Odmowa spotkania z Wiktorem Orbanem podczas szczytu państw Grupy Wyszehradzkiej jest efektowna, jednak realnie mało efektywna. Prezydent Nawrocki wysyła oczywiście jasny sygnał, że przyjaźń z Władimirem Putinem jest nie do przyjęcia, ale przecież premier Węgier przez ten gest swojej polityki nie zmieni.
Karol Nawrocki jest politykiem twardym. Wiele razy udowodnił, że nie obawia konfrontacji i potrafi jasno artykułować polskie interesy. Tak było na przykład podczas spotkania z kanclerzem RFN Friedrichem Merzem. Niemiecka prasa dostrzegła w polskim prezydencie groźnego gracza, gdyż poważnie zaniepokoiła się jego postawą.
Dlaczego więc nie stawił czoła Wiktorowi Orbanowi? Obawiał się, że polskie i zachodnie media liberalne zarzucą mu prorosyjskość? I tak to zrobią przy pierwszej okazji, nie zważając na to, że Rosja wysłała za nim list gończy? Pragnie pokazać, że jest w centrum europejskiej polityki? Establishment i tak nigdy nie uzna go za swojego. Chciał pokazać wyższość moralną? W realnej polityce nie jest to towar zbyt dużej wartości. Zamierzał zademonstrować bezkompromisowość w sprawie imperialnych zapędów Rosji? Dla prawicy jest ona oczywista, a liberałowie oraz lewica i tak będą powtarzać, że prawica brata się z Putinem.
Jedynym poważnym powodem może być niechęć do udzielenia Orbanowi poparcia w trwającej na Węgrzech kampanii wyborczej. Ten błąd wiele lat temu popełnił na przykład Donald Tusk spotykając się Kremlu z Władimirem Putinem kilka tygodni przed wyborami w Rosji. Wówczas zostało to odebrane jako wsparcie dla rosyjskiego zbrodniarza. Tyle tylko, że Orban to nie Putin. Nawet jeśli uznamy go za śliskiego typa, który nigdy nie był lojalnym sojusznikiem, a dodatkowo – wiele na to wskazuje – jest politykiem schodzącym z politycznej sceny, to trudno nie uznać go postać nietuzinkową.
Premier Orban rządzi na Węgrzech od ponad piętnastu lat, a jego polityka opiera na się zręcznym lawirowaniu między Brukselą, Moskwą, Berlinem i Waszyngtonem. Dla unijnych elit jest oczywiście wcieleniem zła, ale dla Berlina już niekoniecznie. Jest wyjątkowo użytecznym politykiem dla kolejnych kanclerzy, gdyż utrzymuje relacje z Kremlem w takim sposób, w jaki Niemcom dziś nie wypada. Jest kimś w rodzaju łącznika, który zapewnia ciągłość kontaktów między rządem federalnym a Władimirem Putinem. Poprzez niezłe relacje z Donaldem Trumpem próbuje także odgrywać rolę lidera regionu, który jest zdolny do wyłączenia emocji i kierowania się jedynie interesami.
Jeśli Karol Nawrocki pragnie odgrywać w przyszłości podobną rolę, musi pokazać, że jego plan na Europę Środkową jest bardziej realny i lepszy dla państw leżących między Rosją a Niemcami. Nie da się tego zrobić ignorując Wiktora Orbana czy czyniąc afronty. Spotykając się z nim można przedstawić swój plan i wyrazić sprzeciw wobec prorosyjskiej polityki Budapesztu. Unikając rozmów nie można zrobić nic.
