Błąd systemu? Walki wewnętrzne? Awaria (czy leci z nami pilot?). Grodzki – sprawa umorzona, Giertych – umorzona, a Stanisław Gawłowski właśnie dostał pięć lat bezwzględnego więzienia w pierwszej instancji.
Zadzwoniłem do znajomego — ważnego prawnika.
— Gawłowskiego skazali!
Przecież Platforma miała go bronić jak niepodległości. To co, jakiś „neosędzia” — jak obraźliwie establishment, w tym sędziowie stanu wojennego, nazywają młodszych sędziów — wydał wyrok? Zbuntował im się człowiek? Może jakiś inny chciał dać świadectwo? Może to sygnał dla Żurka, że sądy nie wejdą w system nadużyć? Może…
I wtedy szacowny kolega rzucił ożywczą myśl. Niewiarygodną, nie do przyjęcia dla głowy obciążonej polską polityką.
A może po prostu osądzono, jak trzeba, i wymierzono — nieprawomocną jeszcze — ale sprawiedliwą karę. Może prokuratura, mimo wszystko, zebrała uczciwie materiał dowodowy, przedstawiła go, a sąd rzetelnie go ocenił i wydał wyrok, nie oglądając się na to, kto rządzi, kto rządził, a kto być może znowu będzie rządził. Pewnie przed drugą instancją pójdą grubsze naciski albo i rotacje składu orzekającego, ale ten wyrok daje nadzieję, że są jeszcze sędziowie…
No właśnie. Ten anegdotyczny, zapewne nigdy nieistniejący młynarz z Sanssouci, którego miał krzywdzić król pruski, nie wypowiedział swoich słów, licząc na uwarunkowania polityczne. Nie oczekiwał, że sędzia będzie przeciwnikiem Hohenzollernów, rewolucjonistą, osobistym wrogiem monarchy czy stronnikiem wrogiej Austrii. Wypowiedział je, bo wierzył w uczciwość sędziów.
Oczywiście — w polskich warunkach — nie przesadzałbym z tą wiarą. Ale z drugiej strony… może warto próbować brać przykład.
Jest taki suchar o matce, która poleca synkowi, by był grzeczny i brał przykład z ojca.
– Mamo, ale tata od pięciu lat siedzi w więzieniu – mówi dziecko.
Na co matka:
– Ale wkrótce mają go wypuścić warunkowo za dobre sprawowanie!
