Sięgając po biografię Marksa wydaną przez Agorę można się spodziewać hagiografii. A nawet hagiografii z nawiązaniami do PiS, bo w pewnych środowiskach wszystko się kojarzy z Kaczyńskim, niczym w starym żarcie o rekrucie. A tu – pełne zaskoczenie. Książka, którą czyta się znakomicie, a jej bohater nie jest sportretowany w pastelowych barwach.
Najważniejsze: autor opowiada o Marksie, a nie o swojej wizji świata. Portret niemieckiego myśliciela o żydowskich korzeniach jest bardzo ludzki. Jako że najbardziej ludzkie są wady (cnoty to domena bogów i bożków), Marksowi w wydaniu Iszkowskiego tych wad nie brakuje. Rozrzutny, złośliwy, czasami nawet podły wobec tych, którzy mu pomagali. Niezbyt tolerancyjny. Z pogardą, jeśli nie ze wstrętem odnoszący się do Żydów. U jego boku cierpliwy, finansujący go przez długie lata bogacz Fryderyk Engels, który wziął na siebie ciężar redakcji wielu rękopisów Marksa.
Popularne biografie pisane są często pod z góry założoną tezę. Jeśli bohater jest pozytywny, to jego życie opisywane jest przez pryzmat samych superlatywów. Jeśli nie jest postacią pozytywną, to czytelnik dowiaduje się, że już w młodości dana postać źle rokowała, a potem, jak u Hitchcocka, tylko rośnie napięcie. Renata Grochal na przykład w swojej biografii Zbigniewa Ziobry pisze, jak ów polityk wstrętnie się zachowywał w latach szkolnych. Oczywiście potem było znacznie straszniej, aż dziw, że książki nie opatrzono informacją, że jest dostępna tylko dla osób pełnoletnich, które jakoś sobie poradzą z takim nagromadzeniem złowieszczych treści. Tymczasem biografia ma zbierać fakty, podane na tle epoki, a wnioski ma wyciągać odbiorca.

I tak jest z książką Krzysztofa Iszkowskiego. Owszem, Marks dał podwaliny ideologii, która rozwinęła się w ludobójcze systemy. Ale czy to znaczy, że przestaje być jedną z najważniejszych postaci drugiej połowy dziewiętnastego stulecia – i czy jego życie ma być opisywane przez pryzmat spuścizny, którą „twórczo” zagospodarowano? Iszkowski nie bierze udziału w sporach, czy do stalinizmu i Czerwonych Khmerów od Marksa i Engelsa wiedzie prosta droga, czy też – jak chce wielu lewicowców – w ogóle takiej drogi nie ma. Po prostu, w sposób bardzo ciekawy, pisze o tym, jak „stawał się” Marks, którego znamy z historii. Zdjął go z pomników, na których postawili go bolszewicy.
Jeśli mówimy o Marksie i marksizmie, wypada co nieco wiedzieć o jego życiu. Więc – czytajcie!
Krzysztof Iszkowski: Idol: życie doczesne i pośmiertne Karola Marksa. Warszawa, Agora, 2025.