawnej i finansowej ochrony twórców przed bezprawnym wykorzystywaniem głosu, wizerunku i artystycznych wykonań przez nowe technologie.
Głos to narzędzie pracy, nie tylko dane do przetworzenia
Najważniejszy problem polega dziś na tym, że przepisy nie nadążają za technologią. Obecne prawo daje twórcom pewne instrumenty ochrony, ale nie odpowiada wprost na pytania, które generatywna AI postawiła przed rynkiem: czy można trenować model na cudzym głosie bez osobnej zgody? Czy wolno wykorzystać syntetyczną kopię głosu w reklamie? Jak udowodnić, skąd pochodziły dane użyte do stworzenia modelu? I kto ma odpowiadać finansowo za naruszenia?
Dla lektora czy aktora dubbingowego głos nie jest zwykłym plikiem dźwiękowym. To podstawowe narzędzie pracy, element rozpoznawalności i efekt wieloletniego doświadczenia. Barwa, tempo mówienia, interpretacja, sposób budowania emocji czy charakterystyczna fraza są częścią zawodowej wartości wykonawcy. Jeśli technologia pozwala ten dorobek skopiować i używać go komercyjnie bez udziału twórcy, powstaje luka, która uderza zarówno w prawa osobiste, jak i w ekonomiczne podstawy zawodu.
Naruszenia mogą mieć różne formy. Chodzi nie tylko o jawne podszywanie się pod konkretny głos. Problemem jest także wykorzystywanie archiwalnych nagrań do trenowania systemów AI, tworzenie nowych produkcji bez udziału wykonawców pierwotnych, a także umowy zawierające zbyt szerokie zgody na przyszłe użycie głosu lub artystycznego wykonania. W praktyce aktor może podpisać dokument przy okazji jednej produkcji, nie mając pełnej świadomości, że jego głos zostanie później wykorzystany w zupełnie innym modelu biznesowym.
Sprawa lektora pokazuje, że to nie jest przyszłość, lecz teraźniejszość
Najbardziej konkretnym przykładem przywoływanym przez środowisko jest sprawa lektora Jarosława Łukomskiego przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Chodzi o wykorzystanie w reklamie cyfrowego modelu głosu lektora bez jego wiedzy i zgody przez podmiot z branży wodno-kanalizacyjnej. Sprawa jest istotna, bo może wyznaczyć jeden z pierwszych standardów odpowiedzialności za użycie cyfrowego głosu w polskich realiach.
Ten przykład dobrze pokazuje skalę problemu. Nie mówimy wyłącznie o wielkich platformach technologicznych, światowych studiach filmowych czy globalnych serwisach streamingowych. Cyfrowy głos może zostać użyty w zwykłej reklamie, przez zwykłą firmę, w zwykłej kampanii sprzedażowej. To oznacza, że ryzyko nadużyć nie jest odległe ani niszowe. Może dotyczyć całego rynku: reklam, audiobooków, dubbingu, gier, podcastów, szkoleń, materiałów edukacyjnych i kampanii marketingowych.
Z punktu widzenia gospodarki kreatywnej jest to problem systemowy. Jeśli brak jasnych przepisów będzie premiował najtańsze rozwiązania syntetyczne, producenci zaczną coraz częściej zastępować ludzi technologią nie dlatego, że efekt jest lepszy, ale dlatego, że jest tańszy i trudniejszy do zakwestionowania.W krótkim okresie może to ograniczyć koszty produkcji. W dłuższym – obniżyć standardy rynku, osłabić pozycję wykonawców i wypchnąć z zawodu osoby, których praca przez lata budowała jakość polskiego dubbingu, audiobooków i produkcji lektorskich.
Organizacje twórców chcą obowiązku uzyskania zgody na każde wykorzystanie głosu w procesach związanych z AI, jawności źródeł danych treningowych, dokumentowania zgody twórcy, prawa do usunięcia danych głosowych z systemów oraz skutecznych mechanizmów wynagradzania. Domagają się również oznaczania produkcji, w których użyto sztucznej inteligencji, oraz realnej odpowiedzialności firm za nadużycia.
To nie są postulaty antytechnologiczne. Przeciwnie, są próbą uporządkowania rynku, zanim chaos regulacyjny stanie się źródłem trwałej przewagi tych podmiotów, które najsprawniej wykorzystają luki w prawie. AI może wspierać produkcję, przyspieszać procesy i tworzyć nowe formaty. Nie powinna jednak rozwijać się kosztem osób, których głos, talent i dorobek stają się paliwem dla algorytmów.
Jak Europa radzi sobie z nadużyciami AI
Problem, z którym mierzą się polscy lektorzy i aktorzy głosowi, nie jest odosobniony. Podobna debata toczy się w całej Europie, zwłaszcza w państwach o silnym rynku dubbingu, takich jak Francja, Niemcy, Włochy czy Hiszpania. We Francji środowisko aktorów głosowych prowadzi kampanię #TouchePasMaVF, domagając się objęcia dubbingu szczególną ochroną jako elementu polityki kulturalnej. Według danych przywoływanych przez „The Guardian”, wykorzystanie AI w dubbingu może zagrozić we Francji nawet 12,5 tys. miejsc pracy, nie tylko aktorów, ale też tłumaczy, autorów dialogów i realizatorów dźwięku. We Włoszech organizacje dubbingowe wywalczyły natomiast klauzule umowne, ograniczające nieuprawnione używanie głosów aktorów w uczeniu maszynowym i eksploracji danych; rozwiązania te są wskazywane jako punkt odniesienia także w Hiszpanii.
Na poziomie Unii Europejskiej odpowiedzią ma być przede wszystkim AI Act, ale jest to dopiero punkt wyjścia, a nie pełne rozwiązanie problemu. Rozporządzenie przewiduje obowiązki transparentności: treści syntetyczne, w tym audio, mają być oznaczane jako wygenerowane lub zmanipulowane przez AI, a w przypadku deepfake’ów użytkownik powinien zostać poinformowany, że ma do czynienia z materiałem sztucznie wytworzonym. Komisja Europejska pracuje też nad kodeksem praktyk dotyczącym oznaczania treści generowanych przez AI, który ma pomóc firmom w stosowaniu tych zasad od sierpnia 2026 r. Nadal jednak otwarte pozostaje pytanie najważniejsze dla twórców: czy samo oznaczenie wystarczy, jeśli model został wcześniej wytrenowany na cudzym głosie bez zgody i bez wynagrodzenia?Dlatego w Niemczech ochrona zaczyna być dochodzona także przez prawo osobowości – sąd w Berlinie uznał w 2025 r., że wykorzystanie wygenerowanej przez AI imitacji rozpoznawalnego głosu aktora dubbingowego bez zgody narusza jego prawa osobiste i uzasadnia roszczenie finansowe.
Polska nie musi więc wymyślać problemu od zera. Powinna raczej szybko zdecydować, czy chce biernie czekać na spory sądowe i praktykę rynkową, czy zawczasu wpisać do prawa zasadę, że głos użyty przez AI wymaga zgody, transparentności i wynagrodzenia.
Dobre regulacje pilnie potrzebne
W tej sprawie kluczowe jest więc nie pytanie, czy sztuczna inteligencja będzie obecna w branży kreatywnej. Nie ma wątpliwości, że będzie. Pytanie brzmi: na jakich zasadach. Jeśli państwo nie wprowadzi jasnych reguł, rynek sam wypracuje najprostszy model: kopiować, automatyzować i minimalizować koszty wynagrodzeń. Jeśli prawo zostanie dostosowane do nowych realiów, technologia będzie mogła się rozwijać, ale z poszanowaniem zgody, własności, przejrzystości i uczciwego wynagrodzenia.
Właśnie dlatego akcja „Mój głos. Moja własność” powinna być traktowana nie jako branżowy protest wąskiej grupy zawodowej, lecz jako sygnał ostrzegawczy dla całego rynku pracy. Dziś chodzi o lektorów i aktorów głosowych. Jutro podobne pytania mogą dotyczyć dziennikarzy, muzyków, wykładowców, trenerów, ekspertów i wszystkich tych, których zawodową wartością jest rozpoznawalny sposób mówienia, pisania lub występowania. AI nie zwalnia państwa z obowiązku tworzenia reguł, ale sprawia, że dobre regulacje stają się pilniejsze niż kiedykolwiek.
