Joanna Szczepkowska – tragedia w trzech aktach   

Joanna Szczepkowska – tragedia w trzech aktach   

blank

„4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. Te słowa wypowiedziała znana aktorka 28 października 1989 roku w głównym wydaniu Dziennika Telewizyjnego. Większość publiki była zachwycona, chociaż prezydentem w tym czasie jest Jaruzelski, państwo nazywa się nadal PRL, wybory były w części wolne (jak jajeczko częściowo nieświeże), w rządzie głównymi resortami, tzw. siłowymi, kierują komuniści.

Ale, żeby oddać atmosferę tamtego czasu to  jednak zmiany są niewyobrażalne: „Solidarność” jest znów legalna, niedawni więźniowie polityczni są szanowanymi posłami, doradcy Solidarności są ministrami, a Mazowiecki jest premierem. Nie ma jeszcze powszechnej wiedzy o paleniu akt bezpieki. Ogólnie jest się z czego cieszyć, a dla Pani Joanny Szczepkowskiej to może być pewien skrót myślowy: skończył się może nie do końca, ale proces jest nieunikniony. Nie siedzę w głowie Pani aktorki, więc nie wiem, jak to wyglądało – myślę, że to była wypowiedź szczera i oddawała ówczesne spojrzenie większości polskiej inteligencji. Ja, prawdę powiedziawszy, po trochu też tak to odbierałem, chociaż w październiku 89 już taki entuzjastyczny nie byłem. Jednak fakt, że w Dzienniku Telewizyjnym, w TVP, która jeszcze niedawno była symbolem komuny, coś takiego poszło, odbił się szerokim echem w całej Polsce. To był pierwszy akt sztuki, w której Joanna Szczepkowska grała główną rolę, a sceną było jej życie. Rolę można ocenić jako dość naiwną, ale jednak niezłą. Pani Szczepkowska ma wtedy 36 lat, ale ponieważ wszyscy mieliśmy prawo do pewnej egzaltacji, to i mimo wieku, już nie młodzieżowego takie wykonanie roli można przyjąć.

Mija lat dwadzieścia kilka, w Polsce ukształtował się Salon, który ogłasza co wolno, a czego nie. Pani Joanna jest jego częścią, ma stałą rubrykę – pisze felietony w Wysokich Obcasach, dodatku do Gazety Wyborczej, najwyższej wyroczni polskiej, lewicowej inteligencji. Jest też, krótko, szefową Związku Artystów Scen Polskich, wcześniej zostaje odznaczona przez Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim, ba, mało tego, przyjmuje go, co (piszę to bez złośliwości) jest pewnym aktem politycznej odwagi w tym środowisku. Można powiedzieć, że w środowisku, które jest szczególnie wyczulone na jakąkolwiek współpracę z prawą stroną, jest człowiekiem środka. W 2010 zostaje członkiem komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich. Jednakże w 2013 roku na łamach internetowego e-teatru Szczepkowska pisze artykuł, który staje się powodem do środowiskowego ostracyzmu, pt: „Homo dzieciństwo”. Artykuł jest w gruncie rzeczy bardzo przyjazny gejom, ale nie ma w nim uwielbienia, a na dodatek pojawiają się słowa o gejowskim lobby w teatrze. A ponieważ opisując jakiś tekst, można go wypaczyć, to dokładny cytat : „Nie tylko w Watykanie jest homoseksualny lobbing. I nie tylko kler należy za to ścigać. Gazeta, do której pisuję felietony, bardzo chętnie i pilnie zamieszcza fakty świadczące o lobbingach homoseksualnych wśród kleru. Spróbuj jednak napisać tekst o takim lobbingu w teatrze. Ja spróbowałam. Tekst został zatrzymany i określony jako donos. Ja zostałam nazwana szmatą. Otóż, jeśli mamy szczerze rozmawiać o prawach gejów do normalnego życia, to zachowujmy się jak w normalnym kraju i dajmy prawo do oceniania gejów też. Dyktat środowisk homoseksualnych musi się spotykać z odporem, tak jak pary gejowskie muszą się doczekać praw małżeńskich.

I nie trzeba sprawdzać nikogo pod względem preferencji seksualnych, żeby ten dyktat widzieć. Na zebraniu w Teatrze Dramatycznym wybitny homoseksualny reżyser powiedział do mnie – „Będziesz coraz bardziej martwa i coraz bardziej niepotrzebna”. Wierzę mocno, że to się uda, bo ja dzieciństwo spędziłam wśród innych, mniej sprawczych gejów. Nie uda się jednak odebrać ostrości widzenia, ani gejom praw do traktowania ich równorzędnie”.

Prawa małżeńskie dla gejów, o których pisze autorka, to zdecydowanie za mało, to nie wystarcza. Sam fakt wyciągnięcia na światło dzienne kwestii lobby gejowskiego jest obrazą, która powoduje frontalny atak od Jacka Żakowskiego po TVN. Notabene Szczepkowska wytacza tej stacji proces i po latach go wygrywa. Chyba czuje się pokrzywdzona przez środowisko, bo przestaje pisać do Wysokich Obcasów i zaczyna do Plusa Minusa w Rzeczpospolitej. Również w kolejnych wyborach nie ma jej w Komitecie poparcia Komorowskiego. Jednakże chyba ją boli ostracyzm środowiskowy, bo odchodzi z Rzepy, nie zgadzając się z linią redakcji. Akt drugi się kończy, rola jest dość tragiczna, trochę jak z Biesów, gdzie inteligencki, romantyczny bohater chciałby zrobić rewolucję, ale jakoś nie umie się na to zdecydować.

I wreszcie akt trzeci – starsza Pani po 70-tce ogłasza wszem i wobec, co myśli o Prezydencie Nawrockim. I znów trzeba zacytować, bo słowo i jego wydźwięk jest tu bardzo ważne. Poziom frustracji Szczepkowskiej ilustruje bezsiłę całego środowiska, które czuje się wyizolowane z przaśnej polskości i z jednej strony nią gardzi, a z drugiej, jak u Głowackiego w „My sweet Raskolnikow”, jest nią niezdrowo zafascynowane, tylko przyznać się do tego absolutnie nie może. Oddaję głos Pani aktorce, chociaż robię to z przykrością, bo jeżeli te słowa zostaną jej testamentem, to dwa poprzednie akty odejdą w niepamięć: „(…) Chamem pan jesteś, panie Nawrocki. Nie żadnym tam człowiekiem z dołów, który poszedł do góry, tylko chamem. Mnie nie obowiązują dyplomatyczne zachowania. Jestem zwykłą obywatelka tego kraju. Cham na stanowisku prezydenta jest nieszczęściem, ale też ujmą dla państwa. Nic nie masz wspólnego z kulturą i tradycją naszej ojczyzny. Jestem pełna podziwu dla premiera. Wybitna lekcja klasy i cierpliwości. Kordian i cham.” Cóż powiedzieć, bohaterka dzisiejszego felietonu uznała, że po kilku latach walki czas na spokojną starość, teraz posypią się pochwały środowiskowe i nie tak dawne, jednak jakże haniebne wypowiedzi o gejach, pójdą w niepamięć. I nie tylko cham Nawrocki, ale jeszcze Kordian – Tusk, dwa grzyby w barszcz, poziom nazwanego przez Jaruzelskiego „księciem” dziennikarstwa, Tomasza Lisa. Bo przecież Salon to dzisiejsza szlachta, a to chłopstwo, w dawnej Polsce chamstwem nazywane, to jest fajne tylko jak w sukmanach chodzi. Co prawda pani uczycielka może się z takim chłopem onacyć jak w Konopielce, jednak do domu go nie wpuści. Chłopi – chamy to na salonach tylko za zgodą szlachty, a jak chłop niepokorny to wybatożyć. Choćby słownie jak nie da się w realu. Joanna Szczepkowska zagrała swoją najgorszą dotychczas rolę, klaszcze jej co prawda pół Polski, jednak w teatrze to tak nie chodzi. Najgorsze, kiedy aktor nie wie, kiedy ze sceny zejść – klasyka. Smutno i dobitnie. 

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank