Święto Odzyskania Niepodległości powinno być okazją do choćby chwilowego eksponowania jedności, która łączy wokół idei większej od nas wszystkich – 1000-letniej Polski. Dziś jednak od radości pokonania wrogów bliżej nam do procesu brzeskiego.
Jeśli mielibyśmy obecnie szukać jakichś historycznych analogii z II Rzeczpospolitą, to nie będzie to tryumf nad bolszewikami, sukces Powstania Wielkopolskiego czy heroiczna i zwycięska walka Orląt Lwowskich, ale raczej degeneracja władzy, która doprowadziła do przewrotu majowego i procesu brzeskiego.
Nie, nie chodzi o porównanie przywódców, bo nie ma dziś ani Józefa Piłsudskiego, ani Wincentego Witosa. Istotniejsza jest raczej skala nienawiści, która długo hodowana, doprowadziła do postawienia w 1931 r. przed sądem przywódców celntrolewu w kompromitującym państwo procesie politycznym. Przy świętowaniu odzyskania niepodległości nie możemy zapominać o tej hańbie. To nie był jakiś incydent, a raczej dowód na patologicznych zmian, jakie zaszły w sanacyjnej elicie.
Konkurencja polityczna przerodziła się we wrogość, nienawiść zamieniono na listy gończe, zarzuty i wreszcie wyroki więzienia. Trzeba było dopaść ludzi, którzy po prostu nie chcieli podporządkować się władzy i nie bali się o tym mówić. Wyroki oczywiście nie były wysokie, skazanych z więzień zwolniono wcześniej, ale przecież istotą tego procesu było postawienie jedenastu przywódców antysanacyjnej opozycji przed sądem i uznanie ich za winnych.
Wielu przywódców sanacyjnego obozu władzy pragnęło zobaczyć, jak są poniewierani i upadlani. Jak sąd wypowiada słowo: „winny”.
To jedna z najgorszych kart z historii II Rzeczpospolitej, a jednak to właśnie ona kalką odbija się na naszej, obecnej rzeczywistości. I nie miejmy złudzeń. Żadne nawoływania do jedności, porozumienia i zgody nie odniosą już skutku. Rządzący dziś polską obóz zrobi wszystko, by utrzymać władzę. Sięgnie po najbardziej podłe narzędzia, nie cofnie się przed eskalacją bezprawia, dopuści się najgorszych podłości, prowokacji i kłamstw. Ucieszy się z każdej ofiary, nawet śmiertelnej, po stronie przeciwnika. Będzie drwił z cierpienia i poniżenia wszystkich, którzy stają mu na drodze.
Oni przecież mówią otwarcie, że nie będzie litości, przestrzegania prawa i ustalonych reguł. Nie chcą porozumienia, ani przestrzegania zasad demokracji. Domagają się procesów, w których pod sfingowanymi zarzutami, będą stawać ich polityczni rywale. Pragną napawać się ich widokiem na ławach oskarżonych.
Nie miejmy już złudzeń na porozumienie, bo go nie będzie. Można ich już tylko pokonać.
