Ostatnia wieczerza w karczmie przeznaczonej do rozbiórki

Ostatnia wieczerza w karczmie przeznaczonej do rozbiórki

blank

Oj, niedobrze, Panowie, niedobrze — jak to było w słynnych „Rycerzach trzech” Waligórskiego. Później przejął to Irek Dudek, zaczynając od tych słów słynną piosenkę „U siala, la”. A jak jakieś powiedzenie wejdzie do obiegu, to potem już krąży w nim bez przerwy. I znowu pasuje jak ulał do obecnej sytuacji, bo słaba ta rekonstrukcja. Jakieś miernoty, ale w polskiej polityce tuzów to jak na lekarstwo.

Niewątpliwie trzeba się cieszyć z braku Leszczyny, Wróblewskiej czy Bodnara, ale sędzia Żurek zapewne zapełni tę pustkę. Zresztą „silni razem” — ale już nie z osobna — cieszą się, że zrobi nam z d… jesień średniowiecza. Myślę jednak, że ujmie trochę punktów procentowych swoimi radosnymi działaniami. Pewnie nie było jeszcze ministra sprawiedliwości, który miałby za sobą rozprawę, w której sądziłby swoją dorosłą córkę o zapłacone alimenty. Chyba że coś źle zrozumiałem — to proszę miłośników Pana Sędziego o sprostowanie.

Dla mnie papierkiem lakmusowym jest fakt, że w rządzie została Barbara Nowacka, kobieta, która się tam trzyma chyba tylko siłą woli — nie wiem, czy swojej, czy premiera. Nie kupuje jej nawet ZNP, a to, jakby nie było, związek mocno zlewicowany. Bardzo spektakularny jest powrót „Bobasa” Kierwińskiego, który wcześniej został zmuszony przez Tuska do zrezygnowania z mandatu europosła, aby zostać supermanem od spraw powodzi. I kiedy wydawało się, że już z tego czyśćca to tylko do piekła może trafić, nagle otworzyły się oczy niebieskie i „Bobas” wkroczył na salony. Teraz wie, komu ten powrót zawdzięcza, i musi być wierny na wieki wieków, amen.

Ten sposób działania Starsi Panowie Dwaj — z obydwu stron politycznej barykady — opanowali do perfekcji.

A ponieważ jakoś tak w rytm słów kilku piosenek (choćby sparafrazowanych) zaczął się ten felieton, to pora teraz na rockandrollowca. Niewątpliwie rzadko się zdarza, że osoba występująca na scenie muzycznej zostaje ministrem. A może to i szkoda, bo obecny szef MAP jest nie tylko naprawdę bardzo doświadczonym menedżerem, ale i fascynatem rocka, który jeszcze niedawno występował w zespole Chemia.

Wojtka Balczuna poznałem jeszcze w XX wieku. Spotykaliśmy się przy różnych okazjach, a ostatnio — jakieś dwa lata temu — trafiliśmy na siebie przypadkiem w pociągu. Opowiedziałem mu o kłopotach naszego wspólnego kolegi, Cześka, który jest ciężko chory i stracił nogę. Czesław pracował kiedyś z Wojtkiem. Zadzwoniliśmy do niego i Wojtek zadeklarował — i, co ważniejsze, dotrzymał słowa — że będzie mu co miesiąc przesyłał określoną kwotę. Czesiek napisał o tym na swoim Facebooku po tym, jak jego donator został ministrem. Trochę dziwne jak na polityka, chociaż powinno być normalne.

Nie bardzo rozumiem, czemu Balczun został szefem MAP. Zawsze unikał polityki. Owszem, był w zarządach państwowych spółek, ale żeby minister? To raczej nie bardzo. Opowiadał mi wtedy o swojej ukraińskiej przygodzie. To spotkanie przypomniało mi się, kiedy zaatakował go — na tych samych internetowych łamach — redaktor Staniszewski.

A ponieważ ja również znam ten kraj dobrze, to kilka słów w temacie: Ukrainy nie da się zrozumieć — Ukrainę trzeba poczuć. Tu nie wystarczą wyjazdy do Lwowa czy nawet Odessy. Jeżeli ktoś mówi o korupcji w Polsce, to znaczy, że może poczuć znikomą część tego, czym to zjawisko jest na Ukrainie. Balczun wszedł w coś, co było źródłem dochodu tysięcy ludzi. Wystarczy zmienić dostawcę mydła czy papieru toaletowego, a już rosną nowe fortuny, a stare upadają.

O ile dobrze pamiętam, wyjechał z Ukrainy po półtora roku walki z systemem — wydawało się beznadziejnej, ale jednak zakończonej sukcesem. Firma zaczęła przynosić zysk, a pracownicy dostali 50% podwyżki. Do dzisiaj w rankingach kolejarzy zajmuje drugie miejsce wśród najlepszych szefów UZ (kolei), i co najważniejsze — wyszedł bez zarzutów i spraw kryminalnych, co jest niespotykane w tej firmie. Wiem też, że bardzo angażował się w pomoc Ukrainie po wybuchu wojny pełnoskalowej.

Trochę mi szkoda, że zdecydował się być ministrem, bo może poprawić notowania tego rządu. Ale z drugiej strony — nie można podchodzić do tematu w myśl zasady, że im gorzej, tym lepiej.

Rozpisałem się na temat jednego ministra, a przecież warto byłoby przeanalizować inne nominacje. Ale właściwie to, co najciekawsze, było na początku felietonu. Tylko że to wszystko bal na Titanicu. Najwierniejsi z wiernych jeszcze bronią rządu i opowiadają, że po blisko dwóch latach benzyna jest jednak po 5,20 — zupełnie nie biorąc pod uwagę sytuacji i cen sprzed kilku lat. I to jest ta orkiestra, która gra radośnie, zamiast ostrzegać przed nadchodzącą katastrofą.

Ale lepiej przecież żyć w przekonaniu, że „jest super, jest super, więc o co ci chodzi” (ty pisowski głupku, co to piszesz te swoje wypociny i ziejesz jadem, a na dodatek nic nie rozumiesz).

Ale kusi mnie, żeby na koniec zacytować genialny tekst piosenki o Titanicu:

Bo gdy Tytanic tonął
To też orkiestra grała
Bo gdy Titanic tonął
To też był wielki szpan
Dowódca miał do końca koszulę śnieżnobiałą
A para szła za parą w tan

Prawda, że super? Ten dowódca, w śnieżnobiałej koszuli — nie przypomina Państwu kogoś?

Czasami cytaty, nawet sprzed blisko pięćdziesięciu lat, są nadal aktualne. Szkoda, że nie mam więcej miejsca na całość tekstu — ale możecie Państwo znaleźć w necie. A jaka dobra nazwa wykonawcy: „Ostatnia Wieczerza w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki”. Prawda, że dobitny?

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank