Ceny energii w Polsce w 2025 roku biją historyczne rekordy i nasz kraj znalazł się w grupie tych państw UE, które odnotowują najwyższe wzrosty. Po okresie mrożenia cen rynkowa cena energii elektrycznej wzrosła o ponad 20%, co – po uwzględnieniu siły nabywczej mieszkańców – sprawia, że drożej za prąd w UE płacą jedynie Czesi.
Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest na siłę realizowana transformacja energetyczna, związana z bezkrytycznym wdrażaniem przez obecny rząd tzw. Zielonego Ładu. W 2025 roku produkcja energii z OZE w Polsce notuje historyczne poziomy, osiągając w czerwcu rekordowe 44,1% udziału w miksie i wyprzedzając węgiel; w sierpniu generacja z fotowoltaiki wyniosła 2,7 TWh, a październik był rekordowy dla wiatru (3,2 TWh). Ogółem we wrześniu OZE wyprodukowały 4,6 TWh (37%).
Jak zatem ma się wzrost cen energii dla obywateli i gospodarki do wzrostu udziału źródeł OZE w bilansie produkcji? Przecież jesteśmy cały czas karmieni narracją, że energia z OZE jest „za darmo”. Jest to oczywista manipulacja – niestety doskonale podana i posypana klimatycznym lukrem.
Mamy też nieocenioną Polską Grupę Energetyczną (PGE), w której doszło ostatnio do kadrowego trzęsienia ziemi, a która jako prymus chwali się swoim sukcesem w transformacji. Jest to twierdzenie zdecydowanie na wyrost, gdyż w 2024 roku PGE wyprodukowała i sprzedała 56,2 TWh energii elektrycznej (34% produkcji krajowej), ale z tego „jedynie” 82% w elektrowniach węglowych i „aż” 4,9% w instalacjach OZE. PGE pochwaliła się publicznym uruchomieniem – za 130 mln zł – farmy fotowoltaicznej Kleszczów o mocy 50 MW, z której ma osiągać przychody około 24 mln zł rocznie. To wzorcowy przykład do sprawdzenia, czy energia z OZE jest tania, czy droga.
Analizę tego przypadku przeprowadził zaprzyjaźniony z Dobitnie.pl prof. Ziemowit Malecha z Politechniki Wrocławskiej. Na marginesie polecam jego wypowiedź na konferencji „Polska – Następny Krok”. Wykazał on, że koszt produkcji jednej MWh wynosi aż 460 zł, podczas gdy przykładowo w jednostkach na węgiel brunatny jest to około 250 zł za MWh, a na węgiel kamienny – około 350 zł za MWh. Darmowa energia ze słońca to mit. Do bezpłatnego „paliwa słonecznego” należy doliczyć koszty inwestycyjne, operacyjne oraz zyski operatorów systemu – a są one niebagatelne. Koszt inwestycji w 1 MW mocy w fotowoltaice (PV) wynosi 2,6 mln zł, ale należy uwzględnić współczynnik wykorzystania tej mocy, który w polskich warunkach wynosi maksymalnie 11%. Oznacza to 21,5 mln zł za 1 MW tzw. mocy ciągłej. Dla porównania, w najnowocześniejszej polskiej elektrowni węglowej Jaworzno III o mocy 910 MW koszt inwestycji wynosi około 7 mln zł za 1 MW. W przechwałkach PGE nie mogło zabraknąć zdania: „co odpowiada zapotrzebowaniu ok. 25 tys. gospodarstw domowych”. Gdy jednak znów użyjemy rachunków, wychodzi rocznie 2120 kWh energii elektrycznej, co raczej nie wystarczy na zasilanie pompy ciepła. Zatem mowa zapewne o gospodarstwach domowych, które przezornie ogrzewają się biomasą lub węglem.
I ostatni argument związany z kosztami elektrowni PV. Instalacja o mocy 50 MW zajmuje ok. 50 ha, czyli – jak można wnioskować – instalacja o mocy 910 MW (jak Jaworzno III) zajęłaby 910 ha, czyli obszar wielkości Ząbek, Bogatyni lub Bolesławca. To zdecydowanie wielokrotnie więcej niż powierzchnia potrzebna na posadowienie dużej elektrowni konwencjonalnej.
Zatem energia ze źródeł OZE nie jest tania. A dlaczego drogo produkujemy prąd w elektrowniach konwencjonalnych? ETS – europejski system handlu uprawnieniami do emisji – odpowiada za wzrost cen. Do emisji CO₂ związanej z produkcją energii elektrycznej dolicza się „podatek klimatyczny” wynoszący około 2 t CO₂ na tonę spalonego węgla. Dziś taki podatek, zwany fałszywie uprawnieniem, kosztuje około 75 euro. Oznacza to, że do kosztu produkcji w elektrowni węglowej wynoszącego 350 zł dodajemy około 630 zł, co daje niemal 1000 zł. Gdzie trafiają te pieniądze? Do kasy państwa oraz na konta funduszy inwestycyjnych.
Jeszcze gorsza sytuacja panuje w elektrociepłowniach produkujących – oprócz energii elektrycznej – także energię cieplną, ale to już inna opowieść…
