Czy mamy dość węgla? Idą mrozy i śnieżyce. Sprawdź, czy Polska jest przygotowana

Czy mamy dość węgla? Idą mrozy i śnieżyce. Sprawdź, czy Polska jest przygotowana

blank

Tak, dziś Polska ma wystarczające zasoby węgla, by przejść przez okres mrozów bez ryzyka blackoutu. Problemem nie jest fizyczny brak paliwa, lecz polityczne i podatkowe bariery, które sztucznie podnoszą koszt energii i osłabiają konkurencyjność gospodarki. Jeśli nie zmienimy kierunku polityki energetycznej, kolejne zimy będą bezpieczne technicznie, ale coraz droższe dla obywateli.

Początek 2026 roku i koniec ubiegłego roku przyniosły zaskakującą anomalię pogodową – zimę! Wbrew powszechnemu przekonaniu o tym, że zim już nie będzie w ramach ocieplania się klimatu spadł śnieg i nadeszły mrozy, co pogrzebało użyteczność fotowoltaiki i wiatraków.

Grudzień 2025 roku zamknął się wstydliwym dla zwolenników zielonej rewolucji udziałem OZE w produkcji energii na poziomie 15%. Z 37 GW mocy zainstalowanej wykorzystywaliśmy efektywnie jedynie 3 GW. To zdecydowanie najdroższa energia, jeżeli uwzględnimy koszty inwestycyjne wsparte przez podatników – czyli Polaków – szczodrymi dotacjami. Bezpieczeństwo energetyczne kraju i komfort obywateli zapewniły dyspozycyjne źródła mocy oparte na paliwach kopalnych: węglu i gazie.

Nasz bilans mocy energetycznych wygląda obecnie następująco: OZE (PV i wiatr) – 37 GW, węgiel kamienny i brunatny – 30 GW, gaz – 6 GW, inne – 1,5 GW.

Budowany z mozołem i ogromnym kosztem model „idealnego” polskiego miksu energetycznego, mający zagwarantować nam tanią i czystą energię, poległ na swoim fundamentalnym założeniu – klimacie. Wyznawcy zielonej wiary zapomnieli o kluczowym czynniku, który już wiele lat temu trafnie opisała prekursorka europejskiej „zamiany” – Elżbieta Bieńkowska – mówiąc: „taki mamy klimat”.

Niestety, to ironiczne stwierdzenie jest dziś śmiechem przez łzy. Za ten energetyczny eksperyment, który nie ma szans się udać, płacimy jako obywatele.

Rząd wyciągnął w grudniu 2025 roku z naszej kieszeni 13 mld złotych podatku za to, że mamy prąd w gniazdku i ciepło w kaloryferach. Niestety, tylko połowa tej kwoty wróciła do polskiego budżetu. Resztę przejęły różne europejskie „greenowe” fundusze, aby móc dalej niszczyć nasze bezpieczeństwo energetyczne i przemysł.

Szokujący jest fakt, że z około 18 mld złotych, jakie polskie firmy musiały wydać w 2025 roku na zakup uprawnień ETS poza Polską, wróciło zaledwie 25% – w formie dotacji i pożyczek na transformację energetyczną. Pozostała część została zagospodarowana przez kosztowną brukselską biurokrację lub przeznaczona na inne „szczytne” cele klimatyczne, jak np. dekarbonizacja floty morskiej Grecji.

Początek 2026 roku i nadchodząca fala mrozów przyniosą ogromny wzrost kosztów energii dla polskich gospodarstw domowych. Dotknie to zwłaszcza tych, którzy uwierzyli w kłamstwo, że mogą być samowystarczalni energetycznie – inwestując w fotowoltaikę, pompy ciepła oraz, nie bójmy się tego powiedzieć, kotły na biomasę, której cena dziś przewyższa ceny węgla.

Od pierwszych dni stycznia nasza energetyka konwencjonalna – węglowa i gazowa – pracuje na maksymalnych mocach. Co więcej, ratujemy również naszych sąsiadów przed przerwami w dostawach prądu.

Dzięki elektrowniom węglowym nie grozi nam blackout podobny do tego, który dotknął Hiszpanię. Jednak ze względu na unijne prawodawstwo klimatyczne jest to energia bardzo droga.Dziś podatek od spalania paliw kopalnych, który UE fałszywie nazywa „uprawnieniem”, podnosi koszt energii produkowanej w Polsce o około 65%. To nie tylko sam ETS, ale również opłata OZE i opłata mocowa, które widzimy na naszych rachunkach.

Oczywiście promotorzy zielonego porządku w Polsce twierdzą, że gdybyśmy mieli więcej OZE, rachunki byłyby niższe. Szacowane oszczędności na zakupie uprawnień miałyby wynosić około 15 mld złotych rocznie, przy obecnym poziomie 75 euro za tonę CO₂.

Milczeniem pomijają jednak fakt, że efektywność fotowoltaiki w okresie zimowym w naszym kraju wynosi około 3%, a wiatru – 20%. Kosztem ponad 200 mld złotych środków publicznych oraz ogromnych pieniędzy wydanych przez konsumentów i firmy uzyskaliśmy zimową dostępność mocy – w czasie największego zapotrzebowania – na poziomie zaledwie 3 GW, czyli około 15% dziennego krajowego zapotrzebowania.

W okresie grzewczym jesteśmy całkowicie uzależnieni od paliw kopalnych, dla których nie istnieje realna alternatywa. Z powodów polityczno-ideologicznych zmuszeni jesteśmy ponosić z tego tytułu ogromne koszty.

Jak przekłada się to na przeciętną polską rodzinę mieszkającą w domu jednorodzinnym i korzystającą z energii elektrycznej produkowanej przez krajowe źródła?

Zapotrzebowanie – a co za tym idzie koszt energii elektrycznej – w przypadku rodzin korzystających z paliw kopalnych jest ponad czterokrotnie niższe niż u tych, którzy ogrzewają domy pompami ciepła. Podatki klimatyczne UE (przede wszystkim ETS) płacą więc w praktyce ci, którzy wdrożyli u siebie rozwiązania „zeroemisyjne”. Oczywiście dochodzi do tego koszt paliwa – gazu, węgla czy drewna – ale mimo to ogrzewanie klasyczne pozostaje zdecydowanie tańszym rozwiązaniem.

Zwolennicy Zielonego Ładu budują swoją narrację o opłacalności OZE na założeniu, że podatek od spalania paliw kopalnych w UE jest nienaruszalny. Rząd tłumaczy, że traktaty unijne uniemożliwiają zmiany w polityce klimatycznej, utożsamiając członkostwo w UE z Zielonym Ładem.

Tymczasem kraje tzw. Grupy Wyszehradzkiej (z której Polska nieformalnie się wypisała) gremialnie zdecydowały o zatrzymaniu klimatycznego szaleństwa. Niemcy „obchodzą” system ETS, wprowadzając dla przemysłu gwarantowaną cenę energii na poziomie 5 eurocentów za 1 kWh – ponad trzykrotnie mniej niż w Polsce. Model ETS staje się tam więc rozwiązaniem fasadowym.

Pracodawcy i pracownicy w Polsce liczą na rychłe spełnienie obietnicy prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącej inicjatywy referendalnej w sprawie wdrażania Zielonego Ładu. Wiele wskazuje na to, że w 2026 roku wniosek trafi do Senatu RP.

Dopóki społeczeństwo nie zrozumie, że obecne wysokie rachunki za energię są bezpośrednim skutkiem realizowanej zeroemisyjnej strategii UE i że konieczna jest zmiana polityczna, będziemy tkwić w nieefektywnym i drogim systemie energetycznym.

Póki co słyszymy radosne: „Hej, brygada, uśmiechamy się” – jak mówi Rafał. Jest zima, jest zimno i… musi być drogo.

Autor tekstu
Adam Gorszanów

Adam Gorszanów

Adam Gorszanów. Uczestniczy w projekcie DOBITNIE PL, Menadżer , przedsiębiorca działający w branży paliwowo-energetycznej. Założyciel i wieloletni Prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla. Wiceprezes Polskiej Grupy Górniczej S.A. ds handlowych. Działał w podziemiu niepodległościowym za co został odznaczony przez ŚP. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - Złotym Krzyżem Zasługi

Wyszukiwarka
Kategorie
Adam Gorszanów

Adam Gorszanów

Adam Gorszanów. Uczestniczy w projekcie DOBITNIE PL, Menadżer , przedsiębiorca działający w branży paliwowo-energetycznej. Założyciel i wieloletni Prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla. Wiceprezes Polskiej Grupy Górniczej S.A. ds handlowych. Działał w podziemiu niepodległościowym za co został odznaczony przez ŚP. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - Złotym Krzyżem Zasługi

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank