W Europie fałszują badania nad klimatem, po to, aby eurokraci mieli naukowe uzasadnienie dla kolejnych regulacji ograniczających emisję CO2, tymczasem prezydent Trump powiedział „sprawdzam”.
Gdy w Europie wybuchła afera, przemilczana przez polski rząd i wspierające go media, dotycząca Poczdamskiego Instytutu Badań nad Klimatem, który, wspierany finansowo przez organizacje wspierające deindustrializację, manipulował danymi statystycznymi, aby uzasadnić tezy o przyczynach ocieplenia klimatu, sekretarz ds. energii USA Chris Wright powołał niezależną komisję ekspertów, która miała krytycznie ocenić aktualną wiedzę o klimacie. Raport „Krytyczny przegląd wpływu emisji gazów cieplarnianych na klimat USA”, który opublikowano 23 lipca, przemilczany w UE, będzie miał daleko idące konsekwencje dla polityki klimatycznej na całym świecie. Chociaż materiał ten ma charakter naukowy, przez co dla większości czytelników nudny, postaram się w formie uproszczonej go opisać.
Bez przemysłu temperatura i tak by rosła
Grupa ekspertów poddała krytycznej ocenie dotychczasowe badania nad klimatem oraz skutki działań mających powstrzymać globalne ocieplenie. Raport podkreśla, iż ryzyko i korzyści wynikające ze zmiany klimatu, zarówno pod wpływem czynników naturalnych, jak i wynikających z wpływu człowieka, należy rozważyć w kontekście kosztów, skuteczności i skutków ubocznych wszelkich „działań na rzecz klimatu”, biorąc pod uwagę zapotrzebowanie społeczeństwa na niezawodną i niedrogą energię.
Oczywiście naukowcy potwierdzają ocieplenie w ciągu ostatnich 150 lat. Przemawia za tym wzrost średniej temperatury na Ziemi czy podniesienie się globalnego poziomu oceanów od 1900 roku o około 20 cm. Jednak kwestionują istotny wpływ na to zjawisko spowodowany przez CO2. Co najważniejsze, naukowcy podważają uznawanie dwutlenku węgla (CO2) jako zanieczyszczenia powietrza. Nie wpływa on bowiem na lokalną jakość powietrza i nie ma wpływu na toksykologię w otoczeniu człowieka. Jest naturalnie występującym składnikiem atmosfery i kluczowym elementem oddychania człowieka i roślin. CO2 jest niezbędny do fotosyntezy roślin, a wyższe stężenia korzystnie wpływają na roślinność. Pod tym względem CO2 przypomina parę wodną. Globalne zazielenianie, będące częściowo skutkiem zwiększonego poziomu CO2 w atmosferze, jest zjawiskiem powszechnie występującym na wszystkich kontynentach.
Według raportu, Ziemia poddana była cyklom zmiany temperatury w okresach przed pojawieniem się przemysłu. Wpływ miały na to aktywność słoneczna, zanieczyszczenia naturalne (w tym wulkany). Obecnie do tego doszły urbanizacja, czyli powstawanie „wysp ciepła”, oraz emisje, na które wpływ ma człowiek, np. z przemysłu. Jednak z wyników badań wynika, wbrew alarmistycznym prognozom klimatycznym, że podwojenie obecności CO2 w atmosferze skutkuje wzrostem średniej temperatury o 1 st. C, co nie grozi nam w tym stuleciu.
Od 1900 roku temperatura wzrosła o 1,3 st. C, a w tym czasie liczba ludności wzrosła pięciokrotnie, średnia długość życia na świecie wzrosła z trzydziestu dwóch do siedemdziesięciu dwóch lat, aktywność gospodarcza na mieszkańca wzrosła siedmiokrotnie, a wskaźnik śmiertelności z powodu ekstremalnych zjawisk pogodowych spadł pięćdziesięciokrotnie.
Lista manipulacji
Raport zwrócił uwagę na następujące kwestie, które miały wpływ na politykę klimatyczną administracji amerykańskiej w czasach rządów demokratów:
- brak potwierdzenia w faktach uogólnionych twierdzeń, że ekstremalne zjawiska pogodowe wszelkiego rodzaju nasilają się z powodu gazów cieplarnianych i „zmiany klimatu”,
- brak zwiększenia liczby ekstremalnych zjawisk pogodowych, a ich skutki dla życia społeczno-gospodarczego maleją,
- „podkręcanie” prognoz klimatycznych, zarówno rządowych, jak i naukowych, w celu osiągnięcia alarmistycznego efektu, w stosunku do stanu faktycznego.
Raport podkreśla, że dominująca ideologia klimatyczna koncentruje się na kosztach społecznych emisji CO2 z paliw kopalnych, nie biorąc pod uwagę prywatnych korzyści krańcowych dla konsumentów i społeczeństwa wynikających z ich dostępności. Klimatyści narzucili społeczną i medialną narrację, iż ekstremalne zjawiska pogodowe wszelkiego rodzaju nasilają się z powodu gazów cieplarnianych i „zmiany klimatu”, tymczasem nie da się tego udowodnić naukowo.
Test kosztów i korzyści
Tymczasem ekonomiści podkreślają od dawna, że zdecydowana większość podejmowanych działań regulacyjnych związanych z ograniczeniem emisji CO2 do atmosfery (takich jak nakazy dotyczące pojazdów elektrycznych, nakazy dotyczące energii odnawialnej, przepisy dotyczące efektywności energetycznej i zakazy dotyczące niektórych rodzajów urządzeń gospodarstwa domowego) nie przechodzi testu kosztów i korzyści. Oznacza to, że ich wdrażanie jest wielokrotnie droższe niż ewentualne skutki ocieplenia mające wpływ na nasze życie.
Główny nurt ekonomii klimatycznej już wiele lat temu uznał, że ocieplenie wywołane przez CO2 może mieć pewne negatywne skutki gospodarcze, ale są one zbyt małe, aby uzasadniać agresywną politykę redukcji emisji, a próba „zatrzymania” lub ograniczenia globalnego ocieplenia niepotrzebnie zaszkodzi gospodarce. Natychmiastowa dekarbonizacja jest zbyt kosztowna. Stwierdzili również, że globalne (w przeciwieństwie do lokalnych) zmiany temperatury częściej korzystnie wpływają na wzrost gospodarczy w krajach biednych niż bogatych. Chociaż ekstremalne zjawiska pogodowe są kosztowne, we wszystkich gospodarkach ich znaczenie stale maleje, dzięki wzrostowi zamożności.
Podsumowując, raport dla rządu Donalda Trumpa podważył uzasadnienie naukowe dla podejmowanych przez poprzedników w USA, ale i innych zwolenników teorii o „płonącej planecie”, działań duszących rozwój gospodarczy. Obnażył świadome manipulowanie danymi, aby uzasadniać restrykcyjne regulacje klimatyczne, oraz wykazał, iż globalny klimat jest bardzo odporny na zmiany związane z działalnością człowieka.
Teoria i pseudoteoria
Kluczowe dla dokumentu jest stwierdzenie, iż koszty ekonomiczne dla społeczeństw i gospodarek świata wynikające z wprowadzania kolejnych restrykcji klimatycznych są niewspółmierne do strat gospodarczych, spadku konkurencyjności i zamożności obywateli.Zmiany w populacji, wieku, dochodach, technologii, cenach względnych, stylu życia, regulacjach, zarządzaniu i wielu innych aspektach rozwoju społeczno-gospodarczego będą miały zdecydowanie większy wpływ na życie ludzkości niż zmiany klimatu.
Donald Trump wywrócił pseudonaukową teorię, którą wylansowała lewica klimatyczna wespół z lobbystami wiatraków i paneli słonecznych. Przywrócił zdrowy rozsądek w myśleniu gospodarczym. Czy Europę stać na taki zwrot i przyznanie się do zmarnotrawienia gigantycznych środków i osłabiania gospodarki? To się rychło okaże.
