Polski węgiel w kryzysie: Jak państwo doprowadza górnictwo do upadku – zapowiedź raportu

Polski węgiel w kryzysie: Jak państwo doprowadza górnictwo do upadku – zapowiedź raportu

blank

Polski sektor węglowy notuje stratę 13,4 mld zł. Koszt wydobycia przekroczył 1000 zł za tonę, a cena sprzedaży to zaledwie 330 zł. Już jutro, w Barbórkę, w czwartek 4 grudnia, Dobitnie.pl opublikuje analizę największego kryzysu w historii polskiego górnictwa. Oto część wniosków z niej.

Jeszcze w 2023 roku górnictwo węgla kamiennego w Polsce było we względnie dobrej kondycji. Polska Grupa Górnicza zarobiła ponad 2 miliardy złotych, a cały sektor wykazał zysk rzędu 4,8 miliarda. Rok później? Strata 13,4 miliarda złotych. To pogorszenie wyniku o niemal 19 miliardów złotych w ciągu jednego roku – tempo, którego nie notowano w historii polskiego przemysłu.

Co się stało? W 2024 roku zmieniła się władza, a nowy rząd radykalnie przyspieszył dekarbonizację gospodarki. Ministerstwo Klimatu zaczęło agresywnie wdrażać Zielony Ład, dotując odnawialne źródła energii i wprowadzając kolejne ograniczenia dla wykorzystywania węgla. Energetyka, dotąd główny odbiorca polskiego węgla, drastycznie ograniczyła zakupy. Jednocześnie nikt nie pomyślał o tym, co stanie się z kopalniami i zatrudnionymi w nich 72 tysiącami pracowników.

Prognozy na 2025 rok są jeszcze gorsze: strata sektora może przekroczyć 9 miliardów złotych. Produkcja i wydajność spada, zaś  koszty wydobycia przekroczą 1000 zł/tonę.

Produkcja poniżej kosztów: ekonomiczny absurd

Najlepiej dramatyczną sytuację ilustrują liczby z Polskiej Grupy Górniczej – największego producenta węgla energetycznego w kraju. W 2025 roku koszt wydobycia tony węgla w sektorze górniczym przekroczy 1000 złotych, a cena sprzedaży do elektrowni wynosi zaledwie 330 złotych za tonę. Tak, dobrze czytacie – kopalnie sprzedają węgiel za jedną trzecią kosztu jego wydobycia.

To nie jest pomyłka, tylko efekt polityki państwa. Energetyka zawodowa, również kontrolowana przez Skarb Państwa, wymusza na kopalniach ceny na poziomie, który dla górnictwa oznacza bankructwo. A przecież węgiel importowany, uwzględniając koszty transportu do Polski, kosztuje około 509 złotych za tonę – prawie 70% więcej niż cena, którą płacą polskie elektrownie za węgiel krajowy.

Węgiel z polskich kopalń jest tańszy od importowanego o 35%, dlatego kopalnie notują gigantyczne straty. Niewielki efekt jednak przynoszą te rozpaczliwe działania, bo sprzedaż węgla do polskiej energetyki systematycznie maleje. Od roku 2021 zmniejszyła się o 1/3.

Wydajność na papierze i w rzeczywistości

Polska Grupa Górnicza to kolos zatrudniający 37 tysięcy osób w siedmiu zakładach górniczych. Ale to też najbardziej nieefektywny producent węgla w kraju. Wydajność PGG w 2025 roku spadnie poniżej 400 ton na pracownika rocznie. Dla porównania:

Średnia sektora 2024 : 585 ton na pracownika

Lubelski Węgiel Bogdanka: ponad 1400 ton na pracownika

PGG: poniżej 400 ton na pracownika

To oznacza, że górnik w Bogdance wyprodukuje w rok ponad trzy razy więcej węgla niż jego kolega z PGG. Różnica nie wynika z talentu czy zaangażowania – to, oprócz warunków geologiczno-górniczych,  kwestia organizacji pracy, inwestycji w nowoczesne technologie i… liczby ludzi w poszczególnych zakładach.

Problem w tym, że PGG ma zbyt wielu pracowników na zbyt wiele rozproszonych kopalń. Brakuje pieniędzy na inwestycje, koncentrację wydobycia, modernizację. A rząd? Zamiast pomóc w restrukturyzacji, utworzył fasadowe Ministerstwo Przemysłu w Katowicach (dziś Ministerstwo Energii), które nie ma realnych kompetencji ani w polityce energetycznej, ani w zarządzaniu sektorem.

Chaos organizacyjny: kto tu rządzi?

Jeden z kluczowych problemów to totalne rozproszenie odpowiedzialności. Jeszcze do 2020 roku za górnictwo i energetykę odpowiadało jedno ministerstwo – Ministerstwo Energii. Był koordynator, była strategia, były relacje górnictwo-energetyka. Po 2020 roku kompetencje rozdzielono między:

Ministerstwo Aktywów Państwowych (nadzór właścicielski nad spółkami)

Ministerstwo Klimatu (polityka energetyczna, regulacje środowiskowe)

Ministerstwo Przemysłu/Energii (nadzór merytoryczny, ale bez realnych kompetencji)

W praktyce oznacza to, że nikt nie jest za nic odpowiedzialny, a decyzje podejmowane są chaotycznie. Ministerstwo Klimatu forsuje likwidację węgla. Ministerstwo Aktywów Państwowych pilnuje, żeby spółki nie zbankrutowały zbyt szybko. A Ministerstwo Energii? Istnieje głównie na papierze.

Skutek? W 2024 roku Polska Grupa Górnicza miała trzech prezesów. Ministerstwo Przemysłu de facto przeniosło się do siedziby spółki i próbowało „ręcznie” zarządzać produkcją i cenami. Nie pomogło – strata przekroczyła 3,6 miliarda złotych, a w 2025 może być dwukrotnie wyższa.

Pomoc publiczna, której nie ma

W 2021 roku rząd i związki zawodowe podpisały umowę społeczną. Zakładała ona, że górnictwo będzie działać do 2049 roku, a państwo przeznaczy na ten cel prawie 29 miliardów złotych do 2031 roku. Pieniądze miały dopłacać do kosztów wydobycia, kiedy przekroczą one cenę węgla importowanego.

W 2023 roku górnictwo nie potrzebowało wsparcia – był zysk. W 2024 i 2025? Sektor pochłonął już 16 miliardów złotych. Przy obecnym tempie wydatków budżet na 10 lat zostanie wyczerpany do 2026 roku – zaledwie pięć lat po podpisaniu umowy.

Ale to nie wszystko. Rząd nigdy nie notyfikował tej pomocy w Komisji Europejskiej. W świetle prawa unijnego może to oznaczać niedozwoloną pomoc publiczną. Jeśli KE tak zdecyduje, spółki będą musiały zwrócić wszystkie dotacje. A to oznaczałoby natychmiastową upadłość.

Pytanie brzmi: czy to przypadek, czy celowe działanie, które ma przyspieszyć likwidację polskiego górnictwa?

Co dalej? Scenariusze i niewygodne pytania

Jeśli nic się nie zmieni, Polska Grupa Górnicza upadnie w ciągu dwóch do trzech lat. Pozostałe spółki pójdą w jej ślady. Import węgla wzrośnie do 15-20 milionów ton rocznie, a Polska straci resztki bezpieczeństwa energetycznego. Koszty? Od 50 do 100 miliardów złotych w ciągu pięciu lat – na likwidację kopalń, wsparcie dla bezrobotnych i… import energii po wyższych cenach.

Jest jednak alternatywa. Kompleksowa reforma sektora: konsolidacja najefektywniejszych kopalń w nową strukturę (Polski Zasób Węglowy), redukcja zatrudnienia o 30-40% z atrakcyjnymi pakietami odejść, rewizja polityki energetycznej, która uwzględni węgiel jako paliwo przejściowe do czasu uruchomienia atomu i gazu. Koszty? 25-35 miliardów złotych w ciągu dziesięciu lat.

Ale to wymaga odwagi politycznej, którą trudno dziś znaleźć w polskim rządzie.

Podsumowanie: węgiel jako ofiara ideologii

Polski kryzys górniczy to efekt zderzenia dwóch sprzecznych celów. Z jednej strony rząd forsuje jak najszybsze odejście od węgla, realizując unijny Zielony Ład. Z drugiej strony próbuje utrzymać przy życiu kopalnie, bo ich natychmiastowa upadłość oznaczałaby katastrofę społeczną na Śląsku, która wywołałaby falę protestów mogących pozbawić obecną kruchą koalicję władzy.

Wynik? Sektor, który jeszcze dwa lata temu zarabiał miliardy, dziś generuje straty przekraczające 13 miliardów złotych rocznie. Spółki sprzedają węgiel poniżej kosztów produkcji. Wydajność spada. A chaos organizacyjny uniemożliwia jakąkolwiek racjonalną strategię.

Pozostaje pytanie: czy rząd chce naprawdę uratować górnictwo, czy tylko odwleka jego upadłość do następnych wyborów? Liczby mówią same za siebie. Czas na decyzje zaczyna się kończyć.

Źródło: Raport analityczny Zespołu Dobitnie, grudzień 2025

Autor tekstu

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

Wyszukiwarka
Kategorie

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank