Przez media przetoczyła się – i słusznie – fala oburzenia w związku z imprezą na terenie zabytkowego kompleksu wilanowskiego pałacu. Szkoda tylko, że z równym potępieniem, co hałas i śmieci nie spotkała się prawdziwie peerelowsko-moskiewska praktyka wymuszania przez polityków na podwładnych decyzji. To nie dyrektor Jaskanis, skądinąd fachowiec i człowiek bardzo zasłużony dla Wilanowa powinien stracić stanowisko, a admiratorka patusa Kapeli, minister Cienkowska. Jaskanis przetrwał różne ekipy polityczne, bo jest specjalistą, a Cienkowska to owoc partyjnej układanki.
Nie Paweł Jaskanis wpadł na kretyński pomysł imprezy w miejscu cennym ze względów przyrodniczych i kulturalnych. A skoro już taki pomysł się narodził, to w Ministerstwie Kultury powinno się go wrzucić do kosza. Nie zrobiono tego – cóż, za rok wybory, a politycy chcieliby ogrzać się w blasku celebrytów i brylować w zainteresowanych wydarzeniem mediach. Po minister Cienkowskiej trudno się zresztą spodziewać czegoś nadzwyczajnego. Zdecydowanie szefowa resortu kultury nie zawodzi oczekiwań. Bo też nie są one wysokie.
Winą dyrektora Jaskanisa było to, że zamiast rozpętać aferę, powiedzieć stanowcze „nie”, położył uszy po sobie. Dyrektor placówki kultury prawie cztery dekady po końcu PRL funkcjonuje w naszym kraju w systemie zależności wyjętym z epoki realnego socjalizmu. Zmarszczone brwi decydenta mogą oznaczać kres jego kariery. Ale nawet, gdy usiłuje wykonywać oczekiwania polityków, i tak może skończyć jako kozioł ofiarny.
Modne stało się powtarzanie w kółko: „Rosja już tu jest”. Tak, owszem, już tu jest. Jest w postaci prawicowego posła, który doprowadza do odwołania świetnego redaktora regionalnego dziennika. Jest w postaci minister kultury, która nie ma na tyle cywilnej odwagi, by wziąć na siebie konsekwencje swoich decyzji. Jest w postaci zgody głównych graczy polskiej sceny politycznej na to, by w naszym kraju nie powstała niezależna służba cywilna i w pełni niezależne sądownictwo – niezależne od polityków, ale i od sędziowskiej sitwy. Te same, pożal się Boże, elity, które pomstują na polską ciemnotę i „suwerenizm”, które uważają się za Kulturträgerów brukselskich wartości, hołdują z upodobaniem wartościom stanowiącym fundament funkcjonowania Rosji i Białorusi.
O zwrot Wilanowa zabiegają, oczywiście bezskutecznie, spadkobiercy ostatnich właścicieli. Jednym z argumentów przeciwko reprywatyzacji jest to, że oddanie lasów czy zabytków w prywatne ręce spowoduje niepowetowane straty. Bo wytną, zniszczą, spospolitują. Jak widać, zagrożenie stanowi pozostawienie zabytków w rękach polityków przypominających kompetencjami i stylem bycia Stanisława Anioła.
