Nokia, rower i atomowy guzik. Mark Rutte i Jarosław Kaczyński – bracia od politycznej ascezy

Nokia, rower i atomowy guzik. Mark Rutte i Jarosław Kaczyński – bracia od politycznej ascezy

blank

Jeden na starym rowerze, drugi w żoliborskiej twierdzy. Mark Rutte i Jarosław Kaczyński to polityczni asceci, dla których życie prywatne jest tylko przypisem do służby państwu. Choć dzieli ich ideologia, łączy ich znacznie więcej niż mogłoby się wydawać.

W świecie liderów-influencerów taplających się w autopromocji i krótkotrwałych zasięgach, obecny sekretarz generalny NATO i przywódca PiS wyglądają jak goście z innej epoki. Jeden pędzi przez Hagę na starym rowerze, drugi planuje strategię w zaciszu żoliborskiej willi – a pod względem charakteru są niemal politycznymi bliźniętami.

Łączy ich asceza, która stała się orężem. Życie prywatne sprowadzili do przypisu. Samotność nie jest tu skutkiem ubocznym kariery, lecz jej warunkiem: obaj pozostali kawalerami, jakby państwo było jedynym dopuszczalnym małżeństwem. W obu życiorysach centralną rolę odgrywała matka – kompas moralny, ale i ostatnia instancja, przed którą zdaje się raport z życia. I obaj coś po drodze porzucili: szef NATO – marzenie o karierze pianisty, lider PiS – ambicje osobistego komfortu. Jednak ich asceza ma inne korzenie: u Ruttego jest mieszczańska i egalitarna, u Kaczyńskiego – inteligencko-romantyczna, czyniąca z domu nie miejsce odpoczynku, lecz bastion.

Najbardziej uderza ich polityczny nietzscheanizm – zdolność do zmartwychwstawania. Rutte, „Teflonowy Mark”, przetrwał, bo był płynny – potrafił dostosować się do każdego prądu. Kaczyński z kolei jest „betonowy”: on się nie nagina, on napiera, budując swoją siłę na niewzruszoności. Obaj regularnie ogłaszani emerytami, za każdym razem wracają jako główni rozgrywający. Zbudowali systemy, w których nie muszą wygrywać debat – wystarczy, że kontrolują architekturę gry.

Dla obu czas nie jest linią, lecz kołem. Nie budują karier w cyklach kadencji, lecz w perspektywie dekad. Rutte potrafił miesiącami celebrować proces formowania rządu; Kaczyński trwał w opozycji lata, traktując to jako postój na przegrupowanie. Obaj przedkładają skuteczność nad estetykę. Holender twierdził, że „wizja jest jak słoń, który zasłania widok”, traktując ideologię jak przeszkodę. Kaczyński przeciwnie – buduje na twardym fundamencie ideowym, ale podporządkowuje go bezwzględnej dyscyplinie działania.

Ich dystans do cyfrowego świata jest powszechnie znany. U Ruttego to legendarna Nokia, na której pisał SMS-y, jakby smartfon był kaprysem historii. U Kaczyńskiego – scena z dyktowaniem treści wpisów posłowi Foglowi do mediów społecznościowych. Dwa różne obrazy, ten sam komunikat: technologia jest pośrednikiem, nigdy partnerem.

Dyscyplina w Brukseli i żelazna ręka na Żoliborzu uczą tego samego: w erze performansu najgroźniejsi są ci, którzy nie łakną oklasków. Skromne mieszkanie i rower potrafią okazać się równie skutecznym centrum dowodzenia co gabinety z kryształowymi żyrandolami. Bo prawdziwa siła nie tkwi w atomowym guziku, lecz w umiejętności trzymania go w kieszeni – najlepiej obok starej Nokii, której nie trzeba nigdy ładować.

Autor tekstu
Andrzej Pawluszek

Andrzej Pawluszek

Dziennikarz publikujący w Polsce i Holandii, autor bloga na portalu The Times of Israel. Założyciel United Against Defamation – organizacji walczącej z rozmywaniem niemieckiej odpowiedzialności za Holokaust

Wyszukiwarka
Kategorie
Andrzej Pawluszek

Andrzej Pawluszek

Dziennikarz publikujący w Polsce i Holandii, autor bloga na portalu The Times of Israel. Założyciel United Against Defamation – organizacji walczącej z rozmywaniem niemieckiej odpowiedzialności za Holokaust

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank