Polska przeznaczy w najbliższych latach na zbrojenia 590 mld złotych. Jesteśmy absolutnym liderem Unii Europejskiej, kierując na obronność rekordowe 4,8% swojego PKB, co przekłada się na ponad 11% całego rocznego budżetu państwa. Żadne inne kluczowe państwo UE nie obciąża zbrojeniami swoich wydatków publicznych w tak dużym stopniu
Kupujemy broń na potęgę w USA, Korei i w polskim przemyśle obronnym, finansując to długiem spłacanym przez przyszłe pokolenia. Roczny koszt obsługi długu zbrojeniowego w najbardziej wymagającym okresie wyniesie 36,2 miliarda złotych rocznie. Całkowity horyzont czasowy, w którym Polska pozostanie dłużnikiem z tytułu obecnych zakupów militarnych, wynosi 55 lat. Jako państwo na dorobku nie jesteśmy w stanie finansować zbrojeń z dobrobytu jak to robią Niemcy czy kraje skandynawskie. Dla porównania Norwegia, która wydaje na obronność najwięcej w NATO na obywatela, korzystając z ogromnej tarczy przychodowej opartej o ropę i gaz, nadal gromadzi coroczne nadwyżki w budżecie wynoszące około 10% PKB. Niemcy zrezygnowali z unijnego SAFE, finansując zbrojenia tańszym długiem krajowym.
Czy Polskę stać na zbrojenia?
Musimy się zbroić, ponieważ nie ma lepszej strategii obronnej jak ta odstraszania, zgodnie z łacińską maksymą – „jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny”. Ale pozostaje otwarte pytanie, czy tak ogromne zbrojenia realizowane są w sposób przemyślany. Nie chcę być uznanym za ruskiego agenta, dlatego posłużę się raportem Najwyższej Izby Kontroli z 2025 roku. Zdaniem NIK działania Agencji Uzbrojenia wskazują na „możliwość niedostosowania struktury tej jednostki do rosnącej liczby realizowanych zadań”. Izba pisze też, że powołany w 2022 roku Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych jest „wadliwie zaprojektowany”, podobnie jak cały proces zarządzania zakupami w resorcie obrony narodowej, zarówno wieloletnimi projektami, jak i w odniesieniu do kontraktów zbrojeniowych.
Polska buduje unikalną w skali świata różnorodność sprzętową. W siłach pancernych będziemy posiadać jednocześnie trzy skrajnie różne typy czołgów podstawowych: niemieckie Leopardy 2, amerykańskie Abramsy oraz koreańskie K2. Każdy z nich innych części zamiennych, innej amunicji oraz zupełnie innego szkolenia załóg. Cena zakupu czołgu czy samolotu to zaledwie 30% całkowitych kosztów, jakie państwo poniesie w ciągu 30-40 lat jego użytkowania. Pozostałe 70% to utrzymanie, paliwo, modernizacje, naprawy i szkolenia. Przy obecnej skali zakupów, w latach 2030-2040 koszty samego utrzymania kupionego dziś sprzętu mogą uniemożliwić dalsze inwestycje w broń pola walki, którego realia szybko się zmieniają.
Za mało na polski przemysł zbrojeniowy
Prywatni producenci wskazują na rażącą asymetrię w podejściu wojskowych urzędników do procedur odbioru sprzętu. Polska branża zbrojeniowa podkreśla, że zbyt mało pieniędzy wydajemy w kraju. Kontrakty na czołgi Abrams, myśliwce F-35 czy systemy HIMARS są podpisywane w trybie pilnym (FMS), co opóźnia a często wyklucza transfer technologii do polskich zakładów. Polska armia zamawia ogromne ilości sprzętu za granicą (głównie w USA i Korei Południowej), rezygnując z tzw. offsetu, czyli wymogu, by zagraniczny dostawca zainwestował część pieniędzy w polski przemysł obronny.
Prywatne firmy alarmują, że MON rutynowo korzysta z procedury pilnej potrzeby operacyjnej lub przepisów o Podstawowym Interesie Bezpieczeństwa Państwa, przez co są one pomijane przy zakupach mimo że dysponują ofertą broni nowoczesnej i sprawdzonej w bojach (np. w dziedzinie dronów, systemów dowodzenia). W przeciwieństwie do kontraktów zagranicznych (gdzie Polska płaci miliardowe przedpłaty Amerykanom czy Koreańczykom), krajowi prywatni producenci rzadko mogą liczyć na finansowanie pomostowe na uruchomienie masowej produkcji.
Zbrojenia bez politycznej nawalanki
Zakupu i produkcji broni dokonuje się w tajemnicy, co rodzi idealne warunku dla rozwoju patologii. Nie pomaga temu brak nadzoru parlamentarnego na wydatkami. Zawsze i wszędzie handlowi bronią towarzyszyły patologie a Polska nie jest tu wyjątkiem. Najlepiej obrazuje to przykład spółki Polska Amunicja, której prezesem był Paweł Poncyliusz. Podmiot ten otrzymał z MON perspektywę kontraktu na wytwarzanie amunicji wielkokalibrowej, mimo że nie posiadała własnych fabryk, bazy produkcyjnej ani wcześniejszego doświadczenia. Dziennikarskie śledztwa ujawniły, że w początkowej fazie negocjacji z Agencją Uzbrojenia MON spółka nie miała nawet formalnej koncesji na produkcję amunicji. Szum jaki powstał przy tej sprawie spowodował, że Polska Amunicja wycofała się z postępowania a Prezes zrezygnował ze stanowiska.
Zwiększanie wydatków na broń to egzystencjalna konieczność dla Polski. Analizy i raporty wojskowo-polityczne jednoznacznie wskazują, że drastyczne zwiększenie wydatków na zbrojenia jest dla Polski egzystencjalną koniecznością w obliczu zagrożenia ze Wschodu. Jednocześnie eksperci podkreślają, że dla zapewnienia bezpieczeństwa proces ten wymaga odpolitycznienia, merytorycznego zarządzania, przejrzystości finansowej oraz równego traktowania firm państwowych i prywatnych.
***
FOT. F-35 „Husarz” (Jarosław Chiliński)
