Głupi Jasiu ze starą karteczką z KPO

Głupi Jasiu ze starą karteczką z KPO

blank

No to mamy aferę, trochę dętą, ale wizerunkowo mocną. Bo te środki z KPO, co to na jachty+ poszły, to naprawdę jakieś promile całości. Ale na takich właśnie promilach przewracają się rządy. I chociaż ten będzie raczej jeszcze funkcjonował, to te promile będą rezonować jeszcze długo, jak kiedyś ośmiorniczki u Sowy, a nawet i u Przyjaciół.

Bo to jest magia liczb. Jak Tusk mówi, a właściwie to bzdurzy, o stu miliardach sprzeniewierzonych przez PiS, to człowiek logicznie myślący wie, że to liczba znikąd, a wyznawca PO wie, że to i tak niedoszacowane. Jednak ta liczba nie jest przypisana do żadnego nazwiska — no może do Kaczyńskiego czy Morawieckiego — ale trudno im taki majątek wyliczyć. Co innego jacht czy klub swingersów dla żony posła czy męża posłanki. To już wygląda dużo gorzej.

Wina PiS-u – narracja dla żelaźniaków

Jednak spróbujmy to usystematyzować, bo oczywiście wyznawcy prawdy „nieobiektywnej”, czyli żelazny elektorat Koalicji 13 Grudnia, już rozpisują się, jak to zły pisowski rząd opracował zasady rozdziału środków z KPO, a jeszcze gorsi pisowscy urzędnicy z Małopolski czy też Podkarpacia te środki rozdzielili. Otóż prawdą jest, że to rząd PiS opracował zasady rozdzielania środków, których nigdy nie dostał. Nie dostał, bo były blokowane przez UE za poduszczeniem parlamentarzystów europejskich z Uśmiechniętej, już niedługo później, Polski. Blokowali środki, które miała dostać Polska i Polacy, bo PiS mógłby wygrać dzięki nim kolejne wybory. Ale w podtekście było też, że jak my przyjdziemy do władzy, to następnego dnia te środki wpłyną i będą uczciwie i zgodnie z prawem wydane. To piękne i patriotyczne podejście, znane już z kampanii sprzed lat: więcej (jak my wygramy), mniej (jak wygra PiS). Widać w nim troskę o Polskę i prawdziwy patriotyzm, którego, jak wiadomo, ze świecą po pisowskiej stronie szukać. Mówiąc prostym językiem: albo Polska będzie europejsko liberalna i nastawiona na swoich, albo jej wcale nie będzie.

PiS, opracowując zasady wydatkowania środków, działał w pandemii, kiedy były inne priorytety. Nie wiem, czy w wytycznych pojawiły się jachty — zresztą nie widzę niczego zdrożnego w zakładaniu wypożyczalni jachtów na Mazurach czy gdziekolwiek indziej, chociaż wizerunkowo słabo się to broni. Zasadą miała być, jak myślę, dywersyfikacja biznesu. Jest pandemia, musisz zamknąć hotel czy knajpę, to wypożyczaj łódki i niech sobie ludzie pływają, bo wtedy nie mają ze sobą styczności. Może trochę trywializuję, ale do tego się sprawa najprawdopodobniej sprowadza. Pewnie zostali też wtedy wyznaczeni operatorzy do rozdziału środków. I na tym się skończyło, bo środków nie było, i co prawda nie na drugi dzień po zmianie władzy, ale rok później się pojawiły. Panie i panowie z Koalicji mieli masę czasu na wprowadzenie zmian, bo covid zniknął (co zresztą ciekawe — na drugi dzień po rozpoczęciu wojny w Ukrainie, co daje do myślenia, a nikt nie chce tego tematu wyjaśnić). Była powódź i uchodźcy z Ukrainy oraz nachodźcy z całego świata. I można było dokonać wszelkich zmian, zwłaszcza mając premiera, którego w Unii nikt nie ogra. Po drodze była jeszcze prezydencja w UE — co prawda nikt o niej nie słyszał — ale przecież to też superokazja do poruszenia tematu zmian w KPO.

Pierdoły nie dla fachowców

Nie znam wytycznych, jakie zostały stworzone za czasów PiS, w związku z tym nie mogę ich bronić ani ganić. Wiem tylko, że zawsze winny jest ten, który zarządza, a nie ten, który coś przygotowuje, bo od tego jest rząd, premier czy minister, aby wszystko grało jak trzeba. I tworzenie jakichś hybryd słownych, że co prawda to my wdrażamy, ale to pisowcy wymyślili, jest dyskwalifikujące dla rządzących. Bo jeżeli po dziesięciu dniach rządzenia można siłowo wejść do TVP, a potem zamykać ludzi i rozwalać instytucje, a tutaj to „my biedni nie wiedzieliśmy i przepraszamy”, jest po prostu niepoważne. I pokazuje kompletną indolencję tego rządu. Bodnar się nadymał, nakrzywdził ludzi i odszedł w niesławie — nikt z Koalicji i opozycji za nim nie płacze. Żurek skończy prawdopodobnie tak samo, jednak skala bezsensownego zła z nimi zostanie. Leszczyna odeszła ze swoją czarodziejską różdżką, żegnana z ulgą przez środowiska lekarskie. Nowacka — przepraszam, że użyję takiego sformułowania — chyba najgorsza minister (ministra jednak mi nie pasuje) jeszcze psuje polskie szkolnictwo. Wszyscy zapowiadali, realizowali, popsuli, co się dało, ale urzędnicy od KPO byli pisowscy. Bo jeżeli są jakieś błędy, to nawet nasi mogą je robić, być może Pełczyńska nawet wyleci z rządu. Ale jak podejrzenie o malwersacje — no to tylko PiS. A Polska? A zaraz, jaka Polska, ta pisowska? A niech zdycha. Hmm, jakieś déjà vu, niestety: ważne jest tu i teraz. To właśnie wraca, jak zawsze w formie karykaturalnej.

Podsumowując całą aferę, skandalem jest, że rządzący niczego nie zmienili w wytycznych. To jakby Jaś dostał od mamy polecenie przez telefon, że ma zrobić zakupy. Mama zaczyna dyktować, co ma kupić, a Jaś się wyłącza, bo przecież ma karteczkę sprzed czterech lat, jak mama była chora i miał przynieść jej lekarstwa z apteki. A że teraz chce ze spożywczego? To niech se sama kupi, a że nie może wyjść z domu, to nie będzie jadła. Bo trudno mieć pretensje do przedsiębiorców o to, że korzystają z głupich przepisów. Można wziąć kasę na jacht? No jak można, to biorę, bo niby czemu nie. Trudno mieć pretensje do urzędników, że na podstawie przepisów rozdają kasę. Problem jest w tych, którzy te przepisy wdrażają, nie patrząc na to, że czasy się zmieniły, pandemii nie ma i zaistniało mnóstwo zupełnie innych okoliczności. A że przy okazji żona Franka czy mąż Helki dostaną na klub swingersów? A co tam, przecież za PiS-u te sto miliardów…

Ale to jest rząd najlepszych fachowców, którzy są tak dobrzy, że nie mogą zajmować się pierdołami. Miało być KPO? No to macie, niewdzięczny narodzie. Przecież i tak mamy Giertycha, silnych razem i tysiące pożytecznych idiotów, którzy wytłumaczą, że trzeba ***** ***, bo przecież nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało. I powiedzą to bardzo dobitnie.

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank