„Poradnik bezpieczeństwa” radzi ufać mediom… które właśnie likwidują

„Poradnik bezpieczeństwa” radzi ufać mediom… które właśnie likwidują

blank

Podobnie jak miliony współobywateli otrzymałem w ostatnich dniach broszurkę pod tytułem „Poradnik bezpieczeństwa”. W niespokojnych czasach obywatele muszą wiedzieć, co robić w przypadku zagrożenia i dobrze, że ta książeczka powstała. Nie jestem ekspertem od obrony cywilnej, więc nie będę się zajmował recenzowaniem jej treści. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na jeden element, który – idę o zakład – umknie zarówno tym, którzy się broszurką będą zachwycali, jak i tym, którzy zechcą ją skrytykować.

Otóż na stronie 35, która zatytułowana jest „Zagrożenia cyfrowe”, znajduje się zalecenie, aby informacje sprawdzać w „pewnych, publicznych źródłach informacji”, a wśród tych ostatnich wymienione są Polskie Radio i Telewizja Polska. Autorzy broszurki jakby nie zauważyli stanu prawnego, jak również intencji władz państwowych, które przed dwoma laty postawiły te podmioty w stan likwidacji i od tej pory konsekwentnie je likwidują. Jeżeli broszurka ma zawierać ścisłe informacje, wówczas należałoby wymienić pełną nazwę obu firm i wziąć pod uwagę ich przyszłość.

Ostatecznie bowiem można by jeszcze przejść nad tym błędem do porządku dziennego, składając go na karb dążenia do upraszczania przekazu, jednak nie wolno pominąć ważnej kwestii dotyczącej stanów przyszłych. Cóż bowiem, gdy wróg nadciągnie i zagrozi nam hybrydowo lub – nie daj Boże – kinetycznie, a obywatel zechce sprawdzić jakąś informację i okaże się, że Polskie Radio i Telewizję Polską w międzyczasie udało się nareszcie skutecznie zlikwidować? Co wtedy? Czyż nie jest to poważne zagrożenie cyfrowe?

Obywatel może wówczas zechcieć skorzystać z kolejnej rady z broszurki, czyli zasięgnąć informacji z rządowych stron internetowych i od służb państwowych. I tu znowu będzie problem, bo ktoś może na przykład potraktować jako wiarygodne przekazy podawane w Internecie przez premiera rządu. Zobaczy więc, jak zjeść żurek i obrać ziemniaki, a gdy wgłębi się nieco bardziej, wtedy się dowie, że cała opozycja znajduje się w zmowie z tymi, co właśnie nas atakują. Z pewnością to się bardzo przyczyni do spokoju społecznego w obliczu agresji.

Tak oczywiście nie będzie, bo gdy pojawi się realne zagrożenie, nagle przekazy płynące z oficjalnych kont członków rządu i koalicji rządzącej zmienią się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i staną się odpowiedzialne i wyważone. Tylko kto im uwierzy? Jeżeli z jakiegoś źródła miesiącami płynie ściek, to czy zechcemy się z niego napić tylko dlatego, że jego właściciel zaczął nas nagle przekonywać, że teraz to już wszystko jest czyste i krystaliczne? Bo może się okazać, że pociągniemy łyk, poczujemy smak gnojówki, a wtedy ujrzymy następny wpis: „Łyso wam?”.

Czy pani Schnepf-w-likwidacji stanie się wiarygodna tylko dlatego, że jej szefowie ubiorą ją w mundur i każą być miłą dla tych, których jeszcze tydzień wcześniej oskarżała gołosłownie o współpracę z Putinem?A cała ta menażeria, która tygodniami usiłowała podważyć wynik wyborów prezydenckich, czy nagle stanie się godna zaufania tylko dlatego, że ktoś na nas napadł?

No właśnie – zaufanie. Na stronie 35 broszurki „Poradnik bezpieczeństwa” wspomniano – nie wymieniając tego słowa – o sprawie kluczowej dla tego, czy zdołamy przetrwać wojnę. O zaufaniu. A skoro nie wymieniono tego słowa, a jest ono tak ważne, więc je powtórzę dobitnie: ZAUFANIE.

Nie można latami niszczyć zaufania społecznego przy pomocy fałszywych oskarżeń i kampanii nienawiści pod adresem politycznych przeciwników, organizowanych po to, aby odwrócić uwagę od realnych problemów, a potem nagle sądzić, że jakaś jedna broszurka sprawi, że wszystko to zniknie i ludzie zaczną sobie ufać i słuchać mediów, które poprzednio zajmowały się szczuciem.

Więc tak – dobrze, że taka broszurka powstała i miliony Polaków ją otrzymały. A teraz przed politykami sprawującymi w kraju władzę zadanie trudniejsze: powstrzymanie się od działań niszczących w społeczeństwie zaufanie i krok po kroku odbudowywanie go w ludzkiej świadomości. Dobrze by było, aby pomogli im w tym także politycy opozycji, choćby dlatego, że już za chwilę role mogą się odwrócić i większa część odpowiedzialności spocznie na nich.

Autor tekstu
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

Wyszukiwarka
Kategorie
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank