Najpierw przeszłość. Dopiero potem wybierzmy przyszłość

Najpierw przeszłość. Dopiero potem wybierzmy przyszłość

blank

W 1995 roku Aleksander Kwaśniewski został prezydentem Polski. To już 30 lat, niemłody Kwach ma 71 lat i jest starszym, wielce szacownym panem, któremu prawie nikt nie wypomina PZPR-owskiej przeszłości. Komentuje, doradza i jest bardzo europejski. Ale ja nie o nim. Przypomniało mi się jego sprytne hasło wyborcze i to mnie nakierowało na temat felietonu. „Wybierzmy przyszłość” – ileż to już razy proponowano nam wybieranie przyszłości? Bo i po co się grzebać w jakichś sprawach sprzed stu czy nawet czterdziestu lat. Tusk kiedyś mówił, że liczy się tu i teraz i że tak chcą rodacy. I jakby nie spojrzeć, to oczywiście przyszłość i teraźniejszość są niewątpliwie ważniejsze od przeszłości. Tylko że jest małe „ale”… Jeżeli nie znamy przeszłości, nie mamy szacunku dla bohaterów, nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego jesteśmy Polakami i czego mamy oczekiwać od polityków. Naprawdę, nie znając przeszłości, nie rozumiemy teraźniejszości.

Śląskie korzenie Solidarności, o których zapomniano

Katowicki IPN rozpoczyna cykl spotkań na 45-lecie Solidarności. Wiem, że jakaś część osób skończy czytanie tego felietonu w tym miejscu, bo przecież ile można. Pierwsze spotkanie będzie poświęcone Kazimierzowi Świtoniowi. Pisałem o nim wielokrotnie, ale myślę, że nigdy nie za dużo. Bo to on w lutym 1978 roku ogłosił utworzenie pierwszych w PRL wolnych związków zawodowych. Represje, jakie spadły na niego i jego rodzinę już wcześniej, kiedy przystąpił do ROPCiO, są niewyobrażalne. Ale fakt, że pierwsze WZZ powstały w Katowicach, kilka miesięcy wcześniej niż w Gdańsku, jest prawie nieznany i nie funkcjonuje w świadomości społecznej. A miasto Katowice nie robi nic, aby to zmienić. Nie ma upamiętnień, placów, ulic, rond. Jest jedna tablica na domu, w którym mieszkał, która została tam wmurowana kilkanaście lat temu, jeszcze za życia głównego bohatera.

A przecież Świtoń to był chłop stąd, tu urodzony, tu spędził całe życie. Można byłoby się nim pochwalić, można byłoby pociągnąć fajny spór: skąd wzięła się Solidarność? Wiadomo, narodziła się w strajkach w Stoczni Gdańskiej, ale co było wcześniej? Ano były te śląskie WZZ, to u nas się wszystko narodziło, to stąd wyszedł wzorzec. A Katowice, które tak ucierpiały na początku stanu wojennego z masakrą na Wujku, już wcześniej, jeszcze przed 1980 rokiem, miały swoje pięć minut.

Historia to poczucie tożsamości. Katowice to nie tylko Mariacka czy byk, niedawno postawiony na Dworcowej. To też wszystko, co było w przeszłości, szczególnie tej, która kojarzy się z Polską. To doktor Mielęcki zamordowany przez Niemców w 1920 roku. To powstańcy śląscy i obrońcy wieży spadochronowej, a po wojnie praktycznie dopiero Świtoń i Solidarność. To, że nic z okresu lat 80. nie funkcjonuje w szeroko rozumianej pamięci społecznej, to więcej niż zbrodnia – to błąd.

A przecież to nie tylko Świtoń, Kściuczek czy Sulecki, którzy tworzyli WZZ. Potem, w latach 80., Katowice to było epicentrum Solidarności, serce największego Regionu NSZZ „S”. Rozpłochowski, Waliszewski, Jedynak – każdy z nich jest postacią, która powinna mieć swoją monografię. Nikt z nich nie był co prawda z Katowic, ale tutaj funkcjonowali jako związkowcy, a wtedy Solidarność to było coś więcej niż parlament.

Amnezja narodowa czy świadoma rezygnacja z historii?

Mam czasami wrażenie, że popełniamy zbiorowe samobójstwo – taka amnezja jest bardzo niebezpieczna. Komuna chciała nam zabrać przeszłość, Polska miała się zaczynać po 1944 roku, a wszystko, co było wcześniej, to ciąg wydarzeń, który miał prowadzić do tego momentu. Obecnie ważniejszym jest, by być jak najbardziej europejskim, a polskim tylko przy okazji. Pozwalamy sobie wciskać, że nasza historia to coś głupiego i bezsensownego, że ten głupi romantyzm i powstania i w ogóle po co to wszystko.

Jako dziecko mieszkałem w Częstochowie na ulicy Nowowiejskiego – za cholerę nie wiedziałem, kto to jest. Kiedy oglądałem w telewizji „Przygody Pana Michała”, występował tam Nowowiejski, grany przez Marka Perepeczkę. Bardzo się ucieszyłem, że to ten. Wtedy babcia mi wyjaśniła, że to nie ten, patron ulicy napisał muzykę do słów „Roty”. I to zapamiętałem na zawsze. Pamięć jest zdecydowanie potrzebna i najpierw trzeba wybrać przeszłość, żeby móc mówić o przyszłości i niech to, po raz kolejny, wybrzmi dobitnie.

PS: spotkanie poświęcone Kazimierzowi Świtoniowi odbędzie się 4 grudnia o 13, w Katowicach, przy ulicy Świętego Jana, w Przystanku Historia. Kolejne w następnych miesiącach. Wiem, że to informacja dla osób ze Śląska i Zagłębia, ale strasznie ważne, że to spotkanie będzie. Wielkie dzięki.

W 1995 roku Aleksander Kwaśniewski został prezydentem Polski. To już 30 lat, niemłody Kwach ma 71 lat i jest starszym, wielce szacownym panem, któremu prawie nikt nie wypomina PZPR-owskiej przeszłości. Komentuje, doradza i jest bardzo europejski. Ale ja nie o nim. Przypomniało mi się jego sprytne hasło wyborcze i to mnie nakierowało na temat felietonu. „Wybierzmy przyszłość” – ileż to już razy proponowano nam wybieranie przyszłości? Bo i po co się grzebać w jakichś sprawach sprzed stu czy nawet czterdziestu lat. Tusk kiedyś mówił, że liczy się tu i teraz i że tak chcą rodacy. I jakby nie spojrzeć, to oczywiście przyszłość i teraźniejszość są niewątpliwie ważniejsze od przeszłości. Tylko że jest małe „ale”… Jeżeli nie znamy przeszłości, nie mamy szacunku dla bohaterów, nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego jesteśmy Polakami i czego mamy oczekiwać od polityków. Naprawdę, nie znając przeszłości, nie rozumiemy teraźniejszości.

Śląskie korzenie Solidarności, o których zapomniano

Katowicki IPN rozpoczyna cykl spotkań na 45-lecie Solidarności. Wiem, że jakaś część osób skończy czytanie tego felietonu w tym miejscu, bo przecież ile można. Pierwsze spotkanie będzie poświęcone Kazimierzowi Świtoniowi. Pisałem o nim wielokrotnie, ale myślę, że nigdy nie za dużo. Bo to on w lutym 1978 roku ogłosił utworzenie pierwszych w PRL wolnych związków zawodowych. Represje, jakie spadły na niego i jego rodzinę już wcześniej, kiedy przystąpił do ROPCiO, są niewyobrażalne. Ale fakt, że pierwsze WZZ powstały w Katowicach, kilka miesięcy wcześniej niż w Gdańsku, jest prawie nieznany i nie funkcjonuje w świadomości społecznej. A miasto Katowice nie robi nic, aby to zmienić. Nie ma upamiętnień, placów, ulic, rond. Jest jedna tablica na domu, w którym mieszkał, która została tam wmurowana kilkanaście lat temu, jeszcze za życia głównego bohatera.

A przecież Świtoń to był chłop stąd, tu urodzony, tu spędził całe życie. Można byłoby się nim pochwalić, można byłoby pociągnąć fajny spór: skąd wzięła się Solidarność? Wiadomo, narodziła się w strajkach w Stoczni Gdańskiej, ale co było wcześniej? Ano były te śląskie WZZ, to u nas się wszystko narodziło, to stąd wyszedł wzorzec. A Katowice, które tak ucierpiały na początku stanu wojennego z masakrą na Wujku, już wcześniej, jeszcze przed 1980 rokiem, miały swoje pięć minut.

Historia to poczucie tożsamości. Katowice to nie tylko Mariacka czy byk, niedawno postawiony na Dworcowej. To też wszystko, co było w przeszłości, szczególnie tej, która kojarzy się z Polską. To doktor Mielęcki zamordowany przez Niemców w 1920 roku. To powstańcy śląscy i obrońcy wieży spadochronowej, a po wojnie praktycznie dopiero Świtoń i Solidarność. To, że nic z okresu lat 80. nie funkcjonuje w szeroko rozumianej pamięci społecznej, to więcej niż zbrodnia – to błąd.

A przecież to nie tylko Świtoń, Kściuczek czy Sulecki, którzy tworzyli WZZ. Potem, w latach 80., Katowice to było epicentrum Solidarności, serce największego Regionu NSZZ „S”. Rozpłochowski, Waliszewski, Jedynak – każdy z nich jest postacią, która powinna mieć swoją monografię. Nikt z nich nie był co prawda z Katowic, ale tutaj funkcjonowali jako związkowcy, a wtedy Solidarność to było coś więcej niż parlament.

Amnezja narodowa czy świadoma rezygnacja z historii?

Mam czasami wrażenie, że popełniamy zbiorowe samobójstwo – taka amnezja jest bardzo niebezpieczna. Komuna chciała nam zabrać przeszłość, Polska miała się zaczynać po 1944 roku, a wszystko, co było wcześniej, to ciąg wydarzeń, który miał prowadzić do tego momentu. Obecnie ważniejszym jest, by być jak najbardziej europejskim, a polskim tylko przy okazji. Pozwalamy sobie wciskać, że nasza historia to coś głupiego i bezsensownego, że ten głupi romantyzm i powstania i w ogóle po co to wszystko.

Jako dziecko mieszkałem w Częstochowie na ulicy Nowowiejskiego – za cholerę nie wiedziałem, kto to jest. Kiedy oglądałem w telewizji „Przygody Pana Michała”, występował tam Nowowiejski, grany przez Marka Perepeczkę. Bardzo się ucieszyłem, że to ten. Wtedy babcia mi wyjaśniła, że to nie ten, patron ulicy napisał muzykę do słów „Roty”. I to zapamiętałem na zawsze. Pamięć jest zdecydowanie potrzebna i najpierw trzeba wybrać przeszłość, żeby móc mówić o przyszłości i niech to, po raz kolejny, wybrzmi dobitnie.

PS: spotkanie poświęcone Kazimierzowi Świtoniowi odbędzie się 4 grudnia o 13, w Katowicach, przy ulicy Świętego Jana, w Przystanku Historia. Kolejne w następnych miesiącach. Wiem, że to informacja dla osób ze Śląska i Zagłębia, ale strasznie ważne, że to spotkanie będzie. Wielkie dzięki

W 1995 roku Aleksander Kwaśniewski został prezydentem Polski. To już 30 lat, niemłody Kwach ma 71 lat i jest starszym, wielce szacownym panem, któremu prawie nikt nie wypomina PZPR-owskiej przeszłości. Komentuje, doradza i jest bardzo europejski. Ale ja nie o nim. Przypomniało mi się jego sprytne hasło wyborcze i to mnie nakierowało na temat felietonu. „Wybierzmy przyszłość” – ileż to już razy proponowano nam wybieranie przyszłości? Bo i po co się grzebać w jakichś sprawach sprzed stu czy nawet czterdziestu lat. Tusk kiedyś mówił, że liczy się tu i teraz i że tak chcą rodacy. I jakby nie spojrzeć, to oczywiście przyszłość i teraźniejszość są niewątpliwie ważniejsze od przeszłości. Tylko że jest małe „ale”… Jeżeli nie znamy przeszłości, nie mamy szacunku dla bohaterów, nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego jesteśmy Polakami i czego mamy oczekiwać od polityków. Naprawdę, nie znając przeszłości, nie rozumiemy teraźniejszości.

Śląskie korzenie Solidarności, o których zapomniano

Katowicki IPN rozpoczyna cykl spotkań na 45-lecie Solidarności. Wiem, że jakaś część osób skończy czytanie tego felietonu w tym miejscu, bo przecież ile można. Pierwsze spotkanie będzie poświęcone Kazimierzowi Świtoniowi. Pisałem o nim wielokrotnie, ale myślę, że nigdy nie za dużo. Bo to on w lutym 1978 roku ogłosił utworzenie pierwszych w PRL wolnych związków zawodowych. Represje, jakie spadły na niego i jego rodzinę już wcześniej, kiedy przystąpił do ROPCiO, są niewyobrażalne. Ale fakt, że pierwsze WZZ powstały w Katowicach, kilka miesięcy wcześniej niż w Gdańsku, jest prawie nieznany i nie funkcjonuje w świadomości społecznej. A miasto Katowice nie robi nic, aby to zmienić. Nie ma upamiętnień, placów, ulic, rond. Jest jedna tablica na domu, w którym mieszkał, która została tam wmurowana kilkanaście lat temu, jeszcze za życia głównego bohatera.

A przecież Świtoń to był chłop stąd, tu urodzony, tu spędził całe życie. Można byłoby się nim pochwalić, można byłoby pociągnąć fajny spór: skąd wzięła się Solidarność? Wiadomo, narodziła się w strajkach w Stoczni Gdańskiej, ale co było wcześniej? Ano były te śląskie WZZ, to u nas się wszystko narodziło, to stąd wyszedł wzorzec. A Katowice, które tak ucierpiały na początku stanu wojennego z masakrą na Wujku, już wcześniej, jeszcze przed 1980 rokiem, miały swoje pięć minut.

Historia to poczucie tożsamości. Katowice to nie tylko Mariacka czy byk, niedawno postawiony na Dworcowej. To też wszystko, co było w przeszłości, szczególnie tej, która kojarzy się z Polską. To doktor Mielęcki zamordowany przez Niemców w 1920 roku. To powstańcy śląscy i obrońcy wieży spadochronowej, a po wojnie praktycznie dopiero Świtoń i Solidarność. To, że nic z okresu lat 80. nie funkcjonuje w szeroko rozumianej pamięci społecznej, to więcej niż zbrodnia – to błąd.

A przecież to nie tylko Świtoń, Kściuczek czy Sulecki, którzy tworzyli WZZ. Potem, w latach 80., Katowice to było epicentrum Solidarności, serce największego Regionu NSZZ „S”. Rozpłochowski, Waliszewski, Jedynak – każdy z nich jest postacią, która powinna mieć swoją monografię. Nikt z nich nie był co prawda z Katowic, ale tutaj funkcjonowali jako związkowcy, a wtedy Solidarność to było coś więcej niż parlament.

Amnezja narodowa czy świadoma rezygnacja z historii?

Mam czasami wrażenie, że popełniamy zbiorowe samobójstwo – taka amnezja jest bardzo niebezpieczna. Komuna chciała nam zabrać przeszłość, Polska miała się zaczynać po 1944 roku, a wszystko, co było wcześniej, to ciąg wydarzeń, który miał prowadzić do tego momentu. Obecnie ważniejszym jest, by być jak najbardziej europejskim, a polskim tylko przy okazji. Pozwalamy sobie wciskać, że nasza historia to coś głupiego i bezsensownego, że ten głupi romantyzm i powstania i w ogóle po co to wszystko.

Jako dziecko mieszkałem w Częstochowie na ulicy Nowowiejskiego – za cholerę nie wiedziałem, kto to jest. Kiedy oglądałem w telewizji „Przygody Pana Michała”, występował tam Nowowiejski, grany przez Marka Perepeczkę. Bardzo się ucieszyłem, że to ten. Wtedy babcia mi wyjaśniła, że to nie ten, patron ulicy napisał muzykę do słów „Roty”. I to zapamiętałem na zawsze. Pamięć jest zdecydowanie potrzebna i najpierw trzeba wybrać przeszłość, żeby móc mówić o przyszłości i niech to, po raz kolejny, wybrzmi dobitnie.

PS: spotkanie poświęcone Kazimierzowi Świtoniowi odbędzie się 4 grudnia o 13, w Katowicach, przy ulicy Świętego Jana, w Przystanku Historia. Kolejne w następnych miesiącach. Wiem, że to informacja dla osób ze Śląska i Zagłębia, ale strasznie ważne, że to spotkanie będzie. Wielkie dzięki.

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank