Wiecie, że wiem o czym mówię… uwierzcie, znam się na tym… czy ja was kiedyś okłamałem… Znacie to? No to mieliśmy znowu odsłonę tego samego, plus najlepszy, nieoceniony klucz do rozjeżdżania każdego przeciwnika przez umiłowaną władzę. Od kiedy walkę z faszyzmem skompromitowało państwo, które wiodło w niej prym, a okazało się cokolwiek ludobójcze, słowem kluczem są teraz „ruscy”.
Premier Donald Tusk wystąpił przed kamerami, żeby powiedzieć nam, w wielkim skrócie, że PiS, Konfederacja, obaj prezydenci i rosyjska mafia razem stoją za Zondacrypto, giełdą kryptowalutową, która jak wiele podobnych przedsięwzięć popadła w tarapaty. I tu, od razu, jakby ktoś miał wątpliwości. Nie wiem wiele o Zondacrypto. Nigdy ja ani żadne przedsięwzięcia ze mną związane nie wzięły od nich grosza, nie mieliśmy wspólnych akcji, w Monaco byłem tylko dużym fiatem jako dziecko z rodzicami i zdecydowanie nie spaliśmy w luksusowych hotelach. Niewiele o tym wszystkim w sumie wiem, co zresztą, mam wrażenie, łączy mnie z szefem obecnego rządu, któremu nie przeszkadza to rzucać największych oskarżeń. Póki rządzi, jest bezkarny, a jeśli straci władzę, jak miał tłumaczyć Żurkowi, i tak ich posadzą, o ile nie zdążą zwiać. Hulaj dusza, piekła nie ma, ani nawet już Orbana nie ma, a Trump sam staje się dla siebie kłopotem.
Art. 265 § 1 Kodeksu karnego
Jeśli Zonda rzeczywiście wyrządziła krzywdę tysiącom inwestorów, sprawa powinna trafić do prokuratury i sądów. Prokuratura zresztą już weszła do gry, badając sprawę w ramach postępowania dotyczącego zaginięcia Sylwestra Suszka. Dobrze, to jest właściwa ścieżka. Ale Tusk powiedział, że za firmą stoi zaginięcie lub najprawdopodobniej śmierć założyciela, pieniądze rosyjskiej mafii i wpływ rosyjskich służb. Powiedział też, że szczegółów nie ujawni ze względów operacyjnych. Czyli uwierzcie mi na słowo.
Nie dość tego, Tusk sam przyznał, że te informacje były prezentowane na tajnym posiedzeniu Sejmu jeszcze w grudniu. Minęły cztery miesiące. Jeżeli rzeczywiście za kryptoaferą stoją rosyjskie służby i zbrodnia, gdzie są działania prokuratury odpowiednie do tej rangi? Zamiast tego dostajemy kolejną konferencję prasową.
Pojawił się jeszcze jeden wymiar tej sprawy, o którym media koalicyjne zgodnie milczą. Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki postawił podczas sejmowej debaty pytanie, które być może będzie miało poważne, długofalowe skutki. Otóż Tusk, przemawiając 8 kwietnia na posiedzeniu Rady Ministrów, miał ujawnić okoliczności objęte klauzulą tajności, z pisma jednej ze służb z początku lutego. Bogucki wprost zapytał, czy szef tej agencji formalnie ściągnął klauzulę, i odpowiedział sam sobie: według jego wiedzy nie. Konsekwencja jest prosta. Jeśli tak, premier mógł popełnić przestępstwo ujawnienia tajemnicy państwowej. Bogucki zapowiedział, że złoży zawiadomienie, jeśli jego ustalenia się potwierdzą.
Lepiej nie pytać
Retoryczna struktura całego wystąpienia Tuska jest klasyczna: ogromne oskarżenie, zero weryfikowalnych faktów publicznie dostępnych, a kto pyta, ten „gra na rzecz tej firmy”. Każdy ma takiego Gomułkę, na jakiego sobie zasłużył.
No ale wszyscy wiemy, że nie o Zondę chodzi. Rosyjskie powiązania Giertycha, działania wyglądające bliźniaczo do zarzutów Tuska wobec giełdy kryptowalut, do tego klub kłodzkich i nie tylko miłośników dzieci i zwierząt, z którym premier ochoczo się fotografował i politycznie wspierał. Nie mieliśmy nawet oświadczenia w którejkolwiek z tych spraw, głupiego onepagera, nic.
Przyciśnięty pytaniem Tusk wyjaśnił, że Giertych interesuje go tylko jako poseł, a poza posłowaniem już nie. Ot skrajnie daleko posunięta filozofia egzystencjalna, Sartre byłby dumny: mecenas Giertych po przemieszczeniu się z kancelarii do Sejmu i z powrotem staje się inną jednostką, zmienia się baza egzystencji, więc i esencja inna. A Kłodzko? Nie ma takiego miasta. Jest Kłodawa, Kłobuck, jest nawet Kłoczew, ale Kłodzka nie ma.
