Nie czarujmy się. Nadchodzi ciężki rok dla Polski. Jak się przygotować?

Nie czarujmy się. Nadchodzi ciężki rok dla Polski. Jak się przygotować?

blank

Nowy rok wypada powitać jakąś optymistyczną prognozą, a przynajmniej życzeniami, byśmy widzieli raczej szklankę do połowy pełną, niż w połowie pustą. Racjonalnie myślący człowiek musi mieć jednak podstawy do optymizmu. Tych niestety brak. Wręcz przeciwnie, wszystkie znaki na niebie i ziemi (a raczej na polskiej ziemi) wskazują, że niepokojące zjawiska, które w mijającym roku dały się nam we znaki, tylko się nasilą. Ze szkodą dla nas wszystkich.


Zacznijmy od wielkiej polityki. Konflikt między ośrodkiem prezydenckim a premierowskim ekscytuje ultrasów obu stron, ale dla trzeźwo myślącego człowieka nie jest powodem do satysfakcji, nawet podszytej złośliwością. Jest kwestią najzupełniej oczywistą, że w sytuacji, gdy głowa państwa i szef rządu pochodzą z przeciwstawnych obozów, kohabitacja – zwłaszcza w polskim piekiełku – jest niezwykle trudna. Tym niemniej końcówka prezydentury Andrzeja Dudy przyzwyczaiła nas do tego, że pewne kwestie mogą stanowić przedmiot mniej bądź bardziej oficjalnego porozumienia.

Konflikt prezydent–premier: będzie ostrzej

Dziś to już przeszłość, a dziękować za to obecna rządowa konstelacja powinna Koalicji Obywatelskiej. I Donaldowi Tuskowi. To bowiem Tusk i KO w kampanii prezydenckiej postawili na otwartą wojnę z kandydatem PiS, i to taką, w której nie tylko nie bierze się jeńców, ale nie przepuszcza również bliskim i rodzinom. Jasne, dla obecnej władzy gra toczyła się o wszystko – albo nic. Okazało się, że wypadło na „nic”. Używanie służb i dyspozycyjnych mediów, stosowanie najbardziej brutalnych w dziejach kampanii wyborczych po 1989 roku chwytów: to wszystko nie dało efektu albo, jeśli wierzyć niektórym analitykom, dało efekt zupełnie odwrotny od zakładanego. Niemniej nowy prezydent objął urząd z najzupełniej zasadnym i do głębi logicznym przekonaniem: każde ustępstwo zostanie poczytane za słabość.
W rezultacie mamy nie tylko dalszy ciąg klinczu z ambasadorami, ale i blokadę nominacji oficerskich w służbach. Co prawda w styczniu, z inicjatywy rządowej, ma się odbyć spotkanie z udziałem prezydenta, ministrów i szefów służb – czy jednak przyniesie odprężenie? To pytanie nie do Karola Nawrockiego, lecz do Donalda Tuska, ponieważ to on dziś jest politycznie zainteresowany ostrą wojną z Pałacem Prezydenckim i jednocześnie blokowaniem jakichkolwiek możliwych pól porozumienia między koalicjantami (jak PSL) a ośrodkiem prezydenckim. W ten sposób Tusk chce wzmocnić KO kosztem koalicjantów i w 2027 roku wieść swoją partię na „śmiertnyj boj” z prawicą.

Prawica walczy o wyborcę

Skoro przy prawicy już jesteśmy, to i ona nie ma wielu powodów do świętowania. Bo co prawda w sondażach ma przewagę nad obecnym układem, ale jest to przewaga, rzec można, akademicka. Teoretyczna. Można sobie na papierze dowolnie składać koalicje, żonglować parlamentarnymi układami, a nawet rozsądnie to uzasadniać, ale rzeczywistość może to brutalnie zweryfikować. Nasza prawica, co tu kryć, pączkuje. Może nie jak w pamiętnych latach dziewięćdziesiątych, ale potencjalna koalicja jawi się jako dalece trudniejsza i zdecydowanie bardziej podszyta wzajemną nieufnością, niż rządząca dzisiaj koalicja anty-PiS. Wszyscy polują na wyborcę w tym samym rewirze – PiS, Konfederacja Mentzena i Konfederacja Brauna. Sam PiS trzeszczy w szwach, nie tylko z powodów animozji personalnych, ale i zasadniczego sporu co do przyszłej kampanii wyborczej: czy iść bardziej na prawo i kusić elektorat obu Konfederacji, czy jednak walczyć o umiarkowanego wyborcę, którego drożyzna i problemy z ochroną zdrowia skutecznie zniechęciły do obecnej władzy? Co gorsza dla PiS nie jest wykluczone, że wypychany z partii przez część frakcji Mateusz Morawiecki porozumie się z potencjalną „nową siłą” (jaka się zawsze pojawia mniej więcej trzy kwartały przed wyborami) i pożegna z partią-matką. Mówi się o rozmowach z Rafałem Brzoską, którego polityczne ambicje są tajemnicą poliszynela. A wówczas dzisiejszy sondażowy układ stanie na głowie.

Sądy i budżet, czyli jaka piękna katastrofa

To wielka polityka – a czego może spodziewać się szary obywatel? Przede wszystkim dalszego pogłębienia chaosu w sądownictwie. Jest jasne, że żaden z „reformatorskich” pomysłów ministra Żurka nie wejdzie w życie, bowiem szanse, by prezydent złożył podpis pod ustawami uznającymi wszelkie tak zwane reformy lat ubiegłych za niebyłe, są zerowe. I z tego akurat należy się cieszyć, bowiem marzenia o jakiejś ocenie sędziów, o anulowaniu blokowo wszystkich decyzji KRS, o politycznym nadzorze nad obsadą sądów jeszcze by pogłębiły panujący dzisiaj chaos. Nieudolność ministra Żurka i jego ekipy doprowadziła do tego, że niechętne ziobrystom sądy dzisiaj punktują nonszalancję, z jaką ów polityk (dziś już polityk bez togi) stara się prowadzić proces rozliczeń poprzedników. Problem w tym, że o ile tak zwanego przeciętnego Polaka mało obchodzi chęć polityków, aby wzajemnie się powsadzać za kraty, to żywotnie interesuje go, kiedy skróci się czas postępowań i kiedy nie będzie mógł się spodziewać anulowania orzeczeń, bo w składzie zasiadał sędzia, który się akurat innemu sędziemu nie podoba. Ani jedna, ani druga strona politycznej wojny nie kwapi się, by obywatelowi pomóc.
Obywatela musi martwić też sukcesywnie pogarszający się stan budżetu państwa. Deficyt przybiera monstrualne rozmiary, a fakt, iż w Polsce niemal co roku są jakieś wybory, skutecznie uniemożliwia bolesne, a konieczne działania. Wszak jakakolwiek próba majstrowania przy świadczeniach socjalnych oznacza dla rządzących pożegnanie się z szansą na utrzymanie władzy – a co najmniej gwałtowne protesty społeczne. Już teraz ruinę finansów publicznych odczuwają pacjenci, bowiem placówki ochrony zdrowia cierpią na chroniczne niedofinansowanie. Polski budżet, co tu kryć, dociążają kolejne „pożyczki” (na wieczne nieoddanie) dla Ukrainy, czy to przekazywane bezpośrednio, czy z unijnej inicjatywy. Nasza gospodarka, mimo rządowej żonglerki danymi z GUS, już łapie zadyszkę. Pytanie, kiedy ta zadyszka przerodzi się w zagrażającą życiu astmę.

Autor tekstu
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Autor książek poświęconych historii polskiej gospodarki i Warszawy. Dla Dobitnie.pl pisze o kulturze, historii i nowych książkach.

Wyszukiwarka
Kategorie
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Autor książek poświęconych historii polskiej gospodarki i Warszawy. Dla Dobitnie.pl pisze o kulturze, historii i nowych książkach.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank