Local content – bajka dla naiwnych

Local content – bajka dla naiwnych

blank

Europejska i polska gospodarka cierpi na przewlekłą chorobę niekonkurencyjności pogłębioną brakiem innowacyjności. Rząd w zamian aplikuje nam placebo – local content.

W Katowicach odbyło się jak co roku – wielkie widowisko podczas którego politycy mogli błyszczeć, jako włodarze kraju, zaś kluczowi menadżerowie w spółkach skarbu państwa pochlebstwami i zachwytami przedłużać swoje wysokopłatne synekury. To tzw. Europejski Kongres Gospodarczy. Leitmotywem ostatniej odsłony było hasło fetysz – Local content.Szumnie ogłoszone przez rząd jesienią , zmaterializowało się ogromnym stoiskiem i serią paneli, gdzie przez wszystkie przypadki odmieniano je jak zaklęcie.

Local content – ale o co chodzi?

Ten slogan ma być lekiem na niekonkurencyjność i brak innowacyjności.  Uwolnić nas od zapóźnienia i uzależnienia technologicznego zassanego od gospodarek krajów starej UE, który bezsprzecznie złapały zadyszkę. Wysokie ceny energii, wynikające z nieodpowiedzialnej polityki klimatycznej, które otworzyły szeroko drzwi Europy dla azjatyckich produktów, uzależnienie surowcowe i wygasający potencjał intelektualny to scenariusz napisany i realizowany przez eurokratów.

Rocznie przemysł europejski traci setki tysięcy miejsc pracy.  Zamiast planowanego rozwoju mamy spadek produkcji przemysłowej i co gorsza malejącą rolę krajów UE jako uczestnika w globalnych trendów gospodarczych. Zgodnie z zasadą selekcji i pozbywania się balastu, najsilniejsi w UE czyli Niemcy i Francuzi poprzez regulacje i politykę gospodarczą pogrążają ekonomiki krajów słabszych.

Local content ma służyć repolonizacji gospodarki Polski i co jak odkrywczo stwierdza Minister Aktywów służyć bezpieczeństwu i niezależności, podnosić innowacyjność i kompetencje podmiotów krajowych.  „Dobre, bo polskie„, „Kupuj nasze – polskie” „Polska smakuje„, Lukstorpeda 2.0”,Program Batory, Izera to zapomniane humbuki, których żywoty trwały w okresach od wyborów do wyborów. Silne upolitycznienie obecnego programu czego nie ukrywa Donald Tusk, nie daje nadziei, że z obecnym programem będzie inaczej.

Dlaczego znowu się nie uda?

Ponieważ wymyślili je dla bieżących potrzeb partyjnych politycy i realizują je politycy-menadżerowie w spółkach skarbu państwa, dla których najbezpieczniejszym do tej pory było oddawanie odpowiedzialności za kluczowego projekty inwestycyjne podmiotom zagranicznym. Te przez rządowych urzędników są traktowane jak „święte krowy”, którym nie wolno było zarzucać złego wykonywania projektów  zarówno w zakresie ceny jak i terminów. W przeciwieństwie do polskich władz, szefowie krajów UE nie mieli oporów aby osobiście interweniować w interesie firm. Na przykład zasługą Helmuta Kohla było niewątpliwie przejęcie przez niemieckich właścicieli polskiego przemysłu cementowego.

Dlatego kosztorysy inwestycji puchły do niewyobrażalnych rozmiarów.  Terminal LNG, Elektrownia Ostrołęka, tunel pod Świną to tylko wybrane przykłady wymuszenia na inwestorze dodatkowych środków na sfinansowanie inwestycji. Zupełnie inaczej Skarb Państwa traktował podmioty krajowe takie jak PBK SA, Pol-Aqua, czując bezkarność przy egzekwowaniu zapisów kontraktowych.

W obronie interesów podmiotów europejskich (patrz niemieckich, francuskich) stanie Komisja Europejska, zarzucając nam protekcjonizm i naruszanie zasad wolnego rynku.  Barierą będą też względy kompetencyjne i technologiczne. Zewnętrzni inwestorzy w Polsce wyssali przez lata z polskich rodzimych firm zarówno kadrę jak i wdrożenia. Zastrzegając sobie, tym samym, dostęp do certyfikacji i technologii.

Jak dzisiaj wygląda poza polityczną fasadą Local content możemy się przekonać na przykładzie zniszczenia przez administrację polskiego producenta ultralekkich samolotów z Krosna Ekolot.  Biurokracja i fiskalizm wsparty brakiem jakiegokolwiek wsparcia finansowego ze strony instytucji rządowych to szybka ścieżka do zamordowania każdego obiecującego przedsiębiorstwa w Polsce.

Strażnicy obecnego transferu kasy za granicę.

Na straży obecnego porządku prawnego w gospodarce stoi Prezes Urzędu Zamówień Publicznych, który ostrzegł, że jakiekolwiek próby „siłowego” wpisywania wymogów lokalności do specyfikacji przetargowych (SWZ) narażają inwestorów na protesty, odwołania do KIO (Krajowej Izby Odwoławczej) oraz konieczność zwrotu dotacji unijnych. Polskie prawo musi być zgodne z dyrektywami unijnymi, które zakazują dyskryminacji wykonawców ze względu na kraj pochodzenia lub siedzibę.

Local contentw zamówieniach publicznych to „gra pozorów” – oficjalnie go nie ma i być nie może, a to, czy polskie firmy dostaną zlecenia, zależy wyłącznie od sprytu urzędników w konstruowaniu „zielonych” i „społecznych” wymogów, które nie zostaną zakwestionowane przez Brukselę. Takie postawienie sprawy, jest doskonałym alibi dla urzędników i menadżerów spółek państwowych  aby wymówić się ze stosowania fasadowego hasła rządu. Nikt tego nie bierze naprawdę pod uwagę , no może jedynie najwięksi fanatycy obecnego układu rządowego.

Nic się nie stanie i nic się nie zmieni.

***

FOT. Obraz wygenerowny przez AI.

Autor tekstu
Adam Gorszanów

Adam Gorszanów

Adam Gorszanów. Uczestniczy w projekcie DOBITNIE PL, Menadżer , przedsiębiorca działający w branży paliwowo-energetycznej. Założyciel i wieloletni Prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla. Wiceprezes Polskiej Grupy Górniczej S.A. ds handlowych. Działał w podziemiu niepodległościowym za co został odznaczony przez ŚP. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - Złotym Krzyżem Zasługi

Wyszukiwarka
Kategorie
Adam Gorszanów

Adam Gorszanów

Adam Gorszanów. Uczestniczy w projekcie DOBITNIE PL, Menadżer , przedsiębiorca działający w branży paliwowo-energetycznej. Założyciel i wieloletni Prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla. Wiceprezes Polskiej Grupy Górniczej S.A. ds handlowych. Działał w podziemiu niepodległościowym za co został odznaczony przez ŚP. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - Złotym Krzyżem Zasługi

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank