Ballada o Żołnierzyku

Ballada o Żołnierzyku

blank

Jako młody chłopak fascynowałem się japońskimi filmami Akiro Kurosawy. Miałem kilkanaście lat, kiedy zobaczyłem „Siedmiu Samurajów”. „Tron we krwi” widziałem wcześniej niż „Makbeta” na którym był oparty. Nie do końca te filmy rozumiałem, ale historia samurajów była dla mnie jakąś dumną tajemnicą. Świetnie korespondowała z zimowymi igrzyskami w Sapporo, które otwierał Hirohito, będący cesarzem jeszcze od czasów II WŚ. A na dodatek, kolejne informacje o japońskich żołnierzach, którzy nie wierzyli, że wojna się skończyła.

Ponoć ostatnim z nich był Hiroo Onoda, który został odnaleziony na jednej z filipińskich wysp w 1974. Gość był wierny cesarzowi i zgodził się wrócić do Japonii dopiero, kiedy przybył jego dawny dowódca i zwolnił go z przysięgi. Kilka dni temu na fb trafiłem informację, że minęło 12 lat od jego śmierci. Przypomniałem sobie, że czytałem jakąś wzmiankę o nim wtedy, chyba w „Kobiecie i Życiu”, na ostatniej stronie, gdzie były ciekawostki. Gość ukrywał się 29 lat, chyba dalej walczył, może zabijał, uważał, że honor nie pozwala mu się ujawnić. A znalazł się w rubryce „Ciekawostki”. Dla mnie wtedy też był ciekawostką, nie miałem skończonych 12 lat. I nie miałem pojęcia, że w Polsce takich „ciekawostek” było dużo więcej. A o tym, że żył wtedy człowiek, gdzieś całkiem niedaleko, który ukrywał się jeszcze osiem lat dłużej i nigdy się nie poddał, dowiedziałem się dopiero kilka dni temu, z przypadkowej informacji na fb.

Jako dzieciak słuchałem bardzo dużo muzyki. Tata miał ogromną kolekcję płyt, a ja, mieszkając z dziadkami, chodziłem klatkę obok słuchać płyt u rodziców. Miałem dostęp do jazzu, rocka, polskiego big bitu, poezji śpiewanej. Słuchałem wszystkiego i jak mi się jakaś płyta spodobała, to na okrągło. I bardzo spodobał mi się Tadeusz Chyła. To był jego pierwszy longplay i nie wiem, czy nie jedyny. Musiało być śmieszne, gdy sześciolatek śpiewał całe utwory o Kniaziu Dreptaku, Cysorzu czy Mumii. Zapamiętałem też „Balladę o żołnierzyku”, która wtedy była tylko tekstem, zabawą i nie czułem, że może być opowieścią o czymś, co się wydarzyło, a nie można o tym opowiedzieć, jak było naprawdę. Umiałem ją śpiewać słuchając płyty, ale sam już nie, w odróżnieniu od innych utworów.

W długi, śmieszny karabin
I w stary bagnet zbrojny,
Zjawił się u mnie żołnierz
Z pierwszej światowej wojny.

I stanął w okienku strychu
Z tym karabinem w dłoni,
I strzela przez to okienko
I widać się przed kimś broni.
(…..)
 
I żeby przestał strzelać
Bo wszędzie jest spokojnie,
I jest nie tylko po pierwszej
Lecz i po drugiej wojnie.
(…..)
 
A mnie wcale nie śmieszy
Tej sprawy absurd niezmierny,
Mnie imponuje ten żołnierz,
Przynajmniej jest czemuś wierny

No tak, skąd mogłem wiedzieć, o co chodzi. Wiedziałem, ze była pierwsza i druga wojna, że dziadkowie przeżyli obydwie, że mama i tata tę drugą i że szczęśliwie teraz jest pokój. Nie wiedziałem i dobrze, bo to niekoniecznie wiedza dla sześciolatków, że to nie było wszystko takie proste. Jak czytam ten tekst, to myślę, że ten żołnierz w piosence musiał być z pierwszej wojny, bo gdyby był z drugiej, to by cenzura tego nie puściła, że musiał być taki trochę śmieszny i sentymentalny, z tych samych powodów. A mógł zaimponować autorowi tylko dzięki temu, że był nieszkodliwy i odklejony, bo nie było przecież już żadnych wrogów.

Piosenkę zapomniałem. Nie przypomniała mi się na początku studiów, podczas strajków w 1981 r., kiedy zrozumiałem, że w Polsce była walka jeszcze na początku lat 50. Zresztą nie wiedziałem wtedy, podczas, gdy my strajkowaliśmy, że około dwustu kilometrów od Katowic, w ukryciu…

Pod koniec lat 90 dowiedziałem się, że w 1963 roku został zamordowany ostatni żołnierz podziemia „Lalek”. Kilka lat temu, że Józef Gryga „Jędrek” został złapany w 1966, wtrącony do więzienia i wyszedł w tymże roku – 1981, kiedy my, studenci, strajkowaliśmy. Umarł w 1997, kiedy mnie urodziło się drugie dziecko. Nie wiem, jak to możliwe, że dopiero w tym roku trafiłem na informację, że w 1982 umarł, najprawdopodobniej ostatni ukrywający się Wyklęty, Antoni Dołęga ps. Znicz, Kulawy Antoś, który ślubował, że broni nie złoży, dopóki w Polsce rządzić będą komuniści. Pochowany został na terenie należącym do gospodarza, który go ukrywał.

Panie Boże, my młodziaki strajkowaliśmy, myśląc, że walczymy o lepszą Polskę, że mury runą, że nie chcemy komuny, a on ponoć z przestrzelonymi nogami, z jedną prawdopodobnie amputowaną, w czasie, kiedy Solidarność miała rozwalić komunę, nie ujawnił się. Bo on wiedział, że komuna nie odpuszcza, może nie czytał Mackiewicza, ale wierzył głęboko w Boga. Zostawił po sobie religijne obrazy w notatniku czy też bloku rysunkowym. I ta wiara, przysięga i brak dowódcy, który mógł go z tej przysięgi zwolnić. Był kilka lat starszy niż ja teraz. Ekshumowany w 2017, nikt nie chciał wcześniej nic powiedzieć o miejscu jego pochówku. W ukrywaniu pomagało mu kilkadziesiąt rodzin. Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Oficerskim. Czemu tylko takim – nie wiem. Tak, to właśnie ta „Ballada o żołnierzyku”. Naprawdę był czemuś wierny.

Cześć i chwała Bohaterom!!

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank