O resecie konstytucyjnym jako panaceum na powstrzymanie anihilacji Trybunału Konstytucyjnego i uporządkowanie sądownictwa mówiła dotąd tylko Konfederacja. W ostatnich dniach pojawił się nieoczekiwany sojusznik z drugiej strony politycznego spektrum, a mianowicie Fundacja Batorego.
Może jeszcze kilka lat temu reset konstytucyjny dotyczący jednej instytucji względnie jednego obszaru miał jakiś sens, ale obecnie to raczej koncepcja wymiany dachówek w domu, w którym pękają fundamenty, a więźba dachowa gnije. Konfederacja działa przynajmniej zgodnie z pewną logiką, nie zamykając się na dyskusję o zmianie ustawy zasadniczej, zaproponowaną przez prezydenta. Strona lewicowo-liberalna, jeśli już wykazuje jakąś logikę, to jest to zwykle logika łupów.
Lewica przejrzała na oczy
Już sam fakt, że gremium bliższe obecnemu rządowi niż opozycji, jakim jest Fundacja Batorego, przestało udawać, że „byczo jest” i zaproponowało jakiś model wyjścia z klinczu pokazuje, w jakiej sytuacji obecnie jesteśmy. Zresztą wielu antypisowców, z reguły półgębkiem przyznaje, że małpowanie Gomułki i wpuszczenie pałkarzy oraz aktywu kodziarskiego do Trybunału Konstytucyjnego nic nie da. Bo niby jak policje tajne, jawne i dwupłciowe zmuszą prezesa Święczkowskiego do włączenia nowych sędziów do składów orzekających? Sondaże pokazują, że awantura wokół TK rozgrzewa w zasadzie tylko twardych kibiców obu drużyn – Tuskowej i pisowskiej. Reszta społeczeństwa śledzi ją z dystansem.
To również przesłanka do tego, by zarówno Kaczyński, jak i Tusk, będąc przeciwnikami kompromisu wokół Trybunału, mogli nie przejmować się mówieniem o resecie konstytucyjnym. Ludzi to po prostu nie interesuje. A skoro nie zainteresowało ich kompromisowe wyjście z klinczu, to nie zainteresują również pomysły na głębszą reformę państwa. Która, niezależnie od aktualnej w danym momencie większości, musi uwzględniać postulaty różnych środowisk i różnych sił politycznych.
Destrukcja państwa w zawrotnym tempie
O ile sam jeszcze kilka lat temu byłem gorącym zwolennikiem resetu konstytucyjnego ws. TK i sądów, to dziś uważam taki wariant za niecelowy. Destrukcja państwa i jego organów, która przyspieszyła w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy, po 2023 roku nabrała szaleńczego tempa. To, co w czasach ministrowania Zbigniewa Ziobry nazywano ręcznym sterowaniem prokuraturą, dziś mogłoby uchodzić za wzór rozdzielenia aparatu ścigania od polityki. To dzisiaj prokurator, który śmiał oskarżać kolegę Donalda Tuska, jest sam ścigany, a ów kolega ma status pokrzywdzonego. Zresztą dotyczy to większości dziedzin życia publicznego, począwszy od GUS, gdzie wymieniono „niepewnego” prezesa, co by nie psuł złymi statystykami rządowej narracji.
Reset konstytucyjny w sprawie Trybunału, prokuratury czy jakiegokolwiek innego pojedynczego obszaru nie da nic. Gangrena toczącą państwo polskie rychło zaatakuje zresetowane instytucje. Problemem nie są bowiem – albo nie wyłącznie – ułomne instytucje prawne, ale sposób sprawowania władzy w Polsce i poziom klasy politycznej.
Konstytucja pisana przeciwko politykom
Czy w związku z tym żadne rozwiązanie nie przyniesie efektu? Po co bowiem pisać nowe projekty konstytucji, skoro finalnie i tak może być ona traktowana jak obecna? Otóż właśnie trzeba pisać – nie ustawy w doraźnych sprawach, ale wymyślić od nowa i zawrzeć w konstytucji logiczny system bezpieczników, który zabezpieczy państwo przed paraliżem. Mówiąc krótko, trzeba przyjąć założenie, zgodnie z którym największymi wrogami państwa i interesu obywateli są politycy. Państwo musi potrafić działać wbrew tym, którzy w jego paraliżu dostrzegają okazję do załatwiania własnych interesów.
Czy lewa, środkowa i prawa strona są w stanie podjąć to wyzwanie? Bo czas, patrząc na moment geopolityczny, działa na niekorzyść Polski.
