Ten rodzaj polityki Donald Tusk uwielbia najbardziej. Dojechać, poniżyć, sponiewierać, a na końcu z pogardliwym uśmiechem podziękować za zakończoną misję. Tak swoje kariery kończyli Jan Rokita czy Grzegorz Schetyna. Teraz czas na Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz.
Jeśli liderka Polski 2050 ma odrobinę wyobraźni i dotarło do niej, że szefem rządu jest najbardziej bezwzględny, mściwy i małostkowy polityk w Polsce, to teraz jest ostatni moment, by z konfliktu z Donaldem Tuskiem wybrnąć z honorem. Ma wszelkie powody, by powiedzieć: „Dość!” i wyjść z koalicji.
Skazana na infamię
Premier już spuścił ze smyczy medialne ogary, które będą ją kąsać bez względu na to czy poprze wotum nieufności wobec minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski czy będzie jej bronić. Wyrok na Pełczyńską-Nałęcz już zapadł. Usłużne wobec Tuska media będą wyciągać wszystkie, nawet najdrobniejsze sprawy dotyczące jej ministerstwa, partii i rodziny. Szeptaną pocztą już są rozsiewane plotki o niej samej oraz o tym, jak bardzo Tusk jej nie ufa, nie znosi oraz podważa jej kompetencje. Ta machina już ruszyła i dziennikarze – niczym pudła rezonansowe – powtarzają zasłyszane newsy o tym, jak bardzo premier chce się minister funduszy pozbyć z rządu.
Ten mechanizm poniżania i poniewierania, czasem nazywany grillowaniem, skończy się dopiero po wyborach. Do tego czasu Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz będzie osobistym wrogiem Tuska, a więc osobą w liberalno-lewicowej bańce informacyjnej skazaną na infamię.
Trudno znaleźć polityka, który tego rodzaju kampanię jest w stanie wytrzymać przez dłuższy czas. Nawet jeśli najpierw próbuje się odgryzać, to w rzeczywistości jest bez szans. Siła polityczna i medialna jest po stronie Tuska i jego zaplecza. Im bardziej będzie się stawiać, tym mocniej oberwie.
Miałaby cień szansy na przetrwanie, gdyby dysponowała silnym zapleczem, zdolnym do realnej politycznej odpowiedzi. Tak jednak nie jest. Jej Polska 2050 to kanapowa partyjka, bez realnego poparcia społecznego. Nie ma szans na sukces w najbliższych wyborach, co sprawia, że nie może liczyć na jakichkolwiek sojuszników. Nawet jej bliscy współpracownicy w chwili próby wybiorą pewnie Tuska, by zachować stanowiska choćby jeszcze na kilka czy kilkanaście miesięcy.
Tylko atak
Jednym sposobem na uniknięcie politycznej śmierci w męczarniach jest zdecydowanie się na otwarty konflikt z premierem. Jako członek rządu może obnażyć wszystkie słabości polityki Tuska, odciąć się od niej i od niego. Powodów jest wystarczająco dużo: ogromny, narastający deficyt budżetowy, upadek służby zdrowia, zatrzymane inwestycje, notoryczne łamanie prawa.
Jej głos w tej sprawie – ze środka – byłby słyszalny jak nigdy dotąd. Miałaby półtora roku na to, by kontestując Tuska, obnażając jego słabości, kłamstwa i oszustwa zbudować polityczną siłę. W tej batalii znacznie łatwiej byłoby jej znaleźć sprzymierzeńców, a nawet przyciągnąć środowiska zawiedzione obecną władzą, ale niechętne PiS-owi.
Do podjęcia takiego kroku trzeba jednak wewnętrznej siły i zdolności do podejmowania ryzyka. Bo dla liberalnych mediów nadal pozostanie jednym z głównych wrogów.
