Debata o kryptowalutach w Polsce nagle wyszła z niszy ekspertów i inwestorów, trafiając na pierwsze strony gazet. Rząd przedstawia ustawę o kryptoaktywach jako konieczną tarczę przeciw rosyjskim wpływom, mafii i politycznej korupcji finansowanej „brudnymi pieniędzmi z krypto”. Premier Donald Tusk sugeruje, że ci, którzy poparli prezydenckie weto, są „podejrzanie blisko” tych mrocznych interesów. Tymczasem prezydent Karol Nawrocki mówi wprost: „w trakcie prac nad ustawą ani w raportach służb specjalnych nie pojawiły się informacje o wyjątkowym zagrożeniu ze strony kryptowalut”. Wątek obcych służb i rosyjskich pieniędzy pojawił się dopiero wtedy, gdy trzeba było politycznie uzasadnić spór. Zamiast merytorycznej dyskusji o regulacji rynku krypto, znowu dostajemy mieszankę strachu, paranoi i nienawiści.
Spór o kryptowaluty w Polsce wybuchł z pełną siłą po wecie prezydenta do ustawy o kryptoaktywach. Sejm tego weta nie odrzucił – poparły je kluby PiS i Konfederacji. Dla rządu Donalda Tuska stało się to wygodnym dowodem na „podejrzaną bliskość” tych ugrupowań z interesami związanymi z rosyjskimi pieniędzmi i mafią. Premier podkreślał, że ustawa miała „zabezpieczać obywateli i drobnych inwestorów”, uderzyć w firmy związane z Rosją i Białorusią oraz ograniczyć wpływ „bardzo groźnych dla Polski środowisk”, których pieniądze miały trafiać także na promocję polityczną. W ostrych wypowiedziach Tuska kryptowaluty zostały mętnie powiązane z rosyjskimi wpływami, praniem brudnych pieniędzy i finansowaniem polityki. W praktyce duża część opinii publicznej usłyszała prosty komunikat: „kto broni tego rynku, ten broni mafii i Kremla”.
Tymczasem Karol Nawrocki w rozmowie w Kanale Zero przedstawił zupełnie inny obraz sytuacji. Stwierdził, że podczas parlamentarnych prac nad ustawą o kryptoaktywach nie dyskutowano o szczególnym zagrożeniu ze strony obcych służb. Co więcej, w raportach służb specjalnych nie było informacji, że rynek kryptowalut jest wyjątkowo niebezpieczny. Sam „na dzień dzisiejszy” nie ma wiedzy o takich zagrożeniach. Najważniejsze jest jednak jego spostrzeżenie, że wątek „obcych służb” i „rosyjskich pieniędzy” pojawił się dopiero wtedy, gdy ustawa trafiła na biurko prezydenta i stało się jasne, że może zostać zawetowana. Narracja o rosyjskim zagrożeniu została dopisana do ustawy w momencie, gdy stała się ona narzędziem sporu politycznego.
Kryptowaluty: realne ryzyka czy wygodny straszak?
Oddzielając polityczną retorykę od faktów, należy przyznać, że kryptowaluty niosą realne ryzyka. Nie są jednak jedynym ani wyjątkowym źródłem zagrożeń, a ich demonizowanie często przykrywa brak poważnej debaty.
Główne obszary realnego ryzyka to:
- Pranie pieniędzy i omijanie sankcji: Kryptowaluty i stablecoiny są wykorzystywane do transferu środków poza tradycyjnym systemem bankowym. Z tego korzystają także podmioty objęte sankcjami – w tym rosyjskie – tak jak korzystają z fikcyjnych firm, pośredników i słabych jurysdykcji. Krypto nie stworzyło problemu brudnych pieniędzy, ale dało mu nowy kanał.
- Oszustwa i piramidy finansowe: Rynek kryptowalut pełen jest projektów wykorzystujących niewiedzę i chciwość inwestorów. Od „gwarantowanych zysków” po agresywny marketing w social mediach. Upadek FTX, krach Luny i dziesiątki mniejszych afer pokazały, że brak przejrzystych zasad uderza przede wszystkim w zwykłych ludzi.
- Ryzyko systemowe dla finansów: Na razie rynek kryptowalut jest słabo powiązany z tradycyjnymi finansami, ale to się zmienia. Im większe zaangażowanie banków, funduszy i instytucji w krypto, tym większe ryzyko, że ich problemy przełożą się na realną gospodarkę. Dlatego Unia Europejska forsuje ramy regulacyjne (MiCA), a nie całkowity zakaz.
Wszystko to sprawia, że państwo ma obowiązek ten rynek regulować i monitorować. Ale nie usprawiedliwia to histerycznego języka, w którym kryptowaluty przedstawia się wyłącznie jako narzędzie mafii i obcych służb. Kryptowaluty są idealnym narzędziem do budowania strachu: są skomplikowane technologicznie, kojarzone z darknetem i łatwo połączyć je z geopolityką. W efekcie zamiast merytoryki dostajemy publicystyczny dramat: „kto jest przeciw ustawie, ten pomaga mafii i Rosji”.
MiCA, UE i polskie zapóźnienie w regulacji kryptowalut
Unia Europejska przyjęła regulację MiCA (Markets in Crypto-Assets), która ma ujednolicić zasady działania firm krypto w krajach UE, wprowadzić wymogi licencyjne i kapitałowe oraz zwiększyć przejrzystość i ochronę inwestorów. Polska – jak każdy kraj członkowski – musi tę regulację wdrożyć. Ustawa o kryptoaktywach miała być jednym z kluczowych elementów tego procesu. Spór polityczny, weto i wojna na oskarżenia sprawiają, że Polska ryzykuje nie tylko konfliktem z Brukselą, ale także reputacją państwa, w którym otoczenie regulacyjne jest niestabilne i podporządkowane bieżącej walce. Z punktu widzenia inwestorów, firm fintechowych i startupów blockchainowych to bardzo zły sygnał. Biznes – także ten związany z kryptowalutami – szuka krajów, gdzie prawo jest przewidywalne, a nie krajów, w których każda ustawa może w ciągu tygodnia stać się częścią ostrej kampanii politycznej.
Tymczasem biznes krypto jest dla Polski ważny z kilku kluczowych powodów – gospodarczych, technologicznych i geopolitycznych. Po pierwsze, sektor ten przyciąga wysoko wykwalifikowanych specjalistów IT, analityków i przedsiębiorców. W kraju, który od lat buduje swoją markę jako centrum usług technologicznych w Europie Środkowo‑Wschodniej, rozwinięty rynek krypto wzmacnia tę pozycję i sprzyja powstawaniu innowacyjnych firm, startupów oraz nowych miejsc pracy.
Po drugie, technologie stojące za kryptowalutami – głównie blockchain – mogą właśnie zwiększać przejrzystość i efektywność w administracji publicznej oraz sektorze finansowym. Rejestrowanie transakcji, własności czy dokumentów w niezmiennych rejestrach rozproszonych ogranicza skalę nadużyć, obniża koszty pośredników i przyspiesza procesy, co jest szczególnie istotne dla modernizacji państwa
Po trzecie, rozwój biznesu krypto sprzyja dywersyfikacji rynku finansowego i uniezależnieniu polskich przedsiębiorców od tradycyjnych kanałów kapitału. Dostęp do globalnych rynków, tokenizacja aktywów i nowe modele finansowania (np. emisje tokenów) dają polskim firmom szansę na ekspansję bez konieczności przenoszenia działalności za granicę.
Wreszcie, aktywna obecność Polski w ekosystemie krypto wzmacnia jej pozycję w międzynarodowej debacie o regulacjach. Zamiast być wyłącznie odbiorcą zasad tworzonych gdzie indziej, Polska może stać się współtwórcą standardów, które będą sprzyjać innowacjom, a zarazem chronić obywateli.
Jak powinna wyglądać odpowiedzialna regulacja kryptowalut w Polsce?
Polska debata o krypto pokazuje, jak łatwo przesuwamy akcent z analizy na emocje. Zamiast spokojnie rozmawiać o MiCA, bezpieczeństwie i ochronie inwestorów, wpadliśmy w narrację o „rosyjskich pieniądzach w krypto” i „podejrzanie bliskich” tych, którzy zagłosowali inaczej niż rząd.
Jeśli rząd rzeczywiście ponownie złoży projekt ustawy o kryptoaktywach, prawdziwy test nie będzie polegał tylko na tym, co znajdzie się w przepisach. Kluczowe będzie, czy zmieni się język – z politycznego straszenia na rzeczową rozmowę o regulacji rynku kryptowalut w Polsce. Bo ostatecznie pytanie nie brzmi: czy krypto to zagrożenie. Brzmi raczej: czy państwo potrafi reagować na nowe technologie inaczej niż tylko przez produkcję kolejnych straszaków. A także: czy poza walką z opozycją dla tego rządu cokolwiek jeszcze się liczy.
