Drogowcy zaskoczyli zimę

Drogowcy zaskoczyli zimę

blank

Im bardziej pada śnieg, bim-bom.
Im bardziej prószy śnieg, bim-bom,
Tym bardziej sypie śnieg, bim-bom,
Jak biały puch z poduszki.

I nie wie zwierz ni człek, bim-bom,
Choć żyłby cały wiek, bim-bom,
Kiedy tak pada śnieg, bim-bom,
Jak marzną mi paluszki.

Kiedyś to były zimy — tak mówiła moja Babcia, opowiadając o jeździe saniami, mrozach i niemożności wyjścia z domu, bo drzwi wejściowe były zasypane do połowy. Tak mówię ja, opowiadając o śniegu, który spadał w listopadzie, znikał zaś w marcu lub kwietniu, ale już bez zasp i sań. A nasze wnuki będą opowiadać, że czasami spadał taki biały puch, co to się śnieg nazywa, i wtedy wszyscy rzucali się śnieżkami i wybiegali na najbliższą górkę przy bloku, żeby zjechać kilka razy na sankach, bo zaraz była odwilż i ziemia wychodziła spod śniegu. A potem czekało się i po kilku tygodniach znowu się bieliło.

Zima zawsze zaskakiwała drogowców — to był constans, jak brak sznurka do snopowiązałek w lecie i papieru toaletowego cały rok. I trzeba przyznać, że zmiana systemu politycznego sprawy sznurka i papieru załatwiła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (inaczej niż za Izy Leszczyny). Ale kwestia drogowców nadal jest jakoś niedopracowana. Raz ich zima zaskakuje, kiedy indziej nie. To tak jak w polityce — czasami nas politycy zaskoczą pozytywnie, a czasami negatywnie. Mnie na przykład bardzo negatywnie zaskoczył Trump. I chociaż jasne jest, że cały ten plan pokojowy jest wzięty z d…y i nic z niego nie będzie, to chyba zaskoczył on również zramolałych przywódców europejskich, którzy po raz kolejny obudzili się i zaczęli cykl (można się zastanowić, jak się te cykle rozkładają, bo to już kolejny raz) spotkań, które mają wygenerować kolejny plan dla Ukrainy. I już nawet coś wygenerowali. Prawdę powiedziawszy, nie wiem, czy Trump nie robi sobie jaj z tej całej ekipy, tworząc nierealne pomysły, żeby ich pobudzić do jakiegoś działania.

Zaskoczył mnie też negatywnie instytut Yad Vashem, bo o tej instytucji byłem dobrego zdania, zupełnie innego niż o różnych amerykańskich gazetach prowadzonych przez Żydów. Ale żeby nie wchodzić w dygresje — napisanie, że Polska była pierwszym krajem, w którym nakazano nosić gwiazdę Dawida, to jest zwykłe świństwo. Jednak nie wydaje mi się, żeby to był element polityki historycznej tej instytucji. Mam nadzieję, że raczej doszło do przypadkowego błędu lub jakiejś samowoli. Zresztą po owocach ich poznacie i w najbliższym czasie zobaczymy, co dalej. Zresztą odpowiedzi rządzących były OK i to mnie z kolei pozytywnie zaskoczyło.

Zaskoczył mnie też Donald, ten nasz. Najbardziej swoim strojem podczas wizyty w Angoli, ale cóż zrobić — może nie lubi Murzynów. Ale byłaby jazda, gdyby tak wystąpił Nawrocki, Duda czy ktokolwiek z prawicy. Ale też zaskoczył mnie kilka dni wcześniej. To znaczy — i tak, i nie — bo to, że gada głupio, skłóca Polaków i zieje nienawiścią, to nie jest nic nowego. Ale pięć zasad, z którymi wyskoczył, służy tylko atakowi na opozycję. Szczególnie ładnie brzmi pierwszy: o nieatakowaniu polskich służb. Rozumiem, że nie wolno atakować tylko podczas rządów obecnej Koalicji, bo przedtem to było bardzo modne i wskazane. Nawet powstał o tym film. Prawdę powiedziawszy, eskalowanie nastrojów i chybotanie łódką może służyć wielu celom, np. stworzeniu obozów internowania dla przeciwników politycznych. Zostanie to wytłumaczone zagrożeniem wojennym i tym, że nikomu z internowanych włos z głowy nie spadnie, ale wiecie — to ludzie chorzy z nienawiści i naprawdę trzeba ich odizolować. Potem przeprowadzi się sondaże i wynik będzie jednoznaczny — większość jest za. Świetna odpowiedź Karola Nawrockiego i 58% poparcia dla jego prezydentury stwarza nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Kubuś Puchatek, od którego zacząłem, był misiem o bardzo małym rozumku. Lubił miodek, przyjaźnił się z Prosiaczkiem. Praktycznie każdy z nas kochał Kubusia, Mamę Kangurzycę i Maleństwo, smucił się smutkiem Kłapouchego i mądrzył się jak Sowa Przemądrzała. Ale to wszystko była piękna bajka, bo życie Krzysia — to realne — było raczej dużo gorsze i odbiegało od tego w Zaczarowanym Lesie. Teraz przyszła zima i nam, tak jak Kubusiowi, marzną paluszki. To są drobne przyziemne sprawy, ale chcielibyśmy wiedzieć, że tymi ważnymi, które dotykają nas wszystkich, zajmują się poważni politycy. Ale niestety coś mam wrażenie, że jest zupełnie inaczej, że ci mocno podstarzali chłopcy spotykają się czasami i popijając whisky, zastanawiają się nie nad Polską, tylko nad tym, jak dołożyć opozycji. Mam nadzieję, że się mylę, że są tylko niewyobrażalnymi nieudacznikami. Wyszło chyba bardzo dobitnie.

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank