Kiedyś Polacy oddawali butelki do skupu lub wymieniali w sklepie. Stworzono w ten sposób jeden z najsprawniej działających w Europie systemów recyklingu, choć tak to się wtedy nie nazywało. Uczestniczyły w tym nieprzymuszone browary. Jak to jest, że to samo społeczeństwo i ci sami menadżerowie z chęcią uczestniczyli w tamtym systemie, a ten kontestują?
Wojciech Surmacz, kierujący projektem Newsmax w Polsce, kilka dni temu w rozmowie z kanałem Super Ring (Se.pl) opowiedział historię swojej rodziny w latach 90. Jego rodzice w tym trudnym czasie, gdy Polacy szukali dróg by odnaleźć się w transformacyjnej rzeczywistości otworzyli… skup butelek. Surmacz wspomina, że nikt na ich oddawanie nie narzekał. Ludzie byli zadowoleni, a skup stał się trochę jak magiel lub zakład fryzjerski, miejscem, gdzie można było poplotkować, spotkać, dowiedzieć się, co się dzieje.
Jak to jest, że teraz narzucony centralnie system kaucyjny budzi taki opór? Czy społeczeństwo się zmieniło? Zepsuliśmy się? Przykład polskich browarów, zarówno tych większych, jak i małych producentów piwa rzemieślniczego pokazuje coś zupełnie innego. Pokazuje absurd regulacji i rozwiązania, które, zgodnie z trendem, jest przeciwieństwem tego, czym formalnie ma być.
Bo przecież cel rzekomo, jak zawsze, był szczytny. Więcej recyklingu, mniej śmieci, Polska bliżej unijnych standardów. Efekt jest dokładnie odwrotny niż zamierzony. System kaucyjny, który wszedł w życie 1 października 2025 roku, nie spełnia swoich celów i tworzy ogromną ilość nowych problemów, umacniając skutecznie też te stare, takiej jak nierówne traktowanie podmiotów przez państwo. Nie trzeba dodawać, że mali obrywają najbardziej.
Mały obrywa najbardziej
Polska scena piwowarska, pomimo trudności i kłód układanych przez państwo, jest bogatsza niż myśli przeciętny konsument w markecie. Obok wielkich koncernów funkcjonują dziesiątki mniejszych browarów regionalnych i lokalnych — zakłady z historią, często kilkudziesięcioletnią, zakorzenione w konkretnym mieście lub powiecie, zatrudniające lokalnych pracowników. Czasem z markami znanymi w skali ogólnopolskiej, czasem sprzedające piwo w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. To nie tylko kraft czy hipsterska moda, a po prostu przemysł regionalny, który wedle deklaracji politycznych (“local content”) jest krwiobiegiem gospodoarki. I to właśnie te podmioty system kaucyjny dotyka nieproporcjonalnie mocno.
Pierwszym problemem jest to, że system kaucyjny jest regulacją płaską – czyli tworzy częsty skuteczny sposób na wykańczanie mniejszych firm poprzez wprowadzanie kosztownych obowiązków biurokratycznych. Niezależnie od tego, czy browar produkuje sto tysięcy hektolitrów rocznie czy dwa tysiące, obowiązki administracyjne są identyczne: umowa z operatorem, znakowanie opakowań, prowadzenie ewidencji, rozliczanie kaucji. Odbiór opakowań z punktów odbioru, rozliczanie kaucji i prowadzenie ewidencji spoczywa na operatorze systemu kaucyjnego. Każdy producent musi przez tego pośrednika przejść — bez wyjątku, bez progu.
Dla korporacji to jedno z wielu nowych działań dla wielkiej maszyny administracyjnej i licznych działów, dla dużego polskiego browaru jest to kolejna procedura do wdrożenia, dla małego browaru lokalnego, który nie ma działu prawnego ani osobnego stanowiska do spraw regulacyjnych, to nowy etat lub outsourcing, który kosztuje. Koszty stałe systemu — administracja, znakowanie, rozliczenia — nie skalują się proporcjonalnie do produkcji. Im mniejszy podmiot, tym wyższy koszt jednostkowy na hektolitr.
Butelka zwrotna — serce lokalnego browaru
Browary od dekad operują w znanym wszystkim modelu butelki zwrotnej. Konsument kupuje piwo w lokalnym sklepie, oddaje butelkę przy kolejnych zakupach, butelka wraca do browaru. Prosty, sprawny, ekologicznie uzasadniony obieg — bez pośredników, bez operatorów, bez centrali.
Producenci od początku protestowali przeciw obowiązkowi objęcia ich butelek systemem kaucyjnym. Browary argumentowały, że mają już własne, działające systemy odbioru i ponownego napełniania butelek, które działają sprawnie od lat, a wskaźniki odzysku butelek sięgają nawet 92–94 procent, czyli o wiele więcej niż zakłada ustawodawca. Włączenie tych opakowań do nowego systemu oznaczałoby dla browarów duże koszty i chaos logistyczny, bez wyraźnych korzyści środowiskowych.
Ministerstwo przez długi czas te argumenty ignorowało. Dopiero decyzje interpretacyjne marszałków województw — wydane dla największych koncernów — otworzyły furtkę dla części branży. Branża piwna starała się o to od momentu powstania pierwszego projektu ustawy kaucyjnej, jednak jej apele były konsekwentnie odrzucane. Mały browar z Kujaw czy Podkarpacia nie ma takich zasobów negocjacyjnych, żeby przejść tę samą ścieżkę co duży koncern. Nie dlatego, że jego argument jest słabszy — bo jest identyczny — ale dlatego, że brakuje mu czasu, pieniędzy i prawników.
Bez urzędnika ani rusz
Nowe przepisy wprowadzają dodatkowego operatora, który wydłuża cały proces logistyczny, podnosi koszty i generuje “większy ślad węglowy”. Dla browaru regionalnego, którego dystrybucja jest skrojona pod lokalny rynek, wejście zewnętrznego operatora do obiegu opakowań to nie abstrakcja — to realna ingerencja w wypracowany latami model działania.
Mały browar lokalny dostarcza piwo do kilku hurtowni i kilkudziesięciu punktów sprzedaży. Zna swoją sieć, rozlicza depozyty bezpośrednio, optymalizuje trasy. Ale przecież kogoś tu brakuje. Urzędnika! System kaucyjny wymaga, żeby ten obieg przebiegał przez operatora zatwierdzonego przez ministra — co dla browaru działającego na obszarze jednego powiatu jest rozwiązaniem absolutnie nieproporcjonalnym do problemu.
Producenci napojów, którzy nie przystąpili do systemu kaucyjnego i nie mają aktualnej umowy z operatorem, muszą liczyć się z potrójną opłatą produktową wynoszącą 3 złote za kilogram. To finansowy przymus, nie wybór. A skala tego przymusu rośnie: opłata produktowa za nieosiągnięcie minimalnych poziomów selektywnej zbiórki wyniesie 10 groszy za kilogram za rok 2025, 1 złoty za rok 2026 i 5 złotych za rok 2027 i lata następne.
Małe browary lokalne, które przez lata budowały sprawne systemy odbioru butelek we własnym zakresie, stają przed absurdalnym dylematem: albo porzucić działający model i wejść do systemu kaucyjnego z jego kosztami, albo płacić kary za to, że ten model działa zbyt dobrze poza systemem.
Piwowarstwo rzemieślnicze — osobny, jeszcze trudniejszy przypadek
Jeśli sytuacja małych browarów regionalnych jest trudna, to browary rzemieślnicze stoją przed wyzwaniem egzystencjalnym. Rzemiosło piwne w Polsce rozwinęło się w oparciu o model sprzedaży bezpośredniej: tap room, festiwale piwne, sklepy specjalistyczne, sprzedaż internetowa. Konsument kraftowego piwa nie zachowuje się jak konsument masowy — nie kupuje w markecie, nie oddaje puszki w automacie.
Tymczasem system kaucyjny tej różnicy nie dostrzega. Wszystkie metalowe puszki o pojemności do 1 litra objęte są systemem kaucyjnym i browary rzemieślnicze sprzedające piwo w puszkach muszą uczestniczyć w systemie. Limitowana seria IPA z małego browaru w Lublinie podlega dokładnie tym samym obowiązkom co zgrzewka przemysłowego lagera. Etykieta, która jest częścią tożsamości browaru, musi teraz nieść ustandaryzowane oznaczenie kaucyjne. Model biznesowy oparty na bezpośredniej relacji z klientem musi uwzględnić zewnętrznego operatora.
Browar kraftowy produkujący kilkaset hektolitrów rocznie ponosi koszty administracyjne systemu identyczne jak podmiot dwudziestokrotnie większy. Różnica jest taka, że dla tego drugiego to koszt marginalny, a dla rzemieślnika — istotna pozycja w budżecie, przy której decyduje się o rentowności całego przedsięwzięcia.
Ekologia bez sensu
Po dwóch miesiącach istnienia systemu kaucyjnego butelki ze znaczkiem kaucji odpowiadały za zaledwie 0,5 procenta sprzedaży. System formalnie działa — w praktyce niemal go nie widać. Tymczasem obowiązki dla producentów są realne i natychmiastowe.
Małe browary, lokalne i rzemieślnicze, płacą pełną cenę regulacyjną za system, który — przynajmniej na razie — nie realizuje celów środowiskowych, dla których został stworzony. I płacą ją nieproporcjonalnie wysoko w stosunku do swojego udziału w rynku i rzeczywistego wpływu na środowisko.
Czego wymaga uczciwa regulacja
System kaucyjny mógłby być prawem sprawiedliwym. Wymaga to uznania, że rynek piwny nie jest jednorodny i że przepisy skrojone pod masową dystrybucję nie mogą być mechanicznie stosowane do podmiotów działających w innej skali i innym modelu.
Minimum to trzy rzeczy: uproszczone zasady uczestnictwa dla producentów poniżej określonego progu rocznej produkcji, uznanie sprawnie działających lokalnych systemów odbioru butelek za równoważny sposób realizacji celów środowiskowych, oraz możliwość tworzenia wspólnych operatorów przez zrzeszenia małych browarów bez bariery wejścia w postaci pięciu milionów złotych kapitału zakładowego.
Lokalny browar z Warmii, który od trzydziestu lat odbiera swoje butelki od sklepistów na własny koszt i na własną logistykę — i robi to z 90-procentową skutecznością — nie potrzebuje systemu kaucyjnego. Potrzebuje tylko, żeby prawo przestało go za to karać.
Browar Paragraf (browarparagraf.com), Rzeczpospolita (rp.pl), Gazeta Prawna (gazetaprawna.pl), Świat OZE (swiatoze.pl), Munipro (munipro.pl), Deloitte Polska (deloitte.com/pl), Biznes Interia (biznes.interia.pl), Super Express (Super Ring)
