Kryminaliści na ulicach i zrażanie inwestorów? Za krucjatę Tuska i Żurka zapłacą obywatele i państwo

Kryminaliści na ulicach i zrażanie inwestorów? Za krucjatę Tuska i Żurka zapłacą obywatele i państwo

blank

Krucjata ministra Żurka i Donalda Tuska to kolejny etap budowy społeczeństwa dwóch prędkości. Silnych, poustawianych i słabych, wykluczonych. Ci ostatni tracą nawet możliwości dochodzenia swoich praw w sądzie, bo system jest rozmontowywany,

W sporze o “przywracanie praworządności” pierwszy rachunek zapłacą nie politycy, lecz obywatele. Trzy sędzie – z Poznania, Łodzi i Rzeszowa – mówią o tym bez podniesionego głosu, ale z wyczuwalnym niepokojem: kurs obrany przez ministra sprawiedliwości i premiera, skądinąd legitymizowany hasłami naprawy państwa, realnie prowadzi do destrukcji systemu. Destrukcji, która przygniecie zwykłych ludzi, spowolni gospodarkę i zniechęci inwestorów. To nie jest abstrakcyjny spór o doktryny. To jest lista skutków, które już zaczynają się materializować.

Błędne koło uchyleń: kiedy sprawiedliwość wraca na start

W centrum problemu jest mechanizm kwestionowania składów sędziowskich i wtórne uchylanie orzeczeń z powodu rzekomej wadliwości statusu sędziego. Nie chodzi o merytoryczną pomyłkę, tylko o to, kto orzekał. To wywraca cały sens sądowego wymiaru sprawiedliwości. Każde takie uchylenie oznacza powrót sprawy do punktu wyjścia – z ponownym przesłuchaniem ofiar, świadków, z nowymi terminami, z latami czekania. Sędziowie już dziś notują wieloletnie oczekiwanie na rozpoznanie apelacji. Teraz do bieżącego wpływu dokładane są “powroty” – lawina, która musi skończyć się paraliżem.

Paradoks? Ten sam sędzia, którego status kwestionuje się przy wyroku, bywa “uznawany” przy stosowaniu i przedłużaniu aresztu tymczasowego. W praktyce ktoś miesiącami pozostaje w izolacji – formalnie nie jako skazany, lecz jako podejrzany – po czym wyrok jest uchylany z powodu “statusu” sędziego, a sprawa rusza od nowa. Na etapie wykonywania kar przepisy przewidują 21 dni na rozpoznanie skargi czy wniosku. W warunkach testów bezstronności i wtórnych uchyleń ten termin staje się fikcją. Tak rodzi się bezsilność obywatela wobec systemu, który miał go chronić.

Ofiary, rodziny, świadkowie – realne koszty ludzkie

Za każdym procesem karnym stoją konkretni ludzie: rodziny ofiar, pokrzywdzeni, świadkowie. Gdy po latach słyszą, że wszystko zaczyna się od nowa – nie z powodu błędu w ustaleniach, tylko z powodu zakwestionowania “kto orzekał” – system zadaje im drugi cios. I choć sędziowie nie ulegają retoryce strachu, mówią wprost: ryzyko wypuszczenia niebezpiecznego przestępcy rośnie wraz z chaosem proceduralnym i przewlekłością. Jeśli do tego dołożymy brak nowych nominacji i łatanie kadr delegacjami (osłabiającymi sądy niższych instancji), spirala opóźnień będzie tylko przyspieszać.

Cywilne codzienności: spadki, rozwody, praca. Cena rośnie

Mit, że to “problem karny”, obalają statystyki i praktyka. Sprawy spadkowe, rozwodowe, pracownicze – wszystko to zostaje wciągnięte w zator. Polska już płaci wielomilionowe odszkodowania za przewlekłość postępowań. Teraz zapłaci więcej. Gdy wyrok w cywilnym sporze wraca do ponownego rozpoznania, oznacza to kolejne miesiące, często lata. Koszty? Opłaty sądowe, wynagrodzenia pełnomocników, czas i niepewność. Mniej zamożni zaczną rezygnować z dochodzenia praw, a bardziej zasobni – wykorzystywać nowe ścieżki podważania orzeczeń. W praktyce rodzi się społeczeństwo dwóch prędkości: ci, których stać na długą grę, i ci, których nie stać na czekanie.

Sędziowie zwracają uwagę na jeszcze jedno: narracja “to dla dobra obywatela” pęka przy elementarnej logice. Test bezstronności powinien – jeśli już – być na początku postępowania i na wniosek strony. Tymczasem bywa inicjowany późno, wręcz z urzędu, nawet gdy strony statusu sędziego nie kwestionowały. To nie jest ochrona praw, to dowolność, która niszczy zaufanie do procedury.

Inwestor patrzy na pewność prawa. Dziś jej nie widzi

Gospodarka nie żyje orzeczeniową publicystyką – żyje przewidywalnością. W sprawach gospodarczych i upadłościowych sądy decydują o przepływach majątku, przeniesieniach własności, milionowych rozliczeniach. Jeśli wyrok można podważyć nie z powodu treści, lecz z powodu “kto podpisał”, ryzyko prawne staje się nieakceptowalne. Inwestorzy tę niepewność kalkulują w pierwszym wierszu arkusza. Konkluzja jest brutalna: kapitał ucieka od chaosu. A wraz z nim miejsca pracy i podatki. Efekt domina z sali rozpraw trafia w domowe rachunki.

Środowisko sędziowskie: większość chce po prostu pracować

Obraz sędziów skłóconych i “wojny plemion” jest nośny medialnie, ale nieprawdziwy w codzienności sądów – mówią bohaterki rozmowy. W praktyce 80–90% środowiska współpracuje normalnie, nie dzieląc się na “neo” i “paleo”. Głośna jest mniejszość aktywistów, która wymusza narrację. Równolegle rośnie presja: przenosiny do innych wydziałów, odwoływanie z funkcji, publiczne podważanie moralności (“wzięli udział w konkursie”). Nikt nie kwestionuje kompetencji merytorycznych nowych sędziów – kwestionuje się ich prawo do orzekania. To klimat, w którym trudno dźwigać odpowiedzialność za ludzkie sprawy.

Nieprzypadkowo sędziowie zakładają stowarzyszenia takie jak Eqiitas – próbują bronić elementarnej stabilności zawodu i jednolitości standardów. Bo za bramą sądu czeka konkretny obywatel z konkretną sprawą – nie “spór ustrojowy”.

Wyjście z klinczu: sięgnąć po sprawdzone mechanizmy

Sędziowie nie mają złudzeń: to politycy muszą zdjąć nogę z hamulca. Odpowiedzialne rozwiązanie? Paradoksalnie, znane z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego sprzed lat: korygować wadliwe przepisy, ale utrzymywać w mocy skutki dotychczasowych nominacji i orzeczeń, dając czas na zmianę prawa. Taki “bezpiecznik” już raz zadziałał – ucinał spory wstecz, chronił zaufanie obywateli i ciągłość państwa. Dziś potrzeba podobnej odwagi: przyjąć, że zmiany systemu nie mogą niszczyć wyroków, które dotyczą ludzi i firm tu i teraz.

Kto zapłaci rachunek

Rachunek za wojny o legitymizację sędziów przyjdzie w trzech walutach:

  • w czasie – dłuższe postępowania, powroty spraw, przepalone lata życia;
  • w pieniądzu – koszty pełnomocników, odszkodowania za przewlekłość, wyższa premia za ryzyko w inwestycjach;
  • w zaufaniu – erozja poczucia, że państwo działa równo i przewidywalnie.

Każda z tych walut uderza w “zwykłych”. Polityczna wojna bywa widowiskowa, ale prawdziwe spustoszenie sieje po cichu – w kalendarzach sądowych, w portfelach przedsiębiorców i w cierpliwości ludzi, którzy mają prawo do sprawiedliwości bez zwłoki. Jeśli celem ma być realna naprawa, pierwszym krokiem powinno być zatrzymanie spirali uchyleń i przywrócenie pewności prawa. Bo państwo, które nie potrafi udźwignąć własnych wyroków, prędzej czy później nie udźwignie także własnej gospodarki.

Więcej:

W rozmowie z Wiktorem Świetlikiem trzy sędzie z trzech różnych miast. Ale jeden wspólny apel o zakończenie chaosu w wymiarze sprawiedliwości pod rządami Waldemara Żurka. Monika Smusz-Kulesza, sędzia SO w Łodzi, Kinga Śliwińska-Buśkiewicz, sędzia SA w Poznaniu, a także Beata Bury, sędzia SO w Rzeszowie z otwartą przyłbicą opowiadają o opłakanych skutkach tego bałaganu dla wszystkich obywateli. 

Autor tekstu

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

Wyszukiwarka
Kategorie

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank