Bóg się rodzi. Precz z komuną!

Bóg się rodzi. Precz z komuną!

blank

Według ogólnie przyjętego schematu Święta to choinka, życzenia, barszcz z uszkami, modlitwa przy stole i… prezenty. Dzieci czekają, co im aniołek przyniesie, dorośli się głowią, jak to zrobić, żeby jeszcze w tym roku aniołek wleciał przez okno. I tak to się z roku na rok przesuwa. Najpierw czekamy na aniołka, potem jesteśmy aniołkami, a zupełnie niewiadomo czemu, bardzo szybko stajemy się pomocnikami aniołków typu: zajmij się nimi (czyli wnukami), a my wpuścimy tego aniołka.

Święta są piękne, co prawda śniegu od lat nie ma, ale co tam, zawsze pamiętamy te wspaniałe zimy, spacery i powroty do domu w podnieceniu, co też pod choinką się znajdzie. Wtedy cieszyliśmy się ze wszystkiego (no może nie ze skarpetek), kolorowe kredki, zabawka, cytrusy, a przede wszystkim książki. Książka to było coś, co przenosiło nas do Afryki czarnej, na stepy obydwu Ameryk, widzieliśmy kangury w Australii, chodziliśmy po Himalajach, żeglowaliśmy po oceanach. Jako dzieci chcieliśmy tam wszędzie być i nie do końca rozumieliśmy, czemu rodzice jakoś dziwnie tłumią w nas te zapędy. Chyba wiedzieli, że niedługo zrozumiemy, że to jest niemożliwe, a nie chcieli, żebyśmy to zbyt mocno przeżyli. I pewnie nie przewidywali, że to się stanie jednak możliwe.

Ostatni mój felieton o zamknięciu „Wolnego Słowa” spowodował lawinę telefonów, wpisów, a przede wszystkim wspomnień. Dla mnie naprawdę coś się skończy, bo przecież ta księgarnia, w której pracowali sami ludzie „tamtego czasu”, była przedłużeniem podziemia. Było w niej coś z dawnego czasu. I o ile w latach podziemnych literatura drugiego obiegu była dla wtajemniczonych, to tu też wtajemniczeni (zainteresowani) mogli znaleźć swoją niszę. Tu do teraz były sprzedawane nieliczne pisma, które wyszły na powierzchnię po 89 roku i przetrwały do dziś, jak choćby Arcana, będące kontynuatorem podziemnej Arki. Tu jeszcze w XXI wieku były wydawnictwa, które kilkanaście lat wcześniej przewoziliśmy w plecakach z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, a potem Gdańska czy Szczecina. Książka papierowa, dla większości z nas na zawsze będzie miała w sobie jakąś magię, coś metafizycznego, jakąś tajemnicę, którą trudno zrozumieć. Książki nie da się po prostu wyrzucić. A swoja drogą dał nam ten kolportaż popalić, wszyscy mamy zrąbane kręgosłupy, na szczęście tylko te fizyczne, bo papier jest cholernie ciężki. Moralne zostały nienaruszone wbrew sugestiom dalszych znajomych.

Jeździłem z plecakiem i torbą, po strajkach 88 częstokroć jeździliśmy we dwóch, a nawet czterech. To już było przedsiębiorstwo. Kiedy doładowałem się na kolejnej skrzynce i jechałem na Centralny, nie zdejmowałem w tramwaju plecaka – nie dałbym rady założyć go po raz kolejny. Kiedyś miałem chyba pod sto kilo, wziąłem taksówkę, żeby zajechać na swoją skrzynkę dystrybucyjną na Józefowcu w Katowicach. Kierowca złapał gumę i chciał mi pomóc wyładować plecak, bo było jasne, że dalej nie pojedziemy. Chwycił i oniemiał: „co pan tam wozi?”- „przeprowadzka, książki”- „toś pan chyba całą bibliotekę tam zapakował?”. Wziąłem plecak i dodatkowo torbę i w miarę szybkim krokiem oddaliłem się, na wypadek, gdyby nie podzielał moich pogladów i zatrzymał jakiś patrol.

Ile masz Hańby? Miałeś już Kadencję? Kiedy będzie Siemaszko? Zatrzymaj mi 30 sztuk Nieznośnej. Normalne rozmowy kolporterów czyli ówczesnych podziemnych księgarzy, takich specjalistów od handlu obwoźnego książek, za który można było dostać najpierw 3 lata, potem konfiskatę środka transportu i kolegium. W podziemiu ukazywały się fantastyczne tytuły – co tydzień coś nowego, ale te, które wymieniłem, to były super hity. Hańba domowa Trznadla to dla nas, wówczas młodych, był szok. Okazało się, że praktycznie wszyscy pisarze urodzeni w międzywojniu, którzy nie zostali na emigracji, kolaborowali z komunizmem. Z kilkunastu rozmówców Trznadla tylko Herbert i Jan J. Szczepański oparli się pokusie. Opowieści Woroszylskiego, któremu na mównicy, podczas zjazdu literatów, wypadł pistolet, Ważyka, który udawał, że nie rozumie tego, co robił i tłumaczy, że wtedy oszalał, były porażające. Z tej perspektywy, również wydany w podziemiu „Raport z oblężonenego miasta” nabierał jeszcze większej mocy.

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
Nasza odmowa, niezgoda i upór
Mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
Lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak, smaku

W którym są włókna duszy i chrząstki sumienia
Kto wie, gdyby nas lepiej i piękniej kuszono….

Te słowa brzmią do dziś i są pewnym drogowskazem. Bo przecież po upadku komuny pokusa stała się jeszcze większa. W latach 50 to była elita komunistyczna, elita postępu, elita walcząca z obskurantyzmem (tak jak był wtedy rozumiany). A od lat 90 do teraz kto i kogo kusi? Wielu ma chęć być w elicie, na szczęście my czytaliśmy Herberta i Trznadla.

Woziliśmy wszystko i czytaliśmy wszystko. Chcieliśmy wiedzieć, co się dzieje obecnie czy w ostatnich latach, m.in Kadencja J. J. Szczepańskiego, poznawaliśmy historię Narodpwych Sił Zbrojnych czytając Siemaszkę i czując już wcześniej, że to, czego nas uczono, to bzdury. Chłonęliśmy literaturę piękną jak chociażby Kunderę „Nieznośna lekkość bytu”. Odkrywaliśmy Orwella, Mackiewicza, Piaseckiego. Mógłbym tak wymieniać godzinami. Polski podziemny ruch wydawniczy był fenomenem na skalę światową. Nigdy i nigdzie nie zdarzyło się coś podobnego. Nie rozumiem, czemu się tym nie chwalimy?

Rozpisałem się, a przecież Święta Bożego Narodzenia, nie choinkowo – prezentowe tylko: Bóg się rodzi. Czy coś nas może bardziej uradować? Pięknych, Bożych i Szczęśliwych Świąt Narodzenia Pańskiego. Już niedługo mury runą. Bóg się rodzi: Precz z komuną!!

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank