45 lat później, powiada aktor, sztuka nadal nie jest skończona

45 lat później, powiada aktor, sztuka nadal nie jest skończona

blank

No to mamy to, co zawsze, prawie od zarania III RP. Wałęsa – bohater, Wałęsa – Bolek, Wałęsa o niemalże boskim obliczu, Wałęsa – nic niewarta szumowina. A najlepsze jest w tym, że mało komu chodzi o prawdę obiektywną. Bo w Wałęsę i jego agenturalność nie trzeba wierzyć lub nie.

To nie jest kwestia wiary, to jest kwestia faktów. Tu sprawa jest prosta i udowodniona – był TW co najmniej w latach 1970–73, wyrejestrowany został w 1976, najprawdopodobniej migał się od kontaktów i przestał z czasem być przydatny bezpiece. Wszystko jest opisane drobiazgowo w książce Wałęsa a SB autorstwa Sławka Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. I można mieć do autorów różne zastrzeżenia, można ich lubić lub nie, jednak nie można zarzucić im braku warsztatu historycznego czy prób manipulacji. Bo faktami nie da się w tym wypadku manipulować. Nie było fizycznej możliwości podmienienia historii Wałęsy w aktach SB. O ile same akta oczywiście podrobić można, to jednak kiedy ktoś posiada całość tego, co się zachowało, to bez żadnego kłopotu znajdzie konkretne, niezbite dowody. Bo są kolejne liczby, daty, zaznaczone strony, papier mający jakiś wiek. Aby sfałszować akta Wałęsy, trzeba byłoby wykonać benedyktyńską pracę wymiany kilkuset tysięcy stron, podrobienia dziesiątek zapisków w sprawach Operacyjnego Rozpracowania czy też Sprawach Operacyjnego Sprawdzenia. A agenturalność Wałęsy jest kluczem do zrozumienia historii ostatnich 45 lat. Bo chyba nikt realnie myślący nie może mieć wątpliwości, że jeżeli podpisał i donosił, to bezpieka musiała mieć na niego wpływ w latach 80. Nie miejsce na to, żeby to opisywać. Jedno jest pewne. Ludzie wierzący w niewinność Wałęsy nie czytali książki, bo się jej brzydzą, z góry zakładając, że jest fałszywa.

Dramatem Polski jest wszechobecna polityka i emocja. Ja przyjmuję, że można powiedzieć: „Wałęsa jest dla mnie bohaterem, ale ta jego przeszłość z początku lat 70. to jest jednak słaba.Lata 80. bez Niego by się nie wydarzyły, a jeżeli już, to byłyby zupełnie inne. Prezydentura, która miała być przełomem, była kiepska, a potem było tylko gorzej. Jednak, biorąc plusy i minusy, to jednak na plus.” Ja widzę to inaczej, jednak to uznałbym za w miarę wyważone. Najwięksi wrogowie Lecha z lat 80/90 nagle zapałali do niego sympatią po nocy teczek w 1992, aby z czasem, w drugiej połowie lat 90., kiedy stracił wpływ na rzeczywistość i stał się postacią marionetkową, zakochać się na zabój i zmienić zdanie na jego temat o 180 stopni. Bo ten Lech, który stracił całkowicie oparcie, przerżnął z Kwachem, potrzebuje jak kania dżdżu pochlebców, do których się tak przyzwyczaił, a może stać się bardzo przydatny w rozgrywkach z prawicą. Adam Michnik obściskuje się z Millerem, pije z Urbanem, kocha Jaruzelskiego, pisze wspólne artykuły programowe do GW z Cimoszewiczem, wszystkim w imieniu Narodu już przebaczył, to jak się okaże, że oswoił Wałęsę, to kto mu podskoczy? Te dwa konusy Kaczory, co to ukradli księżyc?

Kiedy Wałęsa przestał być przyjacielem Ojca Dyrektora, stał się genialnym obiektem do uwielbiania. Ponieważ oszukał swój elektorat i zatrzymał wszelkie rozliczenia, został szczerze przez prawicę znienawidzony. Zanegowano jego wszelkie zasługi. Od przełomu wieków nie można inaczej powiedzieć na prawicy jak Bolek, a na salonach jak bohater. I co najlepsze – obydwa określenia są w jakiejś części prawdziwe, bo Bolkiem niewątpliwie był, co nie zmienia faktu, że jest symbolem strajku i karnawału Solidarności. Oczywiście słowo „bohater” oznacza dla mnie główną rolę; był on bohaterem dość tragicznym, a jego uwikłanie i strach przed ujawnieniem agenturalności wychodziło co rusz, jak choćby decyzja podjęta praktycznie jednoosobowo o odwołaniu strajku generalnego 1 kwietnia 1981. Kontakty z generałem Krzysztoporskim podczas Krajowego Zjazdu Solidarności i knucie, aby osłabić Gwiazdę. Rozmowa po wyjściu z internowania z SB-kami, podczas której opowiada o tym, że wyrzucił z Prezydium krajówki wszystkich, których sobie chłopcy życzyli. To są udokumentowane fakty i pokazują Wałęsę jako małego człowieczka. Jednak jego zdjęcie z bramy Stoczni i przemówienie, w którym mówi, że mamy wolne związki zawodowe, jest symbolem. I bez względu na to, czy spóźnił się na strajk, bo zaspał, czy przeskoczył płot wspomagany przez SB-ków, lub został dowieziony motorówką – to wtedy był autentycznym bohaterem.

Kwestii Wałęsy nie rozstrzygnie się nigdy. Nawet gdyby on sam na łożu śmierci powiedział całą prawdę, jaka by ona nie była, to niczego nie zmieni. Ci, co wierzą, że to bóstwo, nadal wierzyć będą, ci, co widzą w nim tylko Bolka, będą go widzieć nadal. Ja osobiście widzę z jednej strony drobnego cwaniaczka, który miota się między wielkością, szukając dla siebie polisy na przyszłe życie w dostatku, a z drugiej człowieka, którego uwiodła Solidarność. I wszystko bym mu wybaczył, gdyby w 1992 stanął w prawdzie. Bo to chyba nie jest jednoznacznie zły człowiek, tylko tragiczny, zresztą jego życiorys jest też tragiczny. Śmierć dwóch synów to tylko niewielki wycinek. Ale jednak zawsze będę pamiętał, że to był nasz Lechu, ten niesiony na rękach w Stoczni, podpisujący porozumienie długopisem ze zdjęciem Jana Pawła II. Dopóki Lechu palił Sporty i fajkę, chodził w starych ciuchach – był tak autentycznie nasz, że aż bolało. Potem, w bluzie ze sztruksu, z Malborem, też było nieźle. Uczył się niesamowicie szybko, miał fantastyczne riposty, był prawdziwym, modelowym człowiekiem Solidarności. O tym, że wycinał swoich przyjaciół z WZZ, którzy mogli cokolwiek o nim wiedzieć, nic wtedy nie wiedziałem. Jego sposób mówienia był kapitalny. Potem, od momentu kiedy zdecydował się kandydować na prezydenta, to właśnie jego język był wyśmiewany przez obecnych wyznawców.

O ile historia Wałęsy z lat 80. jest niejednoznaczna, to jednak bez niego wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Czy nie byłoby zwycięstwa nad komunizmem?Oczywiście, że byłoby, bo to nie Wałęsa obalił komunę, to nawet nie ten wielki ruch Solidarności, w którym byliśmy. Akurat pojawiła się koniunktura, a dzięki podziemiu była na dodatek synergia. Jednak lata 90. to zjazd od wielkości do śmieszności. To cwaniak, który przedłożył swoje ego ponad Polskę. Był symbolem walki, a stał się symbolem III RP. Pomieszania pojęć, zapaści semantycznej, uwłaszczenia nomenklatury. I z tej perspektywy uważam, że Wałęsa, mimo porywów wielkości w latach 80., odegrał kiepską rolę. Grał dla siebie, a ci, którzy mu klaskali, robili to nie ze względu na wielkość jego roli, tylko żeby pognębić jego przeciwników. Zagrał w sztuce III RP w akcie z Urbanem, Michnikiem i Kwaśniewskim i to oni byli pierwszoplanowymi aktorami, chociaż jemu wydawało się, że jest inaczej. Jakby to nie zabrzmiało dobitnie.

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank