Aspiracyjna ułuda i jej ofiary

Aspiracyjna ułuda i jej ofiary

blank

Przyczynkiem do tej analizy nie jest raport socjologiczny, lecz coś pozornie znacznie bardziej trywialnego: otwarcie sklepu Dino. Obecność popularnej sieci handlowej w tym prestiżowym (w mniemaniu mieszkańców) osiedlu wywołała niepokój i sprzeciw. Jednak reakcje lokalnej społeczności i towarzyszących im mediów, zwłaszcza „Gazety Wyborczej”, odkrywają znacznie więcej niż tylko architektoniczne gusta mieszkańców. To historia o klasowych uprzedzeniach, społecznej iluzji i lęku przed demaskacją.

Są sytuacje, w których ktoś – osoba, środowisko, a czasem nawet całe klasy społeczne – nie dostrzega, że stał się obiektem kpin lub że jego symboliczny kapitał właśnie się wyczerpuje. O swoim spadku z piedestału dowiaduje się ostatni. Ten mechanizm doskonale widać dziś na przykładzie jednej z najgłośniejszych dzielnic Warszawy – Wilanowa – a ściślej jego sztandarowej części, czyli tzw. Miasteczka Wilanów. To przypadek nie tyle urbanistyczny, co mentalny. Przypadek iluzji aspiracyjnej klasy średniej, która sama nie dostrzega, że stała się stereotypem.

Dino, czyli prowincja na salonach

Dino – popularna, ekspansywna sieć handlowa – kojarzona dotąd głównie z mniejszymi miejscowościami i prowincją, pojawiła się w przestrzeni, która pretenduje do bycia polskim odpowiednikiem zachodnich enklaw klasy wyższej. Problemem nie okazał się jednak standardowy, spadzisty dach sklepu ani jego biały kolor. Prawdziwą przeszkodą był dysonans kulturowy.

Mieszkańcy Wilanowa – lub przynajmniej część z nich – poczuli się dotknięci tym, co Dino ich zdaniem symbolizuje. Protesty, petycje, wystąpienia do wojewody – to nie reakcja na korki czy zaburzoną architekturę, lecz instynktowna obrona przed symbolicznym wtargnięciem prowincji do świata aspirującej klasy średniej. Dino „nie jest z ich ligi”, jak napisała „Gazeta Wyborcza”, cytując anonimowych mieszkańców. „Wygląda jak pod Przasnyszem”, padło w innym komentarzu.

To nie kwestia estetyki. To kwestia tożsamości. A raczej – jej kruchej konstrukcji.

Miasteczko iluzji

Miasteczko Wilanów miało być spełnieniem marzenia o zachodnim stylu życia. Miało oferować przestrzeń wysokiej jakości, piękną architekturę, dostęp do zieleni, ciszę, a jednocześnie prestiż. W rzeczywistości okazało się gęsto zabudowaną, fatalnie skomunikowaną sypialnią na obrzeżach miasta. Obietnice o miejskiej tkance tętniącej życiem nie zostały spełnione. Osiedle pozostaje urbanistyczną enklawą, często krytykowaną w prasie fachowej za pozór nowoczesności i brak spójnej infrastruktury.

W tym sensie Wilanów jest nie tyle miejscem, co projektem mentalnym. Symbolem aspiracyjnej klasy średniej, która uwierzyła, że może kupić przynależność do elity poprzez metraż, adres i markę samochodu. Tymczasem – jak pisał lewicowy publicysta, (niby nieodległy przecież „Gazecie Wyborczej”), Mark Fisher w „Realizmie kapitalistycznym” – ci nowi mieszczanie pozostają zakładnikami systemu, który napędza ich kredytowe zobowiązania, konsumpcyjne rytuały i lęk przed spadkiem w hierarchii społecznej. To współczesny proletariat – dobrze zarabiający, ale pozbawiony autonomii myślenia, zależny od korporacyjnych struktur, modowych trendów i grupowego komfortu światopoglądowego.

Duma i kompleksy

Wilanowska niechęć do Dino to nie przypadek. To efekt zderzenia dwóch światów – realnego i wyobrażonego. Dino przypomina mieszkańcom o tym, przed czym próbują uciec: o prowincji, z której często sami pochodzą, o codzienności, która nie przystaje do instagrama, o tym, że mimo starań i kredytów, nie stali się jeszcze klasą wyższą. Reakcja nie jest więc tylko kwestią gustu. Jest obroną przed demaskacją, neurotyczną próbą zachowania iluzji.

Dlatego w Wilanowie wzbudza agresję samochód z „nieakceptowanymi poglądami”, a niechęć wobec polityków takich jak Oskar Szafarowicz przyjmuje formę spazmatyczną. Pojawienie się kogoś spoza bańki – czy to polityka, czy sklepu – burzy kruchą równowagę.

Dino staje się więc memem. Żartem z Wilanowa, który miał być mekką liberalnej elity, a coraz częściej staje się symbolem myślowej uległości, klasowych uprzedzeń i urbanistycznego rozczarowania. TikTok wypełniają żartobliwe wizualizacje sklepów Dino w wersji premium, szytych na miarę „wrażliwości estetycznej” mieszkańców Miasteczka. To nie sklep staje się obiektem śmiechu. To Wilanów i jego pozory.

Koniec iluzji

Zjawisko, które dziś widzimy w Wilanowie, jest tylko fragmentem większego procesu. W całej Polsce rośnie liczba środowisk, które funkcjonują w podobnych bańkach informacyjnych, światopoglądowych i estetycznych. Ich wspólnym mianownikiem jest aspiracja do wyższej pozycji społecznej, która nie znajduje realnego zakorzenienia ani w kulturze, ani w refleksji. To środowiska, które najchętniej opowiedziałyby się za liberalną demokracją, ale ich reakcje często przypominają klasowy populizm, ubrany w język inkluzywności.

I tu pojawia się największy paradoks. W ataku na Dino – symbol prowincjonalności – nie ośmieszono samej sieci, ani miasteczek, z którymi ją kojarzono. Ośmieszono samych siebie. Wyszydzono własne kompleksy, własną niepewność, własne klasowe złudzenia.

Wilanów nie padł ofiarą ekspansji Dino. Stał się ofiarą własnej fasady. Dino tylko tę fasadę zarysowało.

Więcej o sprawie Wiktor Świetlik na Kanale Dobitnie, a także wkrótce na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”

Autor tekstu

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

Wyszukiwarka
Kategorie

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank