Cały Świat żyje od kliku dni spektakularną akcją wojskową sił USA pojmania i wywiezienia Nicholasa Maduro, nieuznawanego prezydenta Wenezueli. Trudno zaprzeczyć, że to wydarzenie o absolutnie pierwszorzędnym znaczeniu i na łamach DOBITNIE też staraliśmy się przedstawić opinie na ten temat. Ale w cieniu tej spektakularnej akcji wydarzyło się coś, co śmiem twierdzić, ma też bardzo istotne znaczenie. W nocy z 3 na 4 stycznia w Berlinie doszło do aktu terrorystycznego, który wstrząsnął nie tylko mieszkańcami stolicy Niemiec. Lewacka organizacja Vulkangruppe podpaliła kable energetyczne pod jednym z mostów nad kanałem Teltow w pobliżu elektrociepłowni w dzielnicy Lichterfelde co spowodowało ogromną awarię i długo trwające przerwy w dostawach prądu.
Ktoś, kto spojrzy na dostępne zdjęcia może powątpiewać, bo to tylko trochę zwisających kabli. Ale sprawa jest poważna, w początkowej fazie energii elektrycznej, pozbawione było ok. 50 tys. gospodarstw domowych (szacuje się, że ponad 100 tys. osób) i 2 tys. przedsiębiorstw. Pojawiły się także problemy z dostawami ciepła systemowego, a to wszystko akurat w dość mroźnym okresie, gdzie temperatury regularnie spadały poniżej 0°C. A to tylko początek katastrofalnego domina. Częściowy paraliż komunikacyjny, zamknięte placówki edukacyjne, potężne zakłócenia w pracy szpitali i urzędów, konieczność organizacji na ogromną skalę pomocy społecznej. Przy niedziałającej lub wadliwie działającej telefonii komórkowej konieczność organizowania systemu rozpowszechniania podstawowych informacji np. jak organizować inne opcje ogrzewania mieszkań. Straty gigantyczne, skutki społeczne, także podważonego zaufania do państwa, nie do oszacowania. Służby remontowe bardzo intensywnie pracują nad usunięciem skutków awarii, ale fakt że to już trwa kolejny dzień potwierdza tylko, iż atak był celny i bardzo bolesny.
To nie pierwsza podobna akcja tej grupy, wcześniej np. atakowali niemiecką fabrykę Tesli. Tylko, że wtedy przedmiotem akcji były aktywa znienawidzonego Elona Muska, to społeczny odzew i oburzenie były takie sobie, a organizacja, owszem, została zauważona i to właściwie było tyle. Ale we wrzeniu ub.r. nastąpiła eskalacja, podpalenie dwóch słupów energetycznych spowodowało już poważniejszą awarię. Teraz celem sabotażu była infrastruktura krytyczna wyprowadzająca energię z elektrowni zasilanej gazem ziemnym. I ten element czyli energetyka oparta na paliwach kopalnych został wskazany wprost, jako motyw działań sprawców w ich liście otwartym.
Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na dwa problemy. Jeden to stan niemieckiej infrastruktury krytycznej i sposób jej zabezpieczenia. Ten i wcześniejsze akty terroru wskazują, że sytuacja u naszego zachodniego sąsiada w tym zakresie jest daleka od oczekiwanego poziomu. Okazuje się, że precyzyjny atak, do przeprowadzenia którego nie potrzeba prawdopodobnie żmudnych przygotowań i bardzo finezyjnych metod działania jest w stanie sparaliżować pokaźną część państwa. Możemy znaleźć dużo krytycznych komentarzy i oskarżeń wobec państwa i krajów związkowych o wieloletnie zaniedbania i lekceważenie tematu. A przecież w Europie trwa wojna, której stroną jest Rosja, państwo wrogie wobec struktur zachodnich, które dodatkowo dysponuje nieporównanie większymi możliwościami niż najbardziej nawet sfanatyzowani radykałowie. Zresztą kto wie, może ci radykałowie świadomie lub nie są przez Rosję inspirowani? A, że Moskwa jest zdolna do podobnych akcji to już mieliśmy okazję się przekonać w minionych czterech latach. Jedno jest pewne: katastrofa do jakiej doprowadzili lewacy w stolicy Niemiec została na pewno bardzo dokładnie odnotowana w Rosji.
Ale piszę o Niemczech i ich zaniedbaniach, a czy mamy pewność, że u nas sytuacja wygląda lepiej? Ostatnie lata to cała fala najróżniejszych awarii i ataków, także na infrastrukturę krytyczną. A przecież sytuacja wyglądała źle już wcześniej, jeszcze z czasów przed wybuchem pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Pamiętają Państwo pożar Mostu Łazienkowskiego w lutym 2015 r.? Wtedy z dymem poszła infrastruktura przesyłowa znajdująca się pod płytą mostu. Pożar został spowodowany przez bezdomnych. Tak po prostu. Czyli kilku bezdomnych wstrząsnęło infrastruktura krytyczną całego państwa. A to było 11 lat temu. Mamy pewność, że jest lepiej?
Drugi problem, to odradzający się lewacki ekstremizm. Dzisiaj przyjął on twarz troski o klimat i walki o planetę, ale to jest ta sama bestia, która 40-50 lat temu mordowała ludzi na ulicach miast Niemiec Zachodnich, Włoch czy Francji. Na razie nie giną ludzie, ale jak długo jeszcze? Przecież odcięcie energii elektrycznej w środku zimy dla ponad 100 tys. ludzi jest podaniem ręki śmierci! Wiele osób przestrzegało, że co raz radykalniejszy język przeciwników paliw kopalnych trafiający na rozemocjonowanych przeważnie młodych ludzi, często dotkniętych stagnacją gospodarczą, w jakiej znalazł się świat zachodni musi się tak skończyć. A w takiej sytuacji uzasadnione jest pytanie, kiedy zaczną ginąć ludzie?
Język listu to jest niemal kalka podobnych rewolucyjnych odezw z lat 60 czy 70. Tylko imperialistów zastąpiły paliwa kopalne – czy raczej zwolennicy ich użytkowania – a ciemiężony przez kapitalistów lud zastąpił klimat i ginąca planeta. No i oczywiście szlachetna działalność rewolucjonistów prowadzona jest w imieniu nas wszystkich. A, że czasem będzie to dla nas dotkliwe? Cóż, musimy to zrozumieć i wybaczyć, jak mieszkańcy Berlina, którzy w środku zimy zostali pozbawieni energii elektrycznej i ciepła.
Mógłbym sobie żartować, że to dialektyka typowa dla lewicy w jej najbardziej rozgrzanej formule. Ale to raczej powód do troski, bo moim zdaniem, żarty się skończyły, a same hasła tym fanatykom, przynajmniej niektórym, już nie wystarczają. Pociechą może być konstatacja, że u nas nie było nigdy pożywki dla intensywniejszego rozwoju lewicy w jej najradykalniejszej formie. Mieliśmy trochę problemów z bojówkami komunistycznymi w II RP, ale na tle bardzo burzliwych czasów w całej Europie w dwudziestoleciu międzywojennym, to był raczej epizod. Rok 68’ w Polsce miał też inne podłoże niż na Zachodzie.
To prawda, ale nie traktowałbym tego jako gwarancji, że my jesteśmy zupełnie wolni od takich zagrożeń, jakie pojawiły się kilka dni temu w Berlinie.
Fot. Media społecznościowe
