Koniec złudzeń! Jak prawica może wygrać wybory

Koniec złudzeń! Jak prawica może wygrać wybory

blank

Tekst po korekcie

Co zrobić, by wygrać kolejne wybory? Dla wielu osób z prawej strony pytanie wydaje się irracjonalne. Przecież mamy najgorszy rząd i fatalnego premiera, więc to musi wreszcie dotrzeć do ludzi i wtedy zagłosują na prawicę, bo przecież PiS świetnie rządził i w ogóle będzie cudownie. Otóż nie — bo ludzie głosujący na KO dokładnie odwrotnie widzą sytuację. PiS to złodzieje, nieudacznicy, na dodatek prorosyjscy i ogólnie winni wszelkich plag egipskich, czy też polskich. I ich elektorat, bez względu na wykształcenie, w to wierzy. A co robi PiS? Ano właściwie nic. A przecież można by… zrobić nowe otwarcie.

W polskiej polityce nie ma zwyczaju, żeby przyznawać się do błędów. A jest tu duże pole do popisu, bo aby odróżnić się od Koalicji, można byłoby pokazać, że patrzy się realnie na rzeczywistość. Jesteśmy normalnymi ludźmi, popełniliśmy błędy: reforma wymiaru sprawiedliwości nie wyszła, dobór kadrowy bywał różny, sprawa komendanta policji, który odpalił granatnik, to był skandal. Mimo tych wpadek zrobiliśmy mnóstwo kapitalnych rzeczy. Ale też od momentu, kiedy doszłoby do takiego uderzenia się w piersi, PiS musiałby bardzo konkretnie odpowiadać na każdy zarzut. Nie może być tak, że Tusk napisze jakąś bzdurę, tysiące kochających go wyborców publikuje taki tweet na swoich tablicach, a elektorat prawej strony nie ma wiedzy, jak na to odpowiedzieć. Czy zatrudnienie kilku osób, które wyłapywałyby takie tweety i na szybko, rzeczowo dawały odpowiedzi, to jest wielki problem dla nowoczesnej partii?

Można zadać pytanie, po co takie działania, skoro ich elektoratu i tak nie przekonamy. To prawda, ale nie do końca. Jest jeszcze elektorat Lewicy (ten socjalny), Polski 2050 i PSL oraz prawicowy elektorat wątpiący, który może zostać w domu. No ale trzeba walić w PO i to da efekt. Otóż nie — kampania negatywna była przyczyną (zwycięskiej) porażki w wyborach parlamentarnych. Po ośmiu latach od upadku rządów PO i PSL wyborcy niespecjalnie pamiętali, co złego się wtedy działo. Teraz widzą, ale sytuacja jest zupełnie inna. Widać to w fatalnych sondażach poparcia dla rządu, które są dużo gorsze niż suma sondaży poparcia dla partii, które ten rząd tworzą.

Polityka to arytmetyka, a nie marzenia o jedynowładztwie

Trzeba wiedzieć, co się chce osiągnąć i jak można to zrobić. Otóż o ile PiS nie chce rządzić z Braunem, to szczytem marzeń są rządy z Konfederacją. Wszelkie bajania o „jedynowładztwie” w zderzeniu z wynikami obecnych badań wyglądają na zupełny brak realnej oceny sytuacji. A jeżeli nie Braun, to trzeba myśleć, co zrobić, jeżeli i tak braknie. Jedyny elektorat, który byłby w stanie zaakceptować współrządzenie z PiS i Konfederacją, to PSL. Atakowanie tych dwu partii jest po prostu idiotyzmem. Podstawą dla PiS powinna być gra na to, żeby Tusk nie zrobił wspólnej listy z PSL, Polską 2050 i Lewicą.

Pomijając mały szkopuł: Konfederacja nie jest bytem jednolitym i PiS niekoniecznie znajdzie tam samych entuzjastów wspólnej koalicji. Mało tego, nie można wykluczyć, że grupie od Mentzena może okazać się bliżej do KO.

Wejście posłów PSL do prezydenckiej rady parlamentarnej pokazuje, że jest to partia do wyłuskania. Wiem, że wydaje się to mało prawdopodobne, ale w polityce nie ma rzeczy niemożliwych. W ostatnich wyborach PSL miał przepaść, w poprzednich też, a jednak zawsze jest i zawsze też będzie. Bo sondaże sondażami, a kiedy przychodzi co do czego, to tata jest wójtem, wujek sołtysem, a pół rodziny pracuje u jednego i drugiego. Wyborcy PSL zdecydowanie ideowo są bliżsi PiS niż Lewicy, pomijając to, że raczej są mało ideowi — ale to już inny temat.

Jeżeli PiS myśli realnie o władzy, musi brać pod uwagę ewentualność PSL-owskiego koalicjanta. Nie dlatego, że to są fajne chłopaki, tylko ze względów pragmatycznych. Pisałem już na FB, że oglądając Zgorzelskiego, mam wrażenie, iż z tym facetem można się dogadać. Właściwie poza chęcią uczestnictwa we władzy praktycznie nic PSL-u z Koalicją nie łączy. Oczywiście głosowali razem nad odbieraniem immunitetów itp., ale to jest polityka, a nie konkurs piękności. Jak się ma siłę, to się dyktuje warunki, jak nie — to trzeba brać, co jest.

A jeżeli udałoby się przekonać koniczynki, że Jarosław ich nie skonsumuje, to może…? I tu po raz kolejny pojawia się prezydent, który powinien być patronem i gwarantem wszelkich przed- i powyborczych działań. Jeżeli rozmowy miałby prowadzić Kaczyński czy ktokolwiek z głównych polityków PiS, to są oni nieakceptowalni ani dla Konfy, ani dla „chłopów”. Strach pomyśleć, gdzie byłaby teraz prawica, gdyby nie było prezydenta. Ale na szczęście jest.

Nie będę pisał o oczywistościach, o których powszechnie wiadomo: że trzeba byłoby zmienić w PiS większość funkcyjnych, którzy nic nie robią, trzeba odmłodzić, trzeba rozliczyć itd., i taki lifting dałby od razu efekt. To się nie wydarzy i z tym trzeba się pogodzić.

Po co partia chce objąć władzę? Działacze chcą stanowisk, rozliczeń i żeby było tak, jak to niedawno było. Elektorat chce, by żyło się lepiej — i to nawet niekoniecznie wszystkim, ale wyborcom zwycięzców zdecydowanie tak. Czy jest jeszcze miejsce na ideę, kiedy już się rządziło i wszyscy wiedzą, jak było? Otóż ja uważam, że idea jest podstawą i tylko ideą można przekonać te kilka procent wyborców drugiej strony, którzy nie są wyznawcami, tylko świadomymi obywatelami.

Wyznawcy prawej strony są i jeżeli nie przeszli dotychczas do Brauna czy w mniejszej części do Konfy, to raczej już zostaną. O nich może zadbać Republika, wPolsce i kilka gazet. Partia, dbając o swoich, powinna nastawić się na pozyskanie nowych — a oni są chociażby w resztówkach wyborców Polski 2050, którzy w dużej części nie są zainteresowani udziałem w wyborach.

Pamiętajmy o frekwencji, która wynosiła ok. 75%. Duża część ludzi poszła właśnie ze względów ideowych — chociaż idea była słaba, ale chwytliwa: ***** ***. Teraz to nie wystarczy. Koalicja nie wywoła entuzjazmu odgrzewanym kotletem, z kolei wyborcom PiS nie wystarczy zamiast trzech ostatnich gwiazdek wstawić dwie, czyli KO. Uważam, że zamiast liczyć na niską frekwencję, należałoby zawalczyć o entuzjazm po prawej stronie pod hasłem budowy IV Rzeczypospolitej, ze zmianą Konstytucji: zwiększonymi uprawnieniami prezydenta, wpisaniem złotego i zakazu wprowadzenia euro oraz jasno określoną, absolutną nadrzędnością prawa polskiego nad unijnym.

Innymi słowy — zmiany rewolucyjne, które są w stanie wyciągnąć ludzi do urn. I takie hasło może rzucić tylko Prezydent. I może to zrobić bardzo dobitnie.

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank