Poniedziałek – 5 stycznia
Nowy Rok, tyle spraw zasługuje na zauważenie, ale dzisiaj właściwie liczy się jedno. Siły specjalne USA w chirurgicznie przeprowadzonej operacji wojskowej pojmały i wywiozły Nicholasa Maduro, nieuznawanego prezydenta Wenezueli. Nie chcę teraz rozpisywać się na temat samej akcji, osoby Maduro i dramatycznych losów Wenezueli i jej mieszkańców w czasie jego prezydentury, czy szczegółów realizowanej z żelazną konsekwencją doktryny Monroe w formule proponowanej przez Donalda Trumpa. To wszystko są bardzo istotne kwestie, ale tu chciałbym zwrócić uwagę na inne kluczowe uwarunkowania o charakterze polityczno-energetycznym.
Wenezuela to jeden z największych producentów ropy naftowej, a przynajmniej kraj, który ma zdolność do bycia nawet nr 1 na świecie. To, że Wenezuela nie umiała wykorzystać z powodzeniem swojego największego atutu – gigantycznych złóż ropy – to był jeden z symboli rządów Maduro i jego poprzednika Hugo Chaveza. Tu już tylko zauważę, że sami Amerykanie zwracają uwagę nie tylko na ogromne złoża ropy naftowej, ale też złota, litu i metali ziem rzadkich. I nie pozostawiają wątpliwości, że oni chcą przejąć kontrolę nad tymi wszystkimi zasobami. Jak to będzie wyglądało w praktyce, zobaczymy. Musimy mieć też świadomość, że tu nic nie wydarzy się z dnia na dzień, a jak szacują amerykańscy eksperci, koszt odbudowy samego sektora naftowego w Wenezueli to 15-60 mld USD, ale znając Amerykanów to prace już trwają pełną parą (w tym momencie pominę kwestie technologiczne dotyczące np. możliwości przerobu czy mieszania tej ropy z ropą amerykańską).
To ruch o kolosalnym znaczeniu dla sytuacji na światowych rynkach ropy naftowej, szczególnie istotny dla Rosji i zdolności do dalszego finansowania wojny na Ukrainie. Pisałem o tym kilkukrotnie, że ostatnie miesiące nie były dla Rosji dobre pod tym względem. Duża podaż na rynkach powoduje, że cena ropy Brent konsekwentnie tanieje, co zmusza Rosję do sprzedaży swojego surowca z dużymi dyskontami. Objęcie kontroli przez USA nad ropą wenezuelską, podobną w parametrach do rosyjskiej Urals (ropa mocno zasiarczona) i możliwe w nieodległym czasie wrzucenie zwiększonych wolumenów na rynki na pewno nie wpłynie pozytywnie na przychody Moskwy z tego tytułu. Warto tu odnotować wypowiedź rosyjskiego oligarchy Olega Deripaski, że USA mogą w ten sposób kontrolować ponad połowę światowych rezerw i zmusić rynkowo Rosję do sprzedaży swojej ropy Urals grubo poniżej założonego w budżecie poziomu 59 USD za baryłkę! Czy to przybliżą nas do pokoju na Ukrainie? Możliwe.
To oczywiście także policzek dla Chin. Raz, że państwo to było odbiorcą ok. 80% ropy wenezuelskiej, wprawdzie to zaledwie 4% potrzeb krajowych, więc Pekin byłby w stanie sobie z tym ubytkiem poradzić, ale nie zmienia to faktu, że może wypaść istotny partner. Ale to nie wszystko, objęcie kontroli przez USA nad wenezuelskimi zasobami może przynieść szczególnie doniosłe konsekwencje w sektorze metali ziem rzadkich. Ten strategiczny obszar gospodarki surowcami został kompletnie zaniedbany przez Zachód, przez co hegemoniczną pozycję uzyskały właśnie Chiny. I niedawno Pekin nie zawahał się zaszantażować cały Świat, dodajmy skutecznie, bo zmusiło to do ustępstw także USA. Tu wyraźnie gra mocarstw zyskuje nowej dynamiki.
Na razie, a piszę te słowa w poniedziałek, sytuacja na światowych rynkach jest stabilna. Baryłka ropy Brent sytuuje się na poziomie ok. 61 USD a baryłka Urals ok. 50-51 USD. To już poniżej prognoz dla budżetu Rosji, ale jakikolwiek ruch w kierunku niższych cen, to dla Moskwy oznacza to potencjalną katastrofę budżetową.
Wtorek – 6 stycznia
Święto Objawienia Pańskiego, potocznie zwane Trzech Króli (tu już dajmy spokój Ryszardowi Petru z jego słynnym przejęzyczeniem). Co może być polityczno-energetycznym złotem, kadzidłem i mirrą, jakich oczekiwalibyśmy w 2026 r.?
Oto pozycje z mojego osobistego rankingu:
1.Odejście rządu premiera Donalda Tuska.
Na czele z samym premierem Tuskiem. Zdaje się, że zapracował na wysoką emeryturę unijną, czas więc z niej skorzystać. Ale to nie tylko sam premier, to także całe grono przedziwnych czasem postaci, uczynionych kaprysem premiera i w efekcie najgorszych mechanizmów partyjno-koalicyjnych ministrami tego rządu: Paulina Hening-Kloska z Urszulą Zielińską, Miłosz Motyka, Andrzej Domański, Marcin Kierwiński, Waldemar Żurek i inni. Właściwe wszyscy. Owszem na obrzeżach znajdą się osoby kompetentne, ale wymieniony „pierwszy garnitur” zdecydowanie do zmiany.
2. Obalenie Zielonego Ładu.
Co ważne, nie tylko na gruncie polskim, ale ogólno unijnym. Zacznijmy od ETS2. Nowy premier Czech Andrej Babiš wprost mówi o szukaniu sojuszników, by zablokować ETS2 na gruncie UE. Niezależnie od tego stwierdził, że Czechy pod jego rządami i tak ETS2 nie wprowadzą. Rok wcześniej podobną deklarację złożył premier Słowacji Robert Fico. Są pewnie i inni, choć nie tak odważni. A gdzie Polska? Polska póki co na wszystko się godzi, a więc patrz punkt pierwszy.
3. Wbicie pierwszej łopaty pod budowę elektrowni jądrowej na Pomorzu.
Tylko proszę o takie realne wbicie łopaty, a nie na obrazkach, gdzie premier w eleganckiej kurteczce kryzysowej za kilka tys. zł. urządzi kolejną medialną popi sówkę. No chyba, ze patrz punkt pierwszy.
W tradycji Ewangelii dary przynosili mędrcy ze Wschodu. W naszej sytuacji nie liczyłbym raczej na mędrców z tamtego kierunku. Szukajmy ich w Polsce i na umownym Zachodzie. Czy są tacy? A to już niech każdy z Czytelników sam zdecyduje. Moim zdaniem, kliku kandydatów można wskazać.
Środa – 7 stycznia
Wracamy do wydarzeń międzynarodowych ze Stanami Zjednoczonymi w głównej roli.
I tak, Prezydent USA zapowiedział na platformie Truth, że obecne, tymczasowe władze Wenezueli „przekażą” USA od 30 do 50 milionów baryłek ropy objętej sankcjami. A Stany Zjednoczone będą sprzedawały otrzymaną ropę po cenach rynkowych. Nie trzeba chyba dodawać, że informacja ta może mieć wpływ raczej na spadki kursów ropy na rynkach niż na zwyżki. 50, a nawet „tylko” 30 mln to znaczny wolumen, dla porównania średnia sprzedaż Wenezueli sprzed ogłoszonej przez USA w grudniu blokady na wywóz ropy stamtąd kształtowała się na poziomie miliona baryłek dziennie.
Siły specjalne USA przeprowadzają kolejne akcje. Tym razem przejęły skutecznie dwa statki z tzw. „floty widmo”, kojarzonej głównie z Rosją. Jeden z nich został zajęty u wybrzeży Islandii. To jest ta sama jednostka, która była już wcześniej śledzona przez Amerykanów, jako podejrzewana o łamanie embarga i blokady na wywóz wenezuelskiej ropy. Kiedy już statek miał być zajęty przez służby amerykańskie to ściągnął banderę Gujany i wywiesił rosyjską. Miało to spowodować wstrzymanie akcji a statkowi dało możliwość ucieczki z Morza Karaibskiego. Jak się okazało, nie na długo. Smaczkowi sprawie dodaje fakt, iż jak donoszą media statkowi miał towarzyszyć, jako taka cicha eskorta, rosyjski okręt podwodny. Jak widać, nic to nie dało.
Tego samego dnia siły USA przejęły też supertankowiec Sophia pływający pod banderą Panamy. Statek miał wyłączone transpondery i płynął prawdopodobnie w kierunku Chin.
Kolejny dzień krwawych starć w Iranie. Wzmagające się protesty przeciwko władzom są co raz brutalniej tłumione przez siły bezpieczeństwa. Nie gasi to determinacji protestujących. Głos z emigracji zabrał syn ostatniego Szacha Iranu Reza Pahlavi II. Bardzo ostro sytuację skomentował Prezydent Trump i ostrzegł władze Iranu, że jeśli będą ginąć ludzie to USA są „gotowe do działania” i „mogą przyjść z pomocą”. Ludzie giną…
Notowania ropy na koniec 7 stycznia: baryłka ropy Brent ok. 60 USD, baryłka ropy Urals 50-51USD.
Czwartek – 8 stycznia
Kolejny dzień śledztwa w sprawie ataku terrorystycznego w Berlinie, jakiego dopuściła się lewacka organizacja Vulkangruppe. W nocy z 3 na 4 stycznia podpalono kable energetyczne w pobliżu elektrociepłowni w dzielnicy Lichterfelde co spowodowało ogromną awarię i długo trwające przerwy w dostawach prądu. W początkowej fazie energii elektrycznej, pozbawione było ok. 50 tys. gospodarstw domowych (szacuje się, że ponad 100 tys. osób) i 2 tys. przedsiębiorstw. W sporej części to był także problem z dostawami ciepła systemowego, a to wszystko akurat w dość mroźnym okresie, gdzie temperatury regularnie spadały poniżej 0°C. W przededniu pisania tej notatki ogłoszono, że wreszcie przywrócono przesył energii do dotkniętych awarią rejonów miasta.
To nie pierwsza podobna akcja tej grupy, wcześniej np. atakowali niemiecką fabrykę Tesli. W ostatnich miesiącach zintensyfikowali działania, a teraz celem była infrastruktura krytyczna wyprowadzająca energię z elektrowni zasilanej gazem ziemnym. I ten element czyli energetyka oparta na paliwach kopalnych został wskazany wprost, jako motyw działań sprawców w ich liście otwartym.
Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na dwa problemy. Jeden to stan niemieckiej infrastruktury krytycznej i sposób jej zabezpieczenia. Ten i wcześniejsze akty terroru wskazują, że sytuacja u naszego zachodniego sąsiada w tym zakresie jest daleka od oczekiwanego poziomu. Okazuje się, że precyzyjny atak, do przeprowadzenia którego nie potrzeba żmudnych przygotowań i bardzo finezyjnych metod działania jest w stanie sparaliżować pokaźną część państwa. A przecież w Europie trwa wojna, której stroną jest Rosja, państwo wrogie wobec struktur zachodnich, które dodatkowo dysponuje nieporównanie większymi możliwościami niż najbardziej nawet sfanatyzowani radykałowie. Zresztą, kto wie, może ci radykałowie świadomie lub nie są przez Rosję inspirowani? Jedno jest pewne: katastrofa do jakiej doprowadzili lewacy w stolicy Niemiec została na pewno bardzo dokładnie odnotowana w Moskwie.
Ale piszę o Niemczech i ich zaniedbaniach, a czy mamy pewność, że u nas sytuacja wygląda lepiej? To pytanie właściwie retoryczne…
Drugi problem, to odradzający się lewacki ekstremizm. Dzisiaj przyjął on twarz troski o klimat i walki o planetę, ale to jest ta sama bestia, która 40-50 lat temu mordowała ludzi na ulicach miast Niemiec Zachodnich, Włoch czy Francji. Na razie nie giną ludzie, ale jak długo jeszcze? Przecież odcięcie energii elektrycznej w środku zimy dla ponad 100 tys. ludzi jest podaniem ręki śmierci! Wiele osób przestrzegało, że co raz radykalniejszy język przeciwników paliw kopalnych trafiający bardzo często na rozemocjonowanych młodych ludzi, często dotkniętych stagnacją gospodarczą, w jakiej znalazł się świat zachodni musi się tak skończyć. Wydaje się więc, że do obszernego katalogu zagrożeń należy dopisać, a właściwe wpisać na nowo, kolejne: lewacki ekstremizm.
Piątek – 9 stycznia
Nadchodzi wielka weryfikacja – tak skomentował Wojciech Jakóbik w serwisie Energy.Drink fakt przyjęcia przez rząd tzw. ustawy sieciowej. Rząd zaakceptował projekt nowelizacji Prawa energetycznego, znany w dokumentacji jako ustawa sieciowa UC84. Nowy akt ma gruntownie zmienić zasady przyłączania źródeł odnawialnych energii (OZE) do krajowej sieci elektroenergetycznej, a tym samym rozwiązać jeden z największych problemów transformacji energetycznej (cokolwiek pod tym terminem rozumiemy). Od lat operatorzy i inwestorzy funkcjonują w realiach, w których moce sieciowe bywały rezerwowane „na zapas”, wnioski składano wielokrotnie na te same projekty, a warunki przyłączenia krążyły latami bez realnej budowy. Efekt to sztuczny niedobór przepustowości i długie kolejki dla realnych projektów. Paraliż Generuje to nieracjonalne rezerwy mocy, które de facto nigdy nie zostaną wykorzystane Wszyscy wiedzą, że to jest obszar wielkich nadużyć tylko inaczej rozumieją konieczność naprawy systemu.
UC84 w intencji projektodawców wprowadza mechanikę „sprawdzam”. Warunki przyłączenia mają szybciej wygasać, a kamienie milowe – pozwolenie na budowę, decyzje środowiskowe, postęp finansowania – staną się twardym wymogiem utrzymania rezerwacji. Dochodzą wyższe opłaty i zabezpieczenia, cyfrowa obsługa wniosków, jawne mapy przepustowości, elastyczne umowy i szerszy cable pooling (wspólne przyłącza dla kilku instalacji, w tym OZE i magazynów). Intencja jest jasna: uwolnić sieć z projektów-widm (zwanych pieszczotliwie „zombie”). Grzegorz Onichimowski, prezes PSE zwracał uwagę, że podobne działania np. w Wielkiej Brytanii przyspieszyły przyłączenia nawet trzy razy.
Branża OZE odpowiada jednak, że porządkowanie nie może stać się karą zbiorową. Krytycy obawiają się działania wstecz wobec projektów, które już mają warunki, ale utknęły w administracji lub finansowaniu. Wyższe depozyty i krótsze terminy mogą wypchnąć z rynku mniejszych inwestorów i podnieść koszt kapitału, a w konsekwencji spowolnić przyrost zielonych mocy. Pada też argument, że w realiach polskiej biurokracji „kamienie milowe” mogą karać za opóźnienia niezależne od inwestora.
Eksperci też są podzieleni w ocenie projektu. Docenia się próbę uporządkowania systemu w newralgicznym obszarze, jakim są sieci elektroenergetyczne, z drugiej strony zauważa się, iż choć przejrzystość i transparentność są potrzebne, to projekt może zbyt mocno faworyzować formalne aspekty kosztem realnej elastyczności przemysłu OZE i rozwoju innowacyjnych technologii, takich jak magazyny energii czy małe wspólnotowe instalacje.
A ja tradycyjnie będę kibicował tym rozwiązaniom, które uporządkują, a przede wszystkim stworzą mechanizmy realnej kontroli z poziomu operatora systemu elektroenergetycznego nad procesem przyłączeń nowych instalacji OZE i w efekcie ograniczą strumień nowych mocy z niestabilnych źródeł. Tak zdefiniowanych założeń, projekt rzecz jasna nie zawiera, w końcu rządy sprawuje „koalicja wiatrakowa”, ale dostrzegam dobre rozwiązania, no i oceniam pozytywnie samą ideę uporządkowania systemu.
Ustawa UC84 ma teraz trafić do prac parlamentarnych.
Sobota– 10 stycznia
Koniec tygodnia i przynajmniej dwie informacje o utrudnionych interesach naftowych Rosji. Pierwsza z Iraku. Władze tego państwa przejmują kontrolę nad ogromnym polem naftowym West Qurna 2, należącym w 75% do rosyjskiego Łukoila. To efekt sankcji, jakie w październiku 2025 r. administracja USA nałożyła na dwa największe koncerny naftowe Rosji, obok Łukoila też Rosnieft. A wspomniane pole naftowe to nie byle co, tojedno z największych na świecie miejsc wydobycia ropy naftowej, z możliwą produkcją nawet 480 tys. baryłek dziennie. Strona iracka już wcześniej skutecznie utrudniła działalność Rosjan wstrzymując m.in. płatności i załadunek kolejnych transportów ropy wydobytej przez Łukoil. Władze w Bagdadzie chcą, by w terminie do roku przedmiotowe aktywa znalazły nowego właściciela.
Kto wie, może właścicielem West Qurna 2 stanie się konsorcjum amerykańskich firm: Chevrona, potentata naftowego i Quantum Energy Partners wielkiego funduszu aktywnego w branży energetycznej. Jak podały światowe serwisy (za Financial Times) obie firmy przygotowują ofertę zakupu zagranicznych aktywów Łukoila. Pada kwota 22 mld USD. Można z dużą pewnością przyjąć, że gdyby nie wspomniane sankcje administracji USA, nie byłoby tematu zamykania działalności Łukoila poza granicami Rosji.
Tu już tylko wspomnę o ogromnych problemach Gazpromu, które chwieją w posadach gazowym potentatem. Tu wprawdzie mocniej dają się we znaki działania innych państw, w tym UE, ale i USA ze swoją agresywną akwizycją LNG też nie pozostają bez wpływu na pozycję moskiewskiego monopolisty. Tak trzymać!
Niedziela – 11 stycznia
Klimatyści za Odrą mogą być w ekstazie, w 2025 r. Niemcy wyemitowały mniej CO₂ niż rok wcześniej. Tylko, że dzieje się kosztem przemysłu na którym dokonuje się uboju rytualnego.
Niemiecki think tank Agora Energiewende (AE) to jeden z aktywniejszych orędowników dekarbonizacji i solarno-wiatrowej rewolucji. Na swojej stronie opublikowali obszerny komunikat, w którym zebrano szereg istotnych danych za 2025 r. dotyczących emisji CO₂ i towarzyszących temu procesów gospodarczo-społecznych. To opatrzone komentarzami. Tytuł może być nieco mylący (Niemcy tracą impet w działaniach klimatycznych – pompy ciepła i samochody elektryczne doganiają ich tylko powoli), ale lektura dość ciekawa.
Najważniejszą wiadomość już przywołałem – Niemcy zmniejszają emisję CO₂.Wprawdzie spadek niewielki, bo ok. 9 milionów ton (ok. 1,5%), ale wzmożony moralnie wróg paliw kopalnych może odczuwać radość. Hm, na pewno? Na papierze wygląda to nieźle: krajowy cel roczny osiągnięty, emisje 49 procent niższe niż w 1990 roku. Tylko że prawdziwy powód spadku jest… mało ekologiczny. Redukcja wynika głównie z dramatycznego spadku produkcji w przemyśle energochłonnym, który od stycznia do listopada 2025 r. zmalał o 3,2 procent. Efekt? Emisje przemysłowe spadły o 11 milionów ton CO₂, czyli o 7,2 procent.
Ale to nie wszystko, bo o ile emisje sumarycznie w Niemczech spadają, to dość wyraźnie rosną w sektorze budownictwa i transportu. Jak z niepokojem zauważa AE, mroźne pierwsze miesiące 2025 spowodowały gwałtowny wzrost zużycia… ropy naftowej i gazu ziemnego. Czyli jak jest problem, to obywatele szukają rozwiązań starych i sprawdzonych. Niemcy przekroczyły unijny limit emisji w tych sektorach o około 30 milionów ton CO₂. Jeśli trend się utrzyma, kraj będzie musiał do 2030 roku wykupić pozwolenia na emisje o wartości do 34 miliardów Euro.
A to w sytuacji, gdy wyraźnie wzrasta udział OZE (z energetyki wiatrowej i słonecznej) w krajowym mikście energetycznym, w 2025 r. już do ponad 55%. Instalacje słoneczne po raz pierwszy wyprodukowały więcej niż elektrownie węglowe i gazowe razem wzięte. Moce dostępne z energetyki słonecznej wzrosły w minionym roku o 17,5GW, a lądowych farm wiatrowych o 4,5 GW. Tylko, jakie to przyniosło oszczędności w emisjach z sektora energetycznego? Raptem 3 mln ton.
Czyli cała gigantyczna machina dekarbonizacyjna, generująca od lat olbrzymie koszty, była w stanie wycisnąć dość niewielkie oszczędności w emisjach. Trudno nie zapytać, czy te wszystkie trwające od wielu lat działania to sukces? Optymiści i aktywiści powiedzą, tak! Emisje sumarycznie spadają, udział OZE rośnie, coś tam się dzieje w sprzedaży aut elektrycznych i pomp ciepła. Z drugiej jednak strony, zużycie energii elektrycznej na tym samym poziomie, emisje w budownictwie i transporcie rosną, a sytuacja w przemyśle ociera się o katastrofę. Sukces?
Analityce AE zdają się dostrzegać, że sytuacja jest daleka od pożądanej. Ale jakie mają propozycje? W skrócie, więcej tego samego! Więcej regulacji, więcej zakazów, więcej subwencji, więcej programów, więcej funduszy. I więcej zielonego: zielonej energii, zielonych rynków ołowiowych, zielonego cementu, zielonej stali. Dobrym przykładem jest pewne ożywienie w sprzedaży samochodów elektrycznych, gdzie sami analityce AE zauważają, że wynika to głównie z zaostrzenia europejskich norm dotyczących organizacji flot samochodowych w przedsiębiorstwach. A jak zabraknie takich pomysłów albo stają się nieskuteczne, to pojawia się jakiś MERCOSUR.
Czyli sukces załatwiamy nakazem i groźbą. Hm, znamy to z historii, w dłuższej perspektywie, to recepta na gospodarczą, ale i polityczną klęskę. Przy takim podejściu, ciężko oczekiwać poważniejszej refleksji i realnej zmiany polityki u naszych zachodnich sąsiadów.
…
Materiał powstał dzięki współpracy z Wojciechem Jakóbikiem i serwisem Energy Drink.
…
Źródła:
- www.wjakobik.com/2026/01/05/nicolas-maduro-wenezuela-operacja-usa-ropa-wplywy-chiny-rosja/
- www.reuters.com/business/energy/us-seizing-venezuela-linked-oil-tanker-after-weeks-long-pursuit-2026-01-07/?utm_source=chatgpt.com
- www.aa.com.tr/en/europe/far-left-group-claims-responsibility-for-sabotage-that-cut-power-to-50-000-households-in-berlin/3789588?utm_source=chatgpt.com
- www.ft.com/content/06d9c5e3-5445-4ef1-8845-95e02568baf9?utm_source=chatgpt.com
- www.energydrink.today/2026/01/08/ustawa-sieciowa-uc84-przyjeta-rzad-przylaczenia-oze-zombie/
- www.gov.pl/web/energia/szybciej-prosciej-skuteczniej-rzad-przyjal-reforme-o-kluczowym-znaczeniu-dla-transformacji-energetycznej?utm_source=chatgpt.com
- www.ft.com/content/20e6d968-54c9-40ce-b9fd-bc066a908fff
- www.reuters.com/business/energy/iraq-nationalise-west-qurna-2-oilfield-operations-government-says-2026-01-07/
- www.agora-energiewende.org/news-events/germany-loses-momentum-on-climate-action-heat-pumps-and-electric-cars-catching-up-only-slowly
