„Niech osoba zaczeka, czyli jak regulować język pałką”

„Niech osoba zaczeka, czyli jak regulować język pałką”

blank

Od Wigilii napisanie w ogłoszeniu o pracę „zatrudnię zbrojarza-betoniarza” może poskutkować grzywną. Trzeba napisać: „osobę do prac zbrojarsko-betoniarskich”, czy jakoś podobnie. Odpowiedzialna za wprowadzenie tego przepisu osoba ministerska tłumaczy, że wszystko po to, aby nikt się nie czuł „wykluczony”.

Tu pojawia się pierwszy problem, bo skoro określenie sugerujące płeć jest nielegalne, to właściwie powinniśmy napisać, aby „nikt lub żadna nie czuł się lub nie czuła wykluczony lub wykluczona”. Wygląda to pokracznie, ale zapewniam, że zdania tego, używając konstrukcji z „osobą”, stworzyć się w języku polskim nie da. Oczywiście osoby ministerskiej to nie przejmuje, żaden dziennikarz o to nie zapyta, a gdyby nawet zapytał, to otrzyma odpowiedź, że „się czepia”, a rozmowa jest „nie na poziomie”. Brnijmy więc dalej na poziomie, na jakim się dzięki osobie ministerskiej znaleźliśmy.

Otóż wszystko to po to, aby nasz świat był bardziej przyjazny i bardziej — jak to powiadają — inkluzywny. Więc wszyscy zmyleni faktem, że na straży tego dobrego świata stoi urzędnik z blankietem do wymierzania grzywien, powinni zostać uspokojeni, że o przyjaźń chodzi, a nie o opresję. W skrócie wygląda to tak: dobrzy nie mają się czego obawiać. Źli jednak — no cóż… sami sobie winni, w końcu mogli być dobrzy.

W tym momencie przypomina się oczywiście słynny cytat z Kisiela, że w Polsce „trzeba wziąć ludzi za mordę i wprowadzić liberalizm”. Wszyscy go znają, więc nie ma się co nad nim rozwodzić, jednak nie wszyscy znają komentarz do niego sformułowany przez profesora Jerzego Szackiego na łamach „Kultury Liberalnej”. Otóż profesor podszedł do przewrotnego stwierdzenia Kisiela całkiem poważnie i uznał, że „nie wyobraża sobie liberalnego fanatyka”. Minęła już prawie dekada od jego śmierci, ale można chyba powiedzieć, że chyba by się pan profesor zdziwił. Liberalny fanatyzm żyje i ma się dobrze. I jak każdy fanatyzm ukrywa się za maską dobra i życzliwości.

Przyczyna, dla jakiej napisanie w ogłoszeniu, że się zatrudni „zbrojarza-betoniarza”, miałoby urażać uczucia kobiet marzących o karierze przy noszeniu worków z cementem i manipulowaniu drutem wiązałkowym, jest trudna do uchwycenia. Niedawno spotkałem pewną góralkę, która jako jedyna kobieta ukończyła kurs na juhasa (bardzo trudny i wymagający) i była oburzona, gdy ktoś chciał określić ją mianem juhaski: „Ja jestem juhasem, szanowny panie” — odezwała się do mnie z godnością. Bardzo jestem ciekaw, co z tym fantem zrobiłaby osoba ministerska, bo według przepisów ta góralka sama się „wykluczała i deinkluzywowała”. Będzie nad czym pracować w ministerstwie w przyszłym roku! Albo elastyczniejsze przepisy, albo ustawa o reedukacji. Będziemy śledzić.

Osoby (bez ironii) o mentalności lewicowej postrzegają rzeczywistość jako pole do zmian i regulacji. Zwyczaj nie jest dla nich wartością, a przeszkodą. Wigilia w tym roku po raz pierwszy była dniem wolnym od pracy. Lewica nie omieszkała się pochwalić, że to właśnie ona, a nie „kościółkowa” prawica, dała ludziom wolne w tym dniu tak ważnym w naszej tradycji. Tylko że do tej pory, na mocy niepisanego zwyczaju, praca w Wigilię kończyła się około południa. W biurach, w handlu, w firmach produkcyjnych. Można było oczywiście zawsze natrafić na nieużytego szefa, ale i on musiał się liczyć z reakcją, więc nie przesadzał. Teraz jest ustawa i do pracy się nie przychodzi. Pięknie. Tylko że Senat właśnie zajmuje się petycją, aby Święto Trzech Króli przesunąć do kategorii dni pracujących. Jest to oczywiście petycja obywatelska, ale może się okazać, że władza zechce wyjść obywatelom naprzeciw, prawda? I wówczas zamiast dnia wolnego ustawowo w Trzech Króli i dnia wolnego częściowo, w sposób zwyczajowy, w Wigilię, otrzymamy tylko jeden dzień wolny, który i tak był prawie wolny. Taka jest uroda regulacji.

Podobnie z próbami zmieniania języka i zwyczaju językowego. Ponieważ mamy do czynienia z organizmami żywymi, więc nigdy nie wiadomo, co manipulowanie przy nich spowoduje. Pracodawca chcący zatrudnić krzepkiego faceta do lania betonu będzie wkurzony, że przepisy uniemożliwią mu przekazanie tego w sposób zrozumiały w środowisku, do którego kieruje ogłoszenie. Kobieta dumna z tego, że stała się juhasem, będzie niezadowolona, że jakiś urzędnik usiłuje jej tę dumę odebrać. Tylko „grzywnosoby” będą zadowolone, bo im wszystko jedno, aby się kasa zgadzała.

W dawniejszych czasach ludzie pochodzący z niższych sfer społecznych, postawieni w sytuacji, w której nadano im nieco władzy — jak odźwierni czy służący — mieli często zwyczaj zwracać się do ludzi, nad którymi tę odrobinę władzy sprawowali, w trzeciej osobie. Zamiast powiedzieć „proszę zaczekać” lub „niech pan zaczeka”, mówili „niech osoba zaczeka”. Zaznaczali w ten sposób wyraźnie dystans wobec nieznajomego i to, że ani oni go prosić o nic nie będą, ani on dla nich żadnym panem nie jest. Jest — owszem — osobą i dostaje dokładnie to, co mu się należy, ani mniej, ani więcej.

Mam wrażenie, że w osobach ministerskich wyraźnie odznacza się mentalność służących i odźwiernych, którzy chcieliby widzieć wszystko i wszystkich w sposób jednolity, aby podkreślić tę swoją odrobinę władzy, jaką nad nimi sprawują. Być może powinniśmy im powiedzieć łagodnie: „Niech osoba zaczeka. Tam, w przedpokoju jest krzesełko, osoba sobie usiądzie, posiedzi i ochłonie. A potem uprzejmie prosimy won!”

Autor tekstu
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

Wyszukiwarka
Kategorie
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank