Bój ostatni aktywistów klimatycznych

Bój ostatni aktywistów klimatycznych

blank

Spotkanie klimatyczne COP30 w brazylijskim Belem zakończyło się fiaskiem tak spektakularnym, że nikt o nim nawet nie usłyszał. Proszę przejrzeć media i spróbować znaleźć doniesienia. Aktywiści byli poważnie zawiedzeni, bo w dokumencie końcowym nie znalazły się upragnione przez nich słowa o całkowitym odejściu od paliw kopalnych, czego domagają się od lat i w czym upatrują jedynego ratunku dla planety. (Biorąc pod uwagę, że paliwa kopalne wytwarzają około 90% światowej energii, to ten ratunek musiałby oznaczać długotrwałą reanimację bez wielkiej nadziei na sukces…).

W czasie dwutygodniowych obrad padło oczywiście wiele wzniosłych słów, doceniono i ludy rdzenne i kobiety i wszelkie prześladowane mniejszości. Udało się też umówić na następne spotkanie w Turcji i ten wybór sprawił, że aktywiści po raz kolejny poczuli się oszukani. Dwa poprzednie szczyty odbyły się bowiem w państwach naftowych (Baku i Dubaj), Brazylia wbrew pozorom też jest państwem naftowym, więc oczekiwano, że nareszcie za organizację wezmą się jacyś dobrzy ekolodzy, a tu klops: pojawił się Erdogan ze swoją skrajnie transakcyjną polityką, który już to wszystko tak dobrze zorganizuje, żeby Turcja zarobiła, a na czym, to już się zobaczy.

Walka z dezinformacją klimatyczną zamiast realnych działań

W tej sytuacji postąpiono według starej sprawdzonej zasady rodem z czasów słusznie minionych, która w razie nieurodzaju kazała zbierać plenum. Kiedy nie ma możliwości realnego działania, trzeba sięgnąć po propagandę. Postanowiono podjąć walkę – używając dawnego, a jakże użytecznego języka – w dziedzinie nadbudowy. Czyli posługując się językiem współczesnym: walkę z dezinformacją klimatyczną. Kilkanaście krajów głownie europejskich, z Francją i Niemcami na czele, zaprezentowało deklarację w sprawie „informacyjnej uczciwości” w kwestiach klimatycznych.

Na pozór brzmi to nieźle, ale wszystkich, którzy przeczytawszy słowo „uczciwość” napełni nadzieja, że dzięki temu powszechnie panujący w mediach przekaz o „płonącej planecie” zostanie nieco, hm… wygaszony, spieszę poinformować, że właśnie wręcz odwrotnie. W myśl tej deklaracji „uczciwość informacyjna” będzie polegała na tropieniu przekazu odbiegającego od ortodoksji. Czyli: gdy nie udało się zobowiązać rządów do odejścia od paliw kopalnych, to przynajmniej należy sprawić, aby wszyscy myśleli, że jest to niezbędny warunek, by uratować życie na Ziemi. A jeżeli ktoś będzie myślał inaczej albo – co gorsza – będzie chciał rozpowszechniać dane pokazujące, że świat jest nieco bardziej skomplikowany, trzeba będzie go przekonać, ewentualnie wciągnąć na czarną listę dezinformatorów.

Kto naprawdę kontroluje przekaz medialny?

Co ciekawe, aktywiści pragnący, aby wszyscy myśleli tak, jak oni, są przekonani, że to właśnie ich przekaz znajduje się w odwrocie. Przed obradami COP30 rozpowszechniono kilkunastostronicowy dokument szumnie nazwany „raportem” wydany przez organizację o nazwie CAAD (Climate Action Against Disinformation). Jego autorzy uznają za oczywiste, że na świecie przeważa przekaz sponsorowany przez wielkie firmy paliwowe, który zniekształca rzeczywistość i przez to społeczeństwa nie są gotowe do bardziej radykalnych działań na rzecz ochrony klimatu.

Prawdę powiedziawszy mam tu niejaki dysonans poznawczy, bo do tej pory sądziłem, że jest dokładnie odwrotnie, a cały przekaz medialny nasycony jest treścią mającą oddziaływać na emocje w kierunku całkowicie zgodnym w klimatyczną ortodoksją. Przecież każdy większy deszcz czy pożar są od razu klasyfikowane przez medialnych komentatorów jako „katastrofalne skutki zmian klimatu”, choć nie ma na to naukowych dowodów. To taka atmosfera medialna sprawia, że młodzi ludzie przyklejają się do asfaltu i nie chcą mieć dzieci, aby nie szkodzić planecie.

Jednak na użytek ewentualnych sponsorów lepiej jest powiedzieć, że przewagę mają „tamci”, bo wówczas łatwiej będzie uzyskać granty z właśnie utworzonego Globalnego Funduszu. Ten fundusz na razie dostał symboliczny milion dolarów od rządu Brazylii, ale po pieniądze już zgłosiło się kilka setek organizacji, więc trzeba będzie sypnąć groszem, bo inaczej aktywiści zaczną protestować w sposób nieuporządkowany, a tego wolelibyśmy przecież uniknąć. Wśród sygnatariuszy Deklaracji o Informacyjnej Uczciwości o Zmianie Klimatu znajdują się znaczące państwa europejskie, więc może się za chwilę okazać, że jednym z głównych sponsorów stanie się Unia Europejska, która przecież walczy już z dezinformacją w innych dziedzinach, więc co szkodzi dodać jeszcze jedną.

Czy Polacy naprawdę chcą płacić podatek klimatyczny?

W cytowanym dokumencie CAAD znajduje się pewna zastanawiająca informacja związana z finansami. Otóż według ogólnoświatowego badania opinii przeprowadzonego w roku 2024 ponad 2/3 zapytanych wyraziło gotowość, aby przeznaczyć 1% ze swojego miesięcznego zarobku na walkę ze zmianą klimatu. Dokładnie 69%. Ponadto 89% pytanych stwierdzić miało, że ich rząd „powinien zrobić więcej”, aby walczyć ze zmianą klimatu.

O ile to drugie jest całkowicie zrozumiałe, bo zasadniczo każdy ankietowany w każdym kraju zawsze powie, że jego rząd powinien robić więcej w jakiejkolwiek dziedzinie, o tyle gotowość regularnego płacenia dość znaczącej kwoty na rzecz dość nieokreślonej „walki” (ankietowani nie odnosili się do konkretnych działań, ale byli pytani ogólnie), wydaje się naprawdę niezwykła. W dodatku największą gotowość do finansowych poświęceń wykazywali obywatele krajów najbiedniejszych, jak Myanma. Kraje europejskie, w tym Polska znalazły się dokładnie w średniej: pomiędzy 60 a 70% ich obywateli chciałoby płacić wspomniany 1%.

Jakoś wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne, bo zwykle ludzie zapytani o to, czy chcą, aby im zwiększyć podatki instynktownie odpowiadają negatywnie, podobnie jak udzielają pozytywnej odpowiedzi na pytanie, czy rząd powinien „robić więcej”. Więc jedno z dwojga: albo propaganda aktywistów klimatycznych jest tak skuteczna, że zdołała przełamać naturalną ludzką niechęć do oddawania rządowi pieniędzy na ogólnie słuszne cele, albo to badanie ma za zadanie osłonić medialnie próby wprowadzenia jakiegoś ogólnoświatowego podatku na rzecz klimatu.

Byłoby dobrze, aby takie badanie powtórzyć w Polsce, bo za chwilę pojawią się aktywiści, aby powiedzieć nam nie tylko, co myślimy, ale i na co chcemy wydawać pieniądze.

fot. protest klimatyczny w Berlinie – wiki CC


Źródła:

Autor tekstu
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

Wyszukiwarka
Kategorie
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank