CBA bierze się za „Czyste Powietrze”. Kto naprawdę powinien bić się w piersi?

CBA bierze się za „Czyste Powietrze”. Kto naprawdę powinien bić się w piersi?

blank

CBA i Prokuratura z impetem zabrały się za program „Czyste Powietrze”.  Funkcjonariusze pojawili się w siedzibie Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ) i Narodowego Funduszu Ochrony i Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW).

Przedstawiciele rządu mówią o licznych śledztwach związanych z nieprawidłowościami przy realizacji programu wskazując na poprzedników z PiS i dwa kluczowe momenty: lipiec 2022 r. i styczeń 2023 r., kiedy kolejnymi zmianami bardzo złagodzono zasady przyznawania dotacji na inwestycje termomodernizacyjne. Wtedy wprowadzono dość luźno definiowaną zasadę prekwalifikacji czyli wypłaty do połowy dofinansowania przed realnym rozpoczęciem danej inwestycji i zniesiono limity na ceny jednostkowe, co spowodowało wzrost cen w kontraktach. W efekcie miało dojść do licznych wyłudzeń i innego rodzaju oszustw przy realizacji wielu zadań.

Liczę na wyjaśnienie sprawy i napiętnowania winnych, wszystkich.Mam tu jednak sporo obaw i intuicja podpowiada mi, że skończy się na medialnym ostrzeliwaniu „Prawa i Sprawiedliwości” byłego premiera Mateusza Morawieckiego i innych osób zaangażowanych w program, przede wszystkim, byłej minister klimatu i środowiska Anny Moskwy. Zresztą, kto nie wierzy proponuję zajrzeć do medialnych doniesień. Rządzący mają do zakomunikowania właściwie jeden przekaz, że wszystkiemu winni są poprzednicy, a my (obecny rząd) pracowicie to naprawiamy. I nawet do pewnego stopnia to rozumiem. „Czyste Powietrze” to był jeden z najbardziej promowanych i obnoszonych z dumą wielkich programów modernizacyjnych rządu Mateusza Morawieckiego. To element tzw. „Polskiego Ładu” z docelowym budżetem nawet 103 mld zł. To miał być też dowód nowocześniejszego spojrzenia na politykę klimatyczną (tak, politycy PiS i przedstawiciele ówczesnego rządu mówili innym językiem w tych sprawach niż obecnie). W takiej sytuacji nie dziwi, że program i jego twórcy są tak mocno atakowani. Tylko, że obecna ekipa ma umiejętność przegrzewania tematu, a już szczególnie widać to wszędzie tam, gdy za komunikowanie bierze się minister klimatu i środowiska, Paulina Hening-Kloska Przesadzam? To proszę spojrzeć, jak Pani Minister tłumaczy się z katastrofy systemu kaucyjnego.

Nie chcę bronić decydentów z czasów PiS, niech to czynią sami, szkoda tylko, że ich głos jest jakby nie obecny. Ale czy obecna ekipa nie ma sobie nic do zarzuceni? W mediach pojawiają się informacje, że nieprawidłowości trwały do końca 2024 r. czyli ponad rok, po powołaniu rządu Donalda Tuska i po pojawieniu się w MKiŚ minister Hening-Kloski i jej zastępców. Poza tym, jeżeli zdiagnozowano przypadki wyłudzeń, o czym informowani jesteśmy teraz, to co szkodzi podać do publicznej wiadomości informacji o skali procederu? Jak wielka ona była? Bo warto pamiętać, że jak obecna ekipa w MKiŚ i NFOŚiGW zorientowały się, że nie wszystko programie działa poprawnie (powtórzę, zajęło im to ponad rok), to przyjęli metodę rozwiązania problemu najgorszą z możliwych – wstrzymano cały program i wszystkie wypłaty! Zablokowano przepływy na miliardy złotych. To trochę tak, jakby rozbolał kogoś ząb w górnej szczęce i jako terapię przyjęto usunięcie wszystkich zębów ze szczęki. W efekcie, tysiące firm wykonawczych nie mogło doczekać się środków za wykonaną pracę. W zdecydowanej większości, to uczciwi, ciężko pracujący przedsiębiorcy, którzy nagle, nie ze swojej winy zostali pozbawieni pieniędzy, które im się należały. Część z nich stanęła na skraju bankructwa, niektórzy nie przetrwali. Ile osób przy okazji straciło pracę? Ile mniej środków trafiło do budżetu z tytułu podatków? Ktoś to policzył? Przyjęto najgorszy model odpowiedzialności zbiorowej, który zatrząsł całą branżą. Branżą, która dobrze się rozwijała, i z której możemy być naprawdę dumni. Do wypłaty zaległych środków w końcu przystąpiono, ale straty były niepowetowane. Czy ktoś weźmie za to odpowiedzialność? Chyba nie, lepiej zwalić na poprzedników.

Tu przyznam, że nigdy nie byłem fanem podobnych programów. „Darmowe” środki publiczne, dotacje bezzwrotne, programy modernizacyjne z minimalnym udziałem własnym etc. to z reguły jest przestrzeń dla różnego rodzaju nieprawidłowości. Zawsze w takich sytuacjach pojawiają się nieuczciwi uczestnicy. A jak przeznacza się na takie przedsięwzięcia znaczne środki – a dotychczas zabezpieczono na ten cel ok. 44 mld – to i skala potencjalnych nadużyć wzrasta. Sam pomstowałem na masowość zagranicznego (głównie chińskiego) szmelcu sprzedawanego w związku z realizacją programu. Przecież to w związku z tym programem wciskano beneficjantom (czyli indywidualnym inwestorom) pompy ciepła nie przystosowane do naszych warunków klimatycznych czy sfatygowane panele słoneczne. Przypomnijmy sobie, jak wiele wisiało banerów informujących o tanich pompach czy panelach. Za sprzedaż brali się ludzie, którzy nie mieli o tym pojęcia, ale wiedzieli, że chcą szybko i łatwo zarobić. I wielu zarabiało, a ludzie zostawali w domach z zupełnie nie przystosowanymi do naszych realiów jednostkami grzewczymi. A potem trzeba było wspierać pracę wadliwie dobranych pomp ciepła energią elektryczną, więc zaczęły się „rachunki grozy”. Takie patologie, to uboczny, ale w gruncie rzeczy oczywisty skutek podobnych programów. Zapewne do wzrostu nieprawidłowości mogły przyczynić się wspomniane na wstępie zmiany w zasadach przyznawania dotacji czy określania cen jednostkowych. Powiedzmy sobie jednak szczerze, jakieś próby oszustw i tak pojawiłoby się przy okazji tego programu. Taka to niestety jest smutna reguła. Rolą państwa jest budowanie mechanizmów maksymalnie tym patologiom zapobiegających. Tu chyba tego zabrakło.

Nie wiem, jakie będą dalsze losy programu. Przedstawiciele MKiŚ mówią o jego naprawie i kontynuacji. Tylko, że stało się coś dużo poważniejszego, niż spektakularne działania CBA i Prokuratury. Nieprawidłowości, dopuszczenie do programu wielu oszustów, rzesze pokrzywdzonych beneficjantów, którym wciśnięto wadliwe rozwiązania, a później „leczenie” sytuacji wprowadzeniem odpowiedzialności zbiorowej wobec całej branży dostawców jednostek cieplnych i wykonawców instalacji, wstrzymywanie należnych środków, bankructwa, to wszystko spowodowało, że bardzo wielu obywateli i przedsiębiorców straciło zaufanie do państwa. A tego nie sposób przeliczyć na konkretne pieniądze, to ogromny, choć niepoliczalny majątek.

Cała ta historia, to moim zdaniem dobra okazja, żeby się zastanowić nad ideą takich programów, a każdy następny solidnie przemyśleć. A może w ogóle zrezygnować z takich form wsparcia?

Autor tekstu
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

Wyszukiwarka
Kategorie
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank