Mata chciałby być Nawrockim. Nigdy nie będzie

Mata chciałby być Nawrockim. Nigdy nie będzie

blank

A więc raper Mata nie lubi już Koalicji Obywatelskiej? Tak bywa, gdy się przedobrzy. A przedobrzył najpierw on, a potem oni. Propaganda w przesadnej ilości i nazbyt ostentacyjna okazuje się niestrawna nawet u nas i nawet dla nich.

Latorośl prominentnego prawnika, mocno wpisanego w rządzący układ polityczny, niedawno w swoim utworze nazwała prezydenta „sutenerem”, powtarzając nieudowodnione, niepotwierdzone kłamstwa Onetu, premiera rządu RP i jakiegoś koszmarnego patocelebryty, który dla Donalda Tuska jest „postacią znaną”. Raper – słowo to w przypadku młodego Matczaka przychodzi z trudem – zrobił to oczywiście tak, żeby niby było mrugnięcie, żeby nie było procesowo. Niby nie mówił wprost, o kogo mu chodzi, ale wiadomo.

Problem tym, że świat tatusia – wszystkie Zembaczyńskie, Trele i silna razem kamaryla napędzana przez wujka Romana, papę koleżanki z liceum i kumpla ojca – z miejsca podchwyciła. Młody Matczak musiał się więc odciąć. W efekcie wulgaryzmem musiał potraktować i KO.

Dla Maty powstał podwójny problem. Po pierwsze, młodociany zbuntowany, który już i tak nie dość, że wiadomo z jakiego elitarnego liceum, czyj syn, wiadomo dlaczego tak pchany, to jeszcze został gogusiem władzy. A jak się okazało, młodzi nie są aż takimi fanami pana Donalda i wujka Romka, jakby się wydawało. Ratował więc skórę. Szczególnie że prezydent Nawrocki budzi w sporej części tej grupy sporą sympatię, co więcej, nie ma tych wszystkich elitarnych przymiotów warszawskiego gwiazdora. To on jest z ulicy, on mówi głosem buntu. Jest tym, kogo Mata próbuje udawać.

Syn Matczaka ratował się chyba jeszcze przed jednym – być może za radą taty, co, tu nie gadać, bystrego prawnika, który zawsze wiedział, na której jabłonce najwięcej jabłek, a do której się nie zbliżać. Nazywania prezydenta alfonsem dość ciężko obronić w sądzie, a nie wszystkie sądy jeszcze są ich, co widać po faktach.

A więc? Okazało się, że Macie wcale nie chodziło o prezydenta Nawrockiego. To była taka hipotetyczna, teoretyczna, rozumiecie, figura stylistyczna. Taki to właśnie raper z tego Maty. Prawdziwy raper. Peja radził: „Nie przeholuj, bo sp… sobie przyszłość”. Chodziło mu oczywiście o zupełnie inne sprawy, ale trzeba przyznać, że syn mecenasa Matczaka twórczo to zinterpretował w stylu warszawskiej elitki politycznej, której jest tylko narzędziem i owocem. Posłusznym, dość skutecznym i – jak cała ona – raczej tchórzliwym.

Autor tekstu
Wyszukiwarka
Kategorie
blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank