Przepychanki między frakcjami PiS powodują, że część polityków tej partii łakomym okiem spogląda w kierunku Grzegorza Brauna. To pozornie proste: wystarczy zawrzeć koalicję z tym kontrowersyjnym politykiem, by stworzyć silny prawicowy blok, który pozwoli powrócić do władzy. To jednak ułuda.
Grzegorz Braun i jego Konfederacja Korony Polskiej nie tworzą formacji, która ma jakiś spójny rys programowy. Jest raczej negacją wszystkiego, co mieści w mainstreamie. Możemy jasno powiedzieć kogo i czego Braun i jego ludzie nie lubią: Ukraińców, Żydów, liberałów, maseczek, chanuki, Unii Europejskiej, Niemiec, zielonego ładu, części podatków, Morawieckiego, Tuska, Kaczyńskiego itd. Słowem wszystkiego, co tworzy dzisiejszą politykę.
Trudniej wskazać – oczywiście poza gaśnicą i sentymentem do Rosji – czego są zwolennikami. Grzegorz Braun mówi co prawda o odzyskaniu suwerenności i niepodległości, ale to raczej wynik negowania tego, co ją ogranicza, a nie budowaniu własnej siły. To zresztą nie może być najsilniejszym punktem partii, która uznaje, że rosyjski car był dobrym królem Polski.
Z mgły, jaką wokół siebie roztacza lider Konfederacji Korony Polskiej, wyłania się chęć przywrócenia jakiegoś starego porządku, który był lepszy niż obecny. Nawet jeśli miałby się opierać o sojuszu z Rosją, która dla Brauna jest strażnikiem tradycji. To oczywiście absurd, ale dla wielu jego wyborców nie ma znaczenia. Chodzi o protest, przeciwstawienie się zepsuciu obecnych partii, rozluźnieniu obyczajów i w ogóle ogólnemu wkur…wkurzeniu.
Część polityków PiS patrzy na mobilizację i zaangażowanie elektoratu Konfederacji Korony Polskiej z zazdrością. Przypominają sobie, jak kiedyś to ich wyborcy mieli w sobie ten ogień świeżości i parli do zmian. Po ośmiu latach rządów, zepsuciu i rozleniwieniu pisowskich elit, ten płomień jednak przygasł. Czasem nawet ledwo się tli. Według prostej kalkulacji wystarczy więc zawrzeć sojusz w Grzegorzem Braunem, by znów stanąć w chwale zwycięzców.
To jednak nieprawda. PiS ma już za sobą koalicję z partiami protestu: Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. Sojusz ten skończył się katastrofą, przyspieszonymi wyborami i utratą władzy. Ówczesna koalicja była pasmem kryzysów, idiotycznych pomysłów i skandali. Warto o tym pamiętać, gdy chce się sięgać po ludzi z obrzeża polityki.
Dodatkowo Grzegorz Braun wcale nie chce koalicji z PiS. Rośnie dopóki kontestuje wszystkich i wszystko. Gdy tylko stanie się jednym z wielu polityków prących do władzy, jego gwiazda zacznie przygasać. Jest oczywiście bardzo inteligentnym człowiekiem i zręcznym politykiem, ale też graczem zupełnie nieprzewidywalnym. Na tym zresztą polega dziś jego siła. On zdaje się mówić: Żadnych układów z tymi, którzy niszczą Polskę. A więc także z PiS.
Zakładanie, że Konfederacja Korony Polskiej będzie przewidywalnym i lojalnym partnerem, a szczególnie wobec partii Jarosława Kaczyńskiego, jest mrzonką. Nie o to grają Braun i spółka. Ich celem jest raczej niszczenie PiS, niż torowaniu Morawieckiemu, Sasinowi, Błaszczakowi, Czarnkowi i Bocheńskiemu drogi do władzy.
Facet z gaśnicą chce zająć miejsce PiS.
