Bogusław Chrabota w komentarzu opublikowanym na Rp.pl ostrzega przed odebraniem Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Owszem, jak podkreśla autor, Ukraina walczy dziś z Rosją także w interesie bezpieczeństwa Polski. Problem w tym, że z prawdziwego założenia Chrabota wyciąga fałszywy wniosek. Bo wsparcie dla Ukrainy nie może oznaczać, że Polska ma rezygnować z własnej pamięci, własnej godności i własnych symboli państwowych. I udowadniać, że daje sobą pomiatać.
Chrabota sam przyznaje rzecz najważniejszą: Zełenski wiedział, że nadanie ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA” wywoła w Polsce oburzenie. To nie była gafa, niezręczność ani wynik niewiedzy o polskiej wrażliwości, lecz świadoma kalkulacja polityczna. Ukraiński prezydent uznał, że potrzeby jego polityki wewnętrznej są ważniejsze niż pamięć polskiego sojusznika o zbrodni wołyńskiej. Uznał, że Warszawa jakoś to przełknie, bo przecież jest wojna, bo przecież Rosja, bo przecież Polska nie ma wyjścia. Bo przecież z powodzeniem testowano cierpliwość Polski w innych sprawach.
I z tego też powodu reakcja Polski nie może ograniczać się do kolejnej noty dyplomatycznej, kilku ostrych wypowiedzi i rytualnego „wyrażenia zaniepokojenia”. Nawiasem mówiąc, jeśli polski przedstawiciel w Kijowie usprawiedliwia haniebny krok, a ambasador Ukrainy w Warszawie, słynący z bezczelnych wypowiedzi, nie zostaje nawet wezwany do MSZ, to o jakiej reakcji mówimy?Order Orła Białego nie jest prywatną pamiątką, dyplomatycznym gestem grzecznościowym ani medalem za ogólne zasługi w walce z Rosją. Jest symbolem Rzeczypospolitej. A Rzeczpospolita ma prawo wymagać, by kawaler tego orderu nie firmował politycznie kultu formacji, która w polskiej pamięci wiąże się z ludobójstwem obywateli II RP. Inna kwestia, że Order przyznano Zełenskiemu lekkomyślnie, na co wskazywał m.in. bynajmniej nie antyukraińsko nastawiony prof. Antoni Dudek.
Zełenski, UPA i Wołyń: zasługi nie dają immunitetu
Nie chodzi o to, by zapominać o rosyjskiej agresji bądź kwestionować fakt, że istnienie niepodległej Ukrainy wzmacnia bezpieczeństwo Polski. Po prostu zasługi w jednym obszarze nie dają immunitetu w innym. Można doceniać rolę Zełenskiego w czasie wojny i jednocześnie uznać, że gloryfikacja UPA przekracza granicę, której polskie państwo nie powinno tolerować.
Pamięć o Wołyniu nie jest „emocją Warszawy”, czy „różnicą w ocenie historii”, jak chcą obrońcy Zełenskiego. Mówimy o ludobójstwie polskich obywateli, o mordowanych kobietach, dzieciach, o iście azjatyckim okrucieństwie. Jeśli w takiej sprawie polskie państwo ma milczeć w imię taktycznego komfortu relacji z Kijowem, to znaczy, że samo zgadza się na rolę sojusznika drugiej kategorii.
Chrabota pisze, że odebranie orderu byłoby upokorzeniem Zełenskiego. Ale pytanie trzeba postawić inaczej: czy pozostawienie orderu przy polityku, który świadomie lekceważy polską pamięć o Wołyniu, nie będzie upokorzeniem dla Polski? Czy w imię ugłaskiwania Ukraińców mamy zapominać o polskiej racji stanu? Jak pisałem, dzisiejsza Ukraina działa w sowieckiej logice i dlatego sprawdza miękkość partnera w sferze symboli. Redaktor zaś radzi, aby kolejny raz ustąpić. Tylko, że za tym ustępstwem nie idzie żadna strategia.
Odebranie orderu nie byłoby zemstą, nie byłoby także zerwaniem wsparcia dla Ukrainy. Byłoby symbolicznym i bardzo wyraźnym komunikatem: Polska pomaga, ale nie godzi się na kult UPA. Polska rozumie wojnę, ale nie zapomina o własnych ofiarach. Polska chce sojuszu z Ukrainą, ale sojusz nie może oznaczać jednostronnego lekceważenia.
Horthy, Mussolini i nietrafiony argument z historii Orderu Orła Białego
Najmniej trafny fragment komentarza Bogusława Chraboty dotyczy porównania z innymi kawalerami Orderu Orła Białego. Autor przypomina, że order posiadają do dziś Benito Mussolini i Miklós Horthy. Ten argument ma ostudzić emocje, ale w rzeczywistości działa odwrotnie.
W przypadku Mussoliniego pytanie nasuwa się samo: czy zwolennicy pozostawienia Orderu Orła Białego Zełenskiemu naprawdę chcą bronić swojego stanowiska przez ustawienie go w jednym szeregu z tragicznym włoskim dyktatorem? Mussolini nie jest wygodnym precedensem, lecz kompromitującym dziedzictwem dawnych decyzji dyplomatycznych. Jeśli fakt, że orderu nie odebrano Mussoliniemu, ma być argumentem za tym, by dziś nic nie robić, to jest to argument bardzo słaby. Błąd z przeszłości nie staje się normą tylko dlatego, że trwa długo.
Jeszcze bardziej problematyczne jest wrzucanie do tego samego worka Horthyego. Miklós Horthy był postacią historycznie złożoną i obciążoną, ale wobec Polski nie zachował się jak wróg. Przeciwnie: w 1939 roku Węgry nie zgodziły się, by III Rzesza wykorzystała ich terytorium do ataku na Rzeczpospolitą. Państwo Horthyego, mimo związków z Niemcami, odmówiło udziału w agresji przeciw Polsce od południa.
Dlatego porównywanie Horthyego z Zełenskim w tej sprawie jest historycznie kulawe. Horthy nie firmował gestu wymierzonego w polską pamięć. Nie upamiętniał formacji odpowiedzialnej za zbrodnie na Polakach i nie testował granic cierpliwości Warszawy w sprawie ludobójstwa polskich obywateli. Można oceniać jego postać krytycznie (ja tej krytyki nie podzielam, choćby ze względu na udział admirała w surowym, ale koniecznym stłumieniu tzw. Węgierskiej Republiki Rad) , ale akurat w relacji do Polski historia jest bardziej skomplikowana, niż sugeruje publicystyczne zestawienie.
Order Orła Białego a polska polityka wobec Ukrainy
W całej tej sprawie łatwo wpaść w fałszywą alternatywę: albo wspieramy Ukrainę i milczymy o UPA, albo mówimy o Wołyniu i działamy na rzecz Rosji. To prymitywna pułapka. Polska może wspierać Ukrainę przeciw rosyjskiej agresji i jednocześnie stawiać twarde warunki w sprawach pamięci. Może pomagać wojskowo, dyplomatycznie i humanitarnie, a zarazem domagać się elementarnego szacunku dla ofiar zbrodni wołyńskiej. Czy krytykując zbrodnie w Strefie Gazy automatycznie jest się przeciwko istnieniu Izraela? Czy krytykując rosyjską agresję na Ukrainę stajemy się rusofobami?
Argument, że „Rosjanie klaszczą”, nie może zamykać polskiej debaty. Ba, jest powtarzany do, za przeproszeniem, wyrzygu. To jasne, Rosja będzie wykorzystywać każdy spór między Polską a Ukrainą. Ale nie wynika z tego, że Polska ma zamilknąć za każdym razem, gdy Kijów podejmuje decyzję uderzającą w naszą pamięć historyczną. Gdyby przyjąć taką logikę, każdą ukraińską niezręczność, prowokację albo świadomą kalkulację należałoby usprawiedliwiać wojną. To droga do całkowitej bezradności. Nawiasem mówiąc, gloryfikacją UPA Kijów sam wpisuje się w kremlowską narrację, przedstawiającą Ukrainę jako neonazistowskie państwo czczące ludobójców.
Relacje polsko-ukraińskie będą trwałe tylko wtedy, gdy będą oparte na prawdzie, a nie na przemilczeniu. Prawdziwy sojusz wymaga odwagi, by nazwać sprawy po imieniu. Jeśli Ukraina chce być traktowana jako bliski partner Polski, musi wiedzieć, że kult UPA niszczy zaufanie. Nie dlatego, że tak chce prawica ale z tej przyczyny, że za tym symbolem stoją konkretne polskie groby. Tysiące ofiar.
Polska nie może płacić za sojusz własną pamięcią
Odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego nie byłoby małostkowością. Byłoby obroną znaczenia najwyższego polskiego odznaczenia. Można dyskutować o trybie prawnym, o kontrasygnacie, o procedurze i politycznej skuteczności takiego kroku. Ale sama zasada jest jasna: państwo ma prawo cofnąć symboliczne wyróżnienie, jeśli odznaczony świadomie wykonuje gest sprzeczny z pamięcią i godnością tego państwa.
Polska nie powinna udawać, że nic się nie stało. Pomoc Ukrainie była i pozostaje elementem polskiego interesu. Ten interes obejmuje jednak nie tylko czołgi, granice i odstraszanie Rosji. Obejmuje także prawdę historyczną, godność ofiar i powagę polskich symboli. Najwyższe odznaczenie Rzeczypospolitej nie może być przyznawane albo utrzymywane tylko dlatego, że sytuacja geopolityczna jest trudna. Właśnie w trudnych sytuacjach państwo pokazuje, czy traktuje siebie poważnie.
Polska może być sojusznikiem Ukrainy. Ale nie może być sojusznikiem na każdych warunkach. Bo nam się to zwyczajnie nie opłaca.
