Od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę zachodnia opinia publiczna żyje oczekiwaniem przełomu. Czekamy na pęknięcia na Kremlu, oznaki zmęczenia wojną, wreszcie – na bunt. Wydaje się nam, że drastyczny spadek poziomu życia, izolacja międzynarodowa i setki tysięcy poległych muszą w końcu wyprowadzić Rosjan na ulice. Michał Gołkowski w książce „Russkij Mir” pokazuje, że to myślenie opiera się na fałszywych założeniach.
Dlaczego wciąż pytamy: „Gdzie są rosyjskie matki?” i „Dlaczego oni nie protestują?”. Patrzymy na Rosjan jak w lustro – dopisujemy im własny zestaw wartości, poczucie sprawczości i granicę, po której przekroczeniu człowiek mówi władzy „dość”.
To nie inna Europa
Gołkowski wskazuje, że to pytania źle postawione, bo wynikają z projekcji. Reportaż Gołkowskiego nie jest lekturą komfortową. Autor uderza przede wszystkim w zachodnie wyobrażenia o Rosji jako „trochę innej Europie”, rządzonej przez grupę złych ludzi terroryzujących dobre społeczeństwo. Wykorzystując doświadczenie lingwisty i godziny rozmów z rosyjskimi jeńcami, pokazuje coś innego: system, w którym władza i społeczeństwo współistnieją w toksycznej, ale jednak akceptowanej przez obie strony relacji.
„Russkij Mir” zmusza do porzucenia tej optyki. W opisie Gołkowskiego relacja państwo–obywatel nie opiera się tam na kontrakcie społecznym, lecz na podległości, często o quasi-religijnym charakterze. Cierpienie nie jest powodem do buntu, tylko stanem oswojonym. To, co dla nas jest dowodem patologii systemu – korupcja, pogarda dla życia żołnierza, brak podstawowej infrastruktury – bywa akceptowalne, o ile „imperium” pozostaje silne. Zachodnia dyplomacja próbuje rozmawiać z Rosją językiem interesów i praw człowieka, podczas gdy druga strona posługuje się przede wszystkim językiem siły.

Fot. Michał Gołkowski z rosyjskimi jeńcami
Plemiona zamiast obywateli
Jedna z najmocniejszych tez książki dotyczy struktury społecznej Rosji. Gołkowski opisuje ją jako zasadniczo plemienną. Pojęcie społeczeństwa obywatelskiego – sieci poziomych więzi, zaufania i samoorganizacji – praktycznie tam nie funkcjonuje. Zamiast tego mamy pionową hierarchię, w której bezpieczeństwo zapewnia przynależność do silniejszej grupy i lojalność wobec jej przywódcy.
Rozmowy autora z jeńcami wojennymi dobrze to ilustrują. W relacjach pojawia się obraz ludzi, którzy nie ufają gestom humanitarnym. Dla kogoś wychowanego w kulcie siły okazana przez wroga litość nie jest dowodem wyższości moralnej, lecz słabości. Kiedy jeniec dostaje jedzenie i opiekę medyczną, zamiast wdzięczności często rodzi się w nim pogarda dla „miękkiego” przeciwnika. Gołkowski wskazuje, że w takim kodzie kulturowym bardzo trudno budować demokratyczne instytucje – wolność kojarzy się z chaosem, a twarde rządy z porządkiem.
Transakcja wiązana: życie za stabilizację
Jednym z najbardziej poruszających fragmentów „Russkiego Miru” jest opis tego, jak w rosyjskiej rzeczywistości wyceniane jest ludzkie życie. Zachód śledzi kolejne fale mobilizacji z poczuciem grozy. Tymczasem Gołkowski pokazuje, że dla wielu mieszkańców prowincji wojna bywa postrzegana jako szansa na poprawę sytuacji materialnej.
Śmierć żołnierza staje się elementem brutalnej wymiany: państwo oferuje rodzinie świadczenia, spłatę kredytu, czasem samochód czy podstawowe rzeczy na zimę. Brak masowych protestów matek to nie tylko efekt strachu przed represjami, ale także efekt przyjęcia tej logiki. Śmierć za państwo nadaje sens egzystencji, która w przeciwnym razie upłynęłaby w biedzie i beznadziei. W tym świecie jednostka jest zasobem – i, co szczególnie trudne do przyjęcia dla zachodniego odbiorcy, często sama akceptuje tę rolę.
Leczenie ze złudzeń
Książka Gołkowskiego nie obiecuje szybkiego przełomu. Autor nie wieszczy bliskiego upadku reżimu pod naporem gniewu ulicy, bo ten gniew jest umiejętnie kierowany na zewnątrz – przeciw Ukrainie, Zachodowi. Ostrzega przed złudzeniem, że wymiana nazwiska na szczycie władzy zasadniczo zmieni charakter państwa. Problemem jest nie tylko osoba przywódcy, ale głęboko utrwalony sposób myślenia milionów ludzi.
Dla polskiego czytelnika „Russkij Mir” jest ważny właśnie dlatego, że studzi oczekiwania i porządkuje wyobrażenia o wschodnim sąsiedzie. Gołkowski przypomina, że za naszą granicą nie stoi jedynie autorytarna władza, ale świat oparty na zupełnie innych założeniach niż te, do których przywykliśmy. Nie będzie rosyjskiego Majdanu ani „rewolucji godności” na wzór kijowski. I dopóki Zachód będzie projektował na Rosję własne wyobrażenia, dopóty będzie się mylił w ocenie zagrożenia, które ta książka próbuje nazwać i opisać.

Zachęcam do zapoznania się z książką osobiście: https://www.swiatksiazki.pl/russkij-mir-7524503-ksiazka.html
A także debatą na jej temat z udziałem Michała Gołkowskiego, Wiktora Świetlika, Piotra Gursztyna i Piotra Mitkiewicza: https://youtu.be/swTXgbotvPo?si=cEapzHk7Ql_15DC6
fot. Wiktor Swietlik, Michał Gołkowski