W sprawie obsady Trybunału Konstytucyjnego obie strony grają nieczysto. Możemy ekscytować się tym, czy koalicja dała większego prztyczka Pałacowi Prezydenckiemu, czy Pałac koalicji, ale koniec końców paraliż tego nader ważnego organu państwa będzie trwał. Choćby nawet premier Tusk zaczął drukować orzeczenia przejętego przez obecną większość Trybunału. Obywatelom z tego może niewiele przyjść. Państwo nadal zaś będzie grzęzło w ustrojowym rozkładzie.
Sam fakt, że zarzuty odnośnie wyboru nowych, wskazanych przez obecną większość rządową, sędziów TK, są natury proceduralnej, świadczy o słabej argumentacji za podważeniem statusu tych sędziów. Ktoś zgłoszony za późno, czyjaś kandydatura głosowana za wcześnie – nawet, jeśli przyjąć, że doszło do uchybień, to nie uzasadniają one uznania wyboru sędziów za niebyły. Przywołując porównanie z innych rejonów prawa: kiedyś przepisy o zamówieniach publicznych dawały możliwość wykluczenia z przetargu przedsiębiorcy np. z powodu braku podpisu na jednym z setek dokumentów. Bez wzywania do uzupełnienia braku. Zostało to słusznie zmienione, ponieważ waga uchybienia nijak się miała do jej konsekwencji.
Wojna o Trybunał Konstytucyjny pogłębia ustrojowy chaos
Kwestia uchwalonych przez PiS przepisów o wyborze sędziów (i przez ten sam PiS zaskarżonych) jest dziś w Trybunale Konstytucyjnym. Tym, którego koalicja nie uznaje, bo nie ma jeszcze w nim większości. Rozwodzenie się, że z definicji fachowe ciało, strzegące porządku ustrojowego państwa, stało się przedmiotem żenujących politycznych gierek, byłoby banałem. To bowiem „oczywista oczywistość”. Niemniej do czasu rozstrzygnięcia sprawy, co może zająć jeszcze wiele tygodni, obecne przepisy pozostają w mocy. I to na ich podstawie sejmowa większość wybrała swoich nominatów.
Gwoli sprawiedliwości – oprócz politycznych aktywistów w togach są wśród nich znakomici fachowcy,jak twórca Prokuratorii Generalnej i były współpracownik śp. Lecha Kaczyńskiego Marcin Dziurda. Nie tylko zresztą on.
Pałac Prezydencki od marca przerzuca się z Bogdanem Święczkowskim gorącym kartoflem. Współpracownicy prezydenta Nawrockiego mieli nadzieję, że Trybunał raz-dwa orzeknie o niekonstytucyjności przepisów regulujących wybór sędziów TK, którego to orzeczenia co prawda rząd nie uzna, ale Karol Nawrocki będzie miał argument, by nowych sędziów nie powoływać. Prezes Trybunału przerzucił tego kartofla do Pałacu, dając prezydentowi miesiąc na zajęcie stanowiska – czyli tak, by żadnym sposobem orzeczenie nie mogło zapaść przed wyborem i spodziewanym odebraniem ślubowania od sędziów.
Pałac Prezydencki zaczął więc szukać salomonowego wyjścia. Wybrano dwoje sędziów, od których prezydent zdecydował się odebrać przysięgę. Czemu akurat tych dwoje? Może dlatego, że nie byli rekomendowani ani przez KO, ani przez Lewicę. A czemu dwoje, a nie jednego lub troje? Bo za kadencji Karola Nawrockiego zawakowały dwa miejsca w TK. Trudno pojąć tak pokrętną logikę: czy prezydent wcześniejszych wakatów nie uznaje, choć opozycja od dawna konsekwentnie wzywała do ich pilnego uzupełnienia?
Absurd wokół ślubowania. Czy prawo naprawdę można naginać bez końca?
O ile to można nazwać igraszkami prawnymi, to strona rządowa poszła po całości, dokonując zdumiewającej, absurdalnej interpretacji prawa. Okazuje się, że ustawodawca może pisać jedno, a aktualnie panująca władza może traktować te przepisy nader elastycznie. Poszło o pięcioliterowe słówko „wobec”. Skoro sędziowie TK składają ślubowanie wobec prezydenta, to znaczy – wedle Żurka, Czarzastego i spółki – że składają je do wiadomości prezydenta. Nawet część polityków rządzącej koalicji dystansowała się od tej hucpy, a rzecznik rządu wskazywał: „to nie my, to pan Czarzasty”.
Bo taka interpretacja oznaczałaby, na przykład, że nowowybrany prezydent może sobie objąć urząd, pijąc piwo na molo w Juracie. Bowiem art. 130 Konstytucji stanowi, że głowa państwa obejmuje urząd po złożeniu stosownej przysięgi wobec Zgromadzenia Narodowego. Czyli, na logikę czarzasto-żurkowej szkoły prawa, może sobie wygłosić rotę ślubowania do barmana albo szefa ochrony, a potem wysłać pisemko do marszałka Sejmu. Prawo o notariacie stanowi, że notariusz, aby notariuszem mógł zostać, składa ślubowanie wobec ministra sprawiedliwości.To, że nie może sobie złożyć ślubowania w innej formie uściśla lex specialis,wskazujące, że minister może upoważnić do odbioru ślubowania prezesa sądu. Gdyby ustawodawca miał na myśli złożenie ślubowania do wiadomości, tak szczegółowa regulacja nie byłaby konieczna. Nawiasem mówiąc, co na to notariusz obecny podczas sejmowej ceremonii z udziałem nowowybranych sędziów?
Ale kuriozalna interpretacja niesie za sobą i inne możliwe zagrożenia. O składaniu przysięgi sędziowskiej wobec prezydenta mówią m.in. Prawo o ustroju sądów powszechnych, Prawo o ustroju sądów administracyjnych, ustawa o Sądzie Najwyższym. Powoływanie sędziów jest prerogatywą głowy państwa. To zaś może oznaczać, że rządzący spróbują po dokonaniu zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa obejść konstytucyjne zapisy: jeśli Karol Nawrocki nie powoła nominatów nowej, już politycznie słusznej Rady, to po prostu jej nominaci złożą ślubowanie, ja wiem, na flagę Unii Europejskiej i wyślą pismo do Kancelarii Prezydenta. Wówczas mielibyśmy sytuację, przy której czasy saskie zdawać się będą erą świetnego funkcjonowania państwa.
Obywatele zapłacą za paraliż Trybunału Konstytucyjnego
Co teraz? Tyle się zmieniło, by nic się nie zmieniło. Premier Tusk nakaże drukować orzeczenia „swoich” sędziów, których pewnie „starzy” sędziowie nie będą uznawać. Jeśli do władzy wróci prawica, uzna za niebyłe orzeczenia „nowych”. W tym kociołku zapewne będzie mieszać Bruksela. Chaos ustrojowy tak czy inaczej się pogłębi, a bajki o przywracaniu działania Trybunału Konstytucyjnego pozostaną bajkami dla Silnych Razem – czyli dla idiotów.
Ale, Panie i Panowie z lewa i z prawa, tak szczerze: czy tej Polski trochę Wam nie szkoda?
