Właściwie te świeczki chanukowe w Pałacu Prezydenckim czy Sejmie by nie przeszkadzały. W końcu to takie święto, które wymyślono dla dzieci, które nie obchodzą najpiękniejszych świąt świata. Niech maluchy mają choć namiastkę. Niech, gdy ich rówieśnicy z Nowego Jorku czy Paryża będą mówić, że był u nich Mikołaj, one powiedzą, że też mają takie święto. Ale święta zawsze psują dorośli, a nie dzieci, i tak było i tym razem.
Pragmatyczny Kwaśniewski dla kariery zrobiłby wszystko. Mógł być komunistą, mógł być socjaldemokratą, może być liberałem. W gruncie rzeczy, jakby tego wymagała sytuacja, to przeprosiłby nie tylko za Jedwabne, ale i za Auschwitz, a także za działania Hamasu.
Dla Lecha Kaczyńskiego palenie świec chanukowych, pochylanie głowy przed Ścianą Płaczu, okazywanie szczególnego respektu tej jednej nacji było zobowiązaniem wynikającym z wychowania, tradycji rodzinnej i pamięci tragedii, na której gruzach w końcu bracia Kaczyńscy wyrastali. Żydowskich przyjaciół rodziny, tradycji antytotalitarnego humanizmu w rodzaju Simone Weil czy wielkiego współczucia Edyty Stein oraz różnych znajomych rodziny w ich stylu. Jakichś wielkich zapomnianych cadyków i prostych Żydów, którzy żyli we wspomnieniach wielu rodzin, w tym mojej – po matce łódzkiej.
„Wujka Bronka” zostawmy w ogóle z boku, bo wiemy, jak wyglądała jego polityka zagraniczna.
Andrzej Duda w takich sprawach zawsze konsekwentnie kontynuował linię Lecha Kaczyńskiego, a do tego miał przyczyny rodzinne i środowiskowe, by podzielać jego wrażliwość.
Tyle że inni ludzie nie podzielali wcale tej wrażliwości. Dla koniunkturalistów w rodzaju Sikorskiego czy Tuska wszelkiego rodzaju żydowska symbolika miała dwa cele: możliwie podlizać się wpływowym środowiskom zagranicznym i uzyskać wsparcie dla walki z prawicą, jako z definicji „antysemicką”.
Najbardziej koniunkturalnie jednak te gesty, nie tylko w Pałacu Prezydenckim, ale w Sejmie, muzeach i instytucjach, potraktowały wpływowe środowiska żydowskie, rząd Izraela czy międzynarodowe organizacje i media. A także najbardziej wpływowa część polskiego obszaru medialnego, zawsze im się podlizująca, także z przyczyn koniunkturalnych, politycznych lub realizowania zleceń niemieckiego właściciela. Zaczęły coś, co było ładnym gestem, traktować jako już nawet nie obowiązek, a należny gest ekspiacji ze strony winnych czy wręcz akt poddaństwa. Zaczynało to być coraz bardziej bezczelne, nachalne, wpisane w szczucie na Polskę i Polaków, wykorzystywanie opłacanych polskich influencerów i pseudonaukowców do udziału w tym. Poprzez sieć wpływów włączanie państwa polskiego w zwalczanie samego siebie.
To dlatego skandaliczna akcja Brauna zyskała taki aplauz. Bo ludzie mieli tego dosyć i to widzieli. Okazywanie szacunku zamieniło się w lizusostwo, które z prawdziwym szacunkiem nie ma nic wspólnego. Tak wyglądała polska polityka w sprawach żydowskich przez ostatnich 30 lat. A im bardziej się podlizywaliśmy, tym bardziej dostawaliśmy po pysku.
Dlatego świece chanukowe w tym roku nie powinny zapłonąć w Pałacu Prezydenckim, a wszelkie gesty w tym kierunku zostać poważnie ograniczone. Nad głębokim odruchem moralnym Lecha Kaczyńskiego musi zapanować instynkt polityczny. A on mówi, że w tej relacji nawet nadmierna uprzejmość jest traktowana jako podległość.
