W środę media podały, że prezydent Zełenski nadał zasłużonej na froncie jednostce imię Bohaterów UPA. Przedstawiciele rządowej koalicji i prorządowe media konsekwentnie udają, że nic nie wiedzą. Milczą. Oburzenie wyraziła tylko prawicowa opozycja. To nie wpadka czy pomyłka, ale celowe testowanie tego, jak daleko sięga polskie frajerstwo. Jak dotąd okazywało się, że Ukraina może sobie pozwolić na wiele, mając nad Wisłą grono pożytecznych idiotów.
Rację ma Przemysław Czarnek gdy mówi, że MSZ powinno wezwać natychmiast ukraińskiego ambasadora, a nasz kraj winien zareagować stanowczo na drodze dyplomatycznej. Oczywiście taki scenariusz jest nierealny. O ile reakcja na nagranie z udziałem izraelskiego ministra, poniżającego zatrzymanych aktywistów, była szybka i stanowcza, to w sprawach dotyczących Ukrainy króluje potulność.
Ukraińscy rządzący świadomie epatują Polaków kultem zbrodniarzy i ludobójców. Nie dlatego, że dyszą nienawiścią do polskości, jak chce część prawicy albo dlatego, że mają inną perspektywę historyczną, jak tłumaczą ukrofile. Nie, Ukraina tkwi po prostu mentalnie i instytucjonalnie tak mocno w sowieckiej rzeczywistości, w sowieckiej logice, jak Białoruś czy Rosja. A Rosja zawsze testowała i testuje miękkość zagranicznych partnerów. Właśnie w kwestiach symbolicznych. I Rosja, i Ukraina prezentują łagrowo-więzienne podejście: jeśli jesteś miękki, jesteś frajerem. To znaczy, nie trzeba się z Tobą liczyć. Symboliczna anegdota, że w carskiej Rosji można było dać stójkowemu po mordzie, bo jeśli bije, to znaczy ma prawo, pasuje jak ulał do sposobu myślenia demokratycznej Ukrainy. Z tym, że po mordzie co i rusz dostaje Polska. A decydenci udają, że to pieszczota.
Dlaczego teraz akurat wystąpiono z taką prowokacją? Ano Kijów, z pomocą Berlina, chce wejść na unijny rynek – ponieważ w oczywisty sposób Ukraina nie spełnia standardów państwa członkowskiego UE, więc ma mieć określone przywileje, ale już nie obowiązki. Niemcy są i będą największym ambasadorem takiej niby-akcesji, ponieważ mogą upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: robić z Kijowem biznesy i osłabić potencjał Polski. Gospodarczy i polityczny. Pozostaje szukać odpowiedzi, czy nasi politycy z ochotą wchodzą w ten scenariusz z głupoty, czy z bardziej materialnych pobudek.
Ciekawe, czy sprzęt dla Ukrainy z pożyczki SAFE dla Polski trafi do jednostki imienia ludobójców? Nie zdziwiłbym się, bo frajerów nikt nie traktuje poważnie. Zwłaszcza w międzynarodowych rozgrywkach. I nie, nie oburzam się na Ukrainę, bo oni rozgrywają swoje interesy. Oburzam się na tych, którzy w Polsce nie dbają o polskie priorytety.
