Jak marszałek Hołownia zdradził „naszego Szymka”

Jak marszałek Hołownia zdradził „naszego Szymka”

blank

Załamywanie rąk nad własnymi znajomymi jest mniej przyjemne niż wyśmiewanie politycznych adwersarzy, ale czasem bardziej pożyteczne. Po tym jak Szymon Hołownia ogłosił w Polsat News, że namawiano go do zamachu stanu z prawej strony, rozległ się rechot. Przecież mógł zgłosić się do prokuratury, na policję.

Ależ oczywiście. Przecież Szymon Hołownia mógł zgłosić się bezpośrednio do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Z pewną dozą prawdopodobieństwa i biorąc pod uwagę praktyki PO z czasów poprzednich rządów, nawet nie musiałby się fatygować. Wystarczyłoby, żeby powiedział to przez telefon w rozmowie z którymś z dziennikarzy. Czy też marszałek miał udać się na komisariat, na przykład na pobliską ulicę Wilczą (mam sentyment, bo dwa razy podczas studiów spędziłem tam dłuższy czas, choć nie były to rzeczy chwalebne) podejść do oficera dyżurnego i uprzejmie poinformować, że właśnie próbowano go przekonać do przeprowadzenia zamachu stanu. Policjant sporządziłby notatkę i odpowiednie osoby zostałyby z miejsca zatrzymane do wyjaśnienia. Potem areszt, krótki sprawiedliwy proces i dożywotnie kary, jak to zakłada artykuł 127 Kodeksu karnego.

Chyba jednak przeceniliście Szanowni Koledzy naiwność marszałka. Za to w przypadku niektórych z was ja jej nie doceniłem.

Hołownia zachował się jak trzeba. Jego motywacje mają dla mnie mniejsze znaczenie. Może troszczy się o własną skórę, może namówili go Amerykanie, może zmądrzał, bo wcześniej niewiele rozumiał z polityki i prawnych uwarunkowań, które w niej i jego obowiązują. Jeszcze niedawno firmował draństwa Tuska i był autorem absurdalnej, odrzuconej przez prezydenta ustawy incydentalnej, w której jakaś rada starców, geruzja wyłoniona z Sądu Najwyższego, miałaby legalizować wynik wyborów. Ale powtórzę, teraz zrobił jak trzeba.

Nie uległ naciskom i namowom. A zapewne mógłby mieć za to sporo. Ludzie, którzy go namawiali, mają w rękach całe państwo z jego kurczącymi się, ale jednak ogromnymi zasobami. Nie dał się zastraszyć. Nie przestraszył się niepopularności, tego że pogodynki z TVN i lemingowy kościółek, który sobie zgromadził, będą w najlepszym razie przechodzić na drugą stronę ulicy widząc go. Stał się niepopularny. A poza tym, nawet jeśli kierował się tylko prywatą, do czego wcale nie jestem przekonany, bo nie wykluczam odważnego gestu obywatelskiego, to zrobił dobrą rzecz dla kraju. Taką jaką rzadko się ludziom zdarza robić.

Odmowa Szymona Hołowni uchroniła Polskę przed trudnymi do przewidzenia konsekwencjami, formą nielegalnego autorytaryzmu, ale być może także zamieszkami i rozlewem krwi. Na prawicy są tacy, którym żal. Przecież to by wszystko wyjaśniło, to by ich skompromitowało do reszty, nikt by już Tuska nie bronił, trochę by bolało, ale skończyłoby się raz na zawsze i gwałtownie.

Za sprawą odmowy marszałka nie będzie gwałtownie, ale będzie. Zresztą słuchając rozmowy Szymona Hołowni z Marcinem Fijołkiem raczej nie miałem wątpliwości, że postarał się o należytą dokumentację. Ta dokumentacja też się przyda w sytuacji gdy dojdzie do procesu ekipy Tuska, a zeznanie marszałka Hołowni będzie kluczowe. Oby po pierwsze do tego doszło. Po drugie oby nigdy… w polityce nie ma nigdy… oby więc przez długie lata nikt nie próbował więcej robić tego co nieudolnie próbował zrobić Donald Tusk i wynarodowiona zdeprawowana oligarchia mieniąca się w Trzeciej Rzeczypospolitej elitą.

Autor tekstu
Wiktor Świetlik

Wiktor Świetlik

Współtwórca Kanału i mediów Dobitnie. Redaktor naczelny Dobitnie.pl. Były szef Centrum Monitoringu Wolności Prasy i radiowej Trójki, a także pełnomocnik zarządu PAP ds. walki z deziformacją. Autor 4 książek.

Wyszukiwarka
Kategorie
Wiktor Świetlik

Wiktor Świetlik

Współtwórca Kanału i mediów Dobitnie. Redaktor naczelny Dobitnie.pl. Były szef Centrum Monitoringu Wolności Prasy i radiowej Trójki, a także pełnomocnik zarządu PAP ds. walki z deziformacją. Autor 4 książek.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank