Klęska próby odwołania Trzaskowskiego. Dlaczego Warszawa nie stała się Krakowem?

Klęska próby odwołania Trzaskowskiego. Dlaczego Warszawa nie stała się Krakowem?

blank

Zbieranie podpisów w Warszawie pod organizacją w tym mieście referendum zakończyło się fiaskiem. Organizatorzy na czele z Maciejem Wilkiem dali paliwo Trzaskowskiemu i całej Koalicji Obywatelskiej, żeby odtrąbić sukces i znowu ponabijać się z prawicy. Coś, czego dokładnie jej teraz nie potrzeba.

Zbiórka podpisów to nie jest łatwa sprawa. Najboleśniej przekonał się o tym Bartosz Bocheńczak z Konfederacji, gdy okazało się, że część zebranych przez tę partię podpisów w Krakowie jest nieważna i w związku z tym Bocheńczak oficjalnie nie mógł zostać zarejestrowany jako kandydat na prezydenta Krakowa – pomimo bardzo aktywnej kampanii, także z udziałem Sławomira Mentzena. To właśnie na fali referendum w Krakowie zorganizowano i nadal organizuje się szereg referendów w Polsce lokalnej. Takie próby podjęto też w Warszawie, choć od razu byłam sceptyczna co do tego przedsięwzięcia. Bo jak się organizuje coś takiego na tak dużą skalę, to już trzeba być pewnym zwycięstwa. Przynajmniej na etapie zbierania podpisów. Tu zabrało i podpisów, i – mam wrażenie – przede wszystkim strategii.

Mało nie zawsze znaczy dobrze 

W poniedziałkowym wywiadzie dla Polsat News Maciej Wilk próbował obrócić porażkę w sukces. Mówił, że „kropla drąży skałę”, a sama organizacja zbiórki podpisów kosztowała niewiele, poniżej 150 tysięcy złotych i życzy wszystkim, by zbiórki tyle kosztowały. Jak dla mnie to żaden powód do dumy, bo z miliona 300 tysięcy osób uprawnionych w stolicy do głosowania, udało się zebrać… jedynie 111 tysięcy podpisów! Obserwowałam tę akcję jako mieszkanka Warszawy z bliska i poza anemicznymi punktami zbiórki nie widziałam nic. Żadnych dużych bilbordów, żadnych ulotek rozdawanych na ulicach, mała aktywność organizatorów w mediach i w internecie. Tak, to kosztuje. Ale i przynosi efekty. 

Wujek dobra rada 

Dla pomysłodawców kolejnych akcji referendalnych warszawska próba to idealny elementarz tego, jak czegoś nie robić. Jak nie masz planu szeregu konferencji, w których będziesz wytykał włodarzowi miasta/gminy wszystkie błędy, jak nie masz dostępu do mediów, szeregu liderów, którzy są gotowi pójść za Twoją ideą oraz wystarczających pieniędzy, by te wszystkie pomysły sfinansować – po prostu sobie daruj. Zwłaszcza w momencie, gdy powoli się zaczyna kampania parlamentarna i każdy błąd zaczyna słono kosztować. 

fot. Adrian Grycuk, wikipedia

Autor tekstu
Marta Radziach

Marta Radziach

właścicielka agencji PR-owej, doradza przedsiębiorcom i politykom. Wcześniej prezenterka i reporterka telewizyjna. Wykłada komunikację medialną na KUL MBA.

Wyszukiwarka
Kategorie
Marta Radziach

Marta Radziach

właścicielka agencji PR-owej, doradza przedsiębiorcom i politykom. Wcześniej prezenterka i reporterka telewizyjna. Wykłada komunikację medialną na KUL MBA.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank