Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) zaprezentowały strategię do 2040 roku, która ma być odpowiedzią na transformację polskiej elektroenergetyki. Dokument jest obszerny, technicznie dojrzały i – co trzeba uczciwie przyznać – znacznie bardziej realistyczny niż polityczne, czy raczej ideologiczne, wizje „zielonego przełomu”. Jednocześnie jednak strategia PSE pozostaje próbą pogodzenia dwóch niespójnych porządków: fizyki systemu elektroenergetycznego oraz polityczno-ideologicznego założenia dominacji niesterowalnych OZE.
Podkreślanym celem strategii jest przygotowanie Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE) do bezpiecznej pracy w warunkach tzw. bezemisyjnego miksu już od 2035 roku. Co to oznacza? W 2035 r. system ma pracować bez udziału źródeł konwencjonalnych przez „większość czasu”. To sformułowanie jest kluczowe: operator sam przyznaje, że pełna rezygnacja z dyspozycyjnych źródeł nie jest możliwa, a system będzie funkcjonował na granicy stabilności, wymagając stałych interwencji technicznych i utrzymywania rezerw. Wszystkim, którzy obawiali się, że ideologiczny przechył odbierze rozsądek zespołowi PSE, zapewne kamień spadł z serca. Tym niemniej w 2035 r. ponad 60 proc. miksu ma stanowić energia z OZE, a PSE zdaje się godzić z tezą, że OZE to nasza przyszłość. A to już niepokoi.
Dominacja OZE – decyzja polityczna, nie systemowa
Problem, jak wiadomo, nie leży w samej obecności OZE, lecz w ich skali i funkcji systemowej. Wiatr i słońce nie zapewniają inercji, mocy zwarciowej, stabilizacji napięcia ani przewidywalności generacji. Blackout iberyjski z 2025 roku, na który chętnie powołują się autorzy strategii, nie był „wypadkiem przy pracy”, lecz ostrzeżeniem: system oparty na źródłach asynchronicznych, pozbawiony odpowiedniej inercji, jest systemem kruchym. Na szczęście kierownictwo PSE zdaje sobie z tego sprawę, szukając sposobów godzenia wody z ogniem. Pojawiają się więc różne propozycje technologicznego i systemowego okiełznania problemu.
Mowa jest o kompensatorach synchronicznych, technologiach grid forming oraz inercji syntetycznej. Operator zakłada, że stare bloki węglowe i gazowe będą pracować jako źródła mocy wirującej, zasilane energią z sieci, po to, by stabilizować system, który sam z siebie nie potrafi się ustabilizować. Całościowo jest to podejście technicznie sensowne, ale zmuszające do refleksji. Wygląda bowiem na energetykę protez – konieczną w tej sytuacji, ale rodzącą pytania o koszty i strategiczny sens takich działań. Systemowo oznacza to utrzymywanie starej energetyki w nowej roli, finansowanej przez rynek, odbiorców lub budżet. Co więcej, jawi się ona jako trwały element systemu zdominowanego przez OZE. Z drugiej strony – to i tak lepsze rozwiązanie, niż rzucenie się na głęboką wodę OZE bez żadnych zabezpieczeń.
Inwestycje – ogromne, ale konieczne
Strategia PSE zakłada wielkie inwestycje, przekraczające 64 mld zł do 2035 r. W ich ramach powstaną nowe linie przesyłowe o napięciu 400 kV o łącznej długości ok. 4,5 tys. km oraz 29 nowych stacji elektroenergetycznych, wraz z rozbudową istniejących, sprzęgających sieć najwyższych napięć z poziomem 110 kV. Do 2040 roku przewidziane są kolejne miliardy złotych nakładów.
PSE zakłada, że w 2040 r. KSE będzie zdolne przyjąć:
- – 110 GW OZE,
- – 24 GW magazynów energii,
- – 5,3 GW energetyki jądrowej.
Nie jest to epatowanie wielkimi liczbami, lecz absolutne minimum, aby sieć była w stanie przyjąć planowane wolumeny nowych mocy z dominującym komponentem niestabilnych OZE. To liczby, które robią wrażenie, ale muszą skłaniać do refleksji nad tak definiowanym systemem.
A atom?
Strategia PSE po raz pierwszy wprost uwzględnia energetykę jądrową. Zgodnie z dokumentem pierwsza elektrownia jądrowa ma ruszyć w 2036 r., a w 2040 r. moc z tych źródeł ma wynieść ok. 5,3 GW. Oznacza to jedno: do 2040 roku Polska będzie miała tylko jedną dużą elektrownię jądrową. W kontekście dziesiątek GW z OZE jest to raczej listek figowy niż filar systemu. Atom pojawia się za późno i w zbyt małej skali, by realnie przejąć funkcję stabilizacyjną.
By była jasność – to nie wina PSE. Operator pełni tu rolę strażnika systemu, nie jego politycznego projektanta. To, że dziś wciąż funkcjonujemy w rzeczywistości bez elektrowni jądrowej, jest winą kolejnych ekip politycznych. Nie zgadzam się więc z komentatorami twierdzącymi, że 5 GW atomu to przełom. To nie przełom, lecz minimum, które pozwoli jedynie ograniczyć skalę awaryjnych interwencji. System pozostanie oparty na niesterowalnych źródłach i rezerwie konwencjonalnej, ale „na bezrybiu..”.
PSE gra w Trójpak
Ważnym elementem strategii jest tzw. Trójpak Mocy – zestaw rozwiązań mających zapewnić wystarczalność i zwiększyć elastyczność KSE. Obejmuje on rozwój rynku mocy, magazyny energii oraz mechanizm „jeden za jeden”. Ten ostatni polega na tym, że nowa jednostka zeroemisyjna powstaje pod warunkiem utrzymania starej jednostki dyspozycyjnej do czasu jej uruchomienia. Brzmi racjonalnie, ale jest też przyznaniem, że bez starej energetyki nowa przez długi czas nie będzie w stanie funkcjonować.
Strategia zawiera oczywiście znacznie więcej propozycji. Na uwagę zasługują wątki bezpieczeństwa sieci i współpracy instytucjonalnej: pomysł powołania Centralnego Ośrodka Alarmującego, Wewnętrznej Służby Ochrony PSE czy Rady Konsultacyjnej Rynku Bilansującego. To elementy, które rzeczywiście wzmacniają odporność systemu i zasługują na poważną debatę.
Strażnik i architekt
Strategia PSE jest jednym z najbardziej dojrzałych dokumentów transformacyjnych w Polsce w ostatnich latach. Operator nie ucieka od problemów, nie obiecuje cudów i nie walczy z fizyką. Jednocześnie pozostaje zakładnikiem założenia, którego sam nie jest w stanie w pełni obronić: że system oparty na dominacji OZE da się ustabilizować technologicznymi obejściami. To poważny mankament dokumentu. Widać jednak wyraźnie, że PSE robi wszystko, by system się „nie wywrócił” i by nie doszło do scenariusza blackoutu znanego z Półwyspu Iberyjskiego, który w polskich warunkach mógłby kosztować nawet 40 mld zł w ciągu jednego dnia.
Czy nie prościej byłoby zaprojektować miks, który z definicji byłby stabilny? To pytanie retoryczne, bo obecne realia polityczne na to nie pozwalają. Oznacza to jednak rosnącą rolę operatora i ciężar odpowiedzialności spoczywający na jego barkach. Bez większej roli atomu, bez utrzymania realnych źródeł dyspozycyjnych i bez ograniczenia skali niesterowalnych OZE zadanie to będzie niezwykle trudne, a sama strategia – technicznie sprawna, lecz systemowo dyskusyjna.
Strategia nosi podtytuł „Strażnik i architekt”. Rola strażnika jest w PSE dobrze rozumiana i realizowana. Gorzej niestety z rolą architekta. Tym niemniej, na tle dokumentów powstających choćby w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, analizowana strategia prezentuje bardzo wysoki poziom. Za to kierownictwu PSE należą się słowa uznania.
