Sławomir Mentzen znów udowodnił, że niewiele rozumie mechanizmów politycznych. Stwierdził, że obecny premier jest znacznie bardziej asertywny wobec Unii Europejskiej niż były szef rządu Mateusz Morawicki. To, że się myli to oczywiste, pytanie tylko dlaczego.
Lider Konfederacji stwierdził, że Tusk używa retoryki proeuropejskiej, ale w rzeczywistości stawia się Brukseli znacznie bardziej niż Mateusz Morawiecki, który z kolei werbalnie był znacznie bardziej antyeuropejski. Jeśli do słów Mentzena podchodzić poważnie, oznaczałoby to, że obecny szef rządu znacznie skuteczniej chroni polskie interesy.
Fakty zamiast propagandy
To oczywista nieprawda, którą można szybko udowodnić. Weźmy choćby umowę z państwami Mercosur. Członkowie gabinetu Morawieckiego początkowo oficjalnie przyznawali, że popierają to rozwiązanie, ale jednocześnie tworzyli mniejszość blokującą. W 2019 roku negocjacje utknęły w martwym punkcie, ponieważ polski rząd zmontował mniejszość, która przeciwstawiała się umowie. Niemcy byli wściekli, ale nic nie mogli zrobić. Rozmowy i proces ratyfikacji ruszył ponownie, gdy do władzy doszła obecna koalicja z liderem Platformy Obywatelskiej na czele. Przez dwa lata nie prowadził w zasadzie żadnych rozmów, które utrzymywałyby mniejszość blokującą. Zagłosował przeciw umowie dopiero wówczas, gdy było jasne, że Niemcy ją przeforsują. Wcześniej nie zgłaszał większych uwag.
Kolejny przykład, pewnie bliższy Mentzenowi to pakt migracyjny. Rządy Beaty Szydło i Matusza Morawieckiego zablokowały prace nad tym mechanizmem. Również udało się zmontować koalicję przeciwników przymusowej relokacji nielegalnych imigrantów i Komisja Europejska musiała czekać na zmianę władzy w naszym kraju. Gdy tylko na czele rządu stanął Tusk, podpisał dokument. Teraz za swój sukces uważa odsunięcie o rok konieczności przymusowego przyjmowania imigrantów.
Lider Konfederacji uwielbia obwiniać Mateusza Morawieckiego za wprowadzenie Zielonego Ładu. Oczywiście rząd PiS popełnił w tej kwestii błędy, ale trzeba też uczciwie stwierdzić, że blokował ten program, gdzie tylko mógł. To właśnie z powodu oporu Polski w kwestii wprowadzania Zielonego Ładu, zmieniono zasady głosowania. Ponieważ Morawiecki wielokrotnie wetował kolejne przepisy, Komisja Europejska odeszła od jednomyślności na rzecz głosowania większościowego. Tusk nie przeciwstawił się żadnym przepisom dotyczącym Zielonego Ładu. Co więcej ministrowie z jego rządu deklarowali przyspieszenie transformacji energetycznej i szybsze odchodzenie od węgla, co oznacza wyrok śmierci dla polskiej gospodarki.
Uległe zachowanie obecnego premiera widzimy w sprawie tworzenia europejskich sił zbrojnych – bardzo niebezpiecznej dla nas koncepcji, gdyż wymierzonej przeciw obecności Amerykanów w Europie czy federalizacji Unii Europejskiej.
Po co ta szarża
Pozostaje więc pytanie dlaczego Sławomir Mentzen, którego formacja traci na rzecz Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, mówi ewidentną nieprawdę. Najprostszym wytłumaczeniem byłby zwykły brak zrozumienia polityki. Zresztą bratania się lidera Konfederacji z politykami Koalicji Obywatelskiej coraz bardziej na to wskazują. Jakby nie rozumiał, że dla nich zawsze będzie faszystą i pariasem. Mogą go używać do swoich gierek, ale nigdy nie uznają go równego sobie. Im bardziej się będzie przymilał, tym większym pomiotłem pozostanie.
Spróbujmy jednak znaleźć w tej wypowiedzi jakiś głębszy sens. Może być to element walki o przywództwo w Konfederacji. Krzysztof Bosak ostatnio stara się zachowywać bardzo przewidywalnie i unika frontalnego krytykowania Prawa i Sprawiedliwości, dostrzegając, że głównym przeciwnikiem pozostaje obecna władza. Bosak zdaje się dostrzegać, że pakt o nieagresji z partią Jarosława Kaczyńskiego może przynieść korzyści obu stronom.
Mentzen z PiS ma na pieńku, więc – aby odróżniać się od Bosaka – uderza w liderów tej formacji. Morawiecki jest chyba najbardziej nielubianym przez konfederatów politykiem Prawa i Sprawiedliwości, więc atak na niego zapewnia poklask. Tyle tylko, że wyborcy Konfederacji są bardziej krytyczni wobec obecnego rządu nawet niż elektorat PiS. To właśnie wśród nich jest największy odsetek domagających się szybkiego odejścia Donalda Tuska z całego jego rządu.
Mentzen zestawia więc dwóch nielubianych przez swoich wyborców polityków i przyznaje, że mniejszym złem jest ten, do którego żywią większą niechęć. Tusk zresztą szybko to podchwytuje i wykorzystuje słowa lidera Konfederacji do walki z PiS. Czy to przynosi realny zysk Mentzenowi? Raczej mizerny. Pokazuje się jako polityk, który jest oderwany od faktów i na siłę próbuje się wkraść w łaski rządzących. To słaba rekomendacja jak przedstawiciela partii opozycyjnej, która konkuruje z radykalniejszym Grzegorzem Braunem.
Może też chodzić o udowodnienie – kolejny już raz – że PiS i PO to jedno zło? Tyle tylko, że jego wyborcy już raczej nie chcą tego słuchać. Dostrzegają, że Tusk nie reprezentuje interesów Rzeczpospolitej i jest całkowicie powolny wobec Berlina i Brukseli. Coraz wyraźniej domagają się sojuszu prawicowych partii, by odsunąć od władzy szkodliwy na Polski rząd. W tej sytuacji jest coraz mniej pola na gierki mające pokazać, że Konfederacji równie daleko do PiS jak do PO. Jeśli to koncepcją Mentzena jest pozycjonowanie się między obu największymi partiami, to oznaczałoby to klęskę jego i całej formacji w najbliższych wyborach.
Polityka dla pieniędzy
Pozostaje jeszcze jedno uzasadnienie gierek lidera Konfederacji. Jemu może wcale nie zależeć na przejęciu władzy, gdyż wiązałoby się to przyjęciem na siebie odpowiedzialności. Wystarczające dochody zapewnia mu samo bycie posłem oraz zyski z komentowania polityki w Internecie. Na wywiadach z Karolem Nawrockim i Rafałem Trzaskowskim miał zarobić nawet 350 tysięcy złotych.
Wiele zachowań Metzena wskazuje, że nie dojrzał on jeszcze do pełnienia najważniejszych funkcji państwowych, natomiast świetnie sobie radzi jako polityczny influencer. W takiej sytuacji żadna większa strategia nie ma znaczenia, gdyż liczy się tylko zamieszanie i rozgłos.
Tyle tylko, że to oznacza klęskę Konfederacji, gdyż nie wytrzyma ona konkurencji z Grzegorzem Braunem, który jest lepszym performerem i sprawniejszym zadymiarzem. Przede wszystkim jest inteligentniejszy i bardziej cyniczny.
Mariusz Staniszewski
Zdjęcie: Wkipedia
