Propaganda sukcesu zderza się z rzeczywistością: rok 2025 przyniósł Polsce pogorszenie koniunktury, a prognozy na 2026 zapowiadają pełzającą stagnację. Zielony Ład, deindustrializacja i rozpad bezpieczeństwa energetycznego mogą okazać się kosztowniejsze, niż rząd jest gotów przyznać.
Rok 2025, mimo uprawianej przez Donalda Tuska propagandy sukcesu rodem z czasów PRL, jest okresem pełzającego pogarszania się sytuacji społeczno-gospodarczej. Proces ten został jedynie częściowo zamortyzowany napływem strumienia pieniędzy z KPO, wstrzymywanego politycznie przez lata.
Do kluczowych czynników pogarszających koniunkturę polskiej gospodarki należą:
Stagnacja w strefie euro
Podczas gdy globalna gospodarka rozwija się w tempie 3,2% rok do roku, strefa euro tkwi w stagnacji gospodarczej, będącej skutkiem polityki klimatycznej oraz nadmiernej biurokracji.
Wysokie koszty funkcjonowania i rosnąca niepewność powodują spadek aktywności przemysłowej, emigrację inwestorów poza Unię Europejską oraz wzrost bezrobocia.
Zielony Ład i przeregulowanie gospodarki
Wzrost kosztów energii, wynikający z konsekwentnego wdrażania polityki Zielonego Ładu przez obecny rząd, doprowadził do spadku produkcji przemysłowej o około 1%, co przełożyło się na analogiczny ubytek miejsc pracy w kluczowych gałęziach gospodarki.
Polski przemysł toczy samotną walkę z konkurencją z Chin i innych krajów pozaeuropejskich, będąc dodatkowo obciążanym kolejnymi daninami związanymi z Zielonym Ładem oraz nowymi regulacjami życia gospodarczego.
Kabaretowe hasło obecnej władzy: „robimy, nie gadamy” najlepiej ilustruje fakt, że od 2023 roku wprowadzono niemal 1000 nowych przepisów dla przedsiębiorstw i przedsiębiorców.
Wojna na Ukrainie i rozrost biurokracji
Wydatki wojenne, obejmujące zarówno bezpośrednią pomoc Ukrainie, jak i zbrojenia, w połączeniu z rozrostem biurokracji spowodowanym przeregulowaniem życia społeczno-gospodarczego, doprowadziły do niespotykanego w historii Polski deficytu budżetowego.
Wynosi on 271 mld zł, czyli de facto jedną trzecią wpływów budżetowych. Kredyt, jaki zaciąga polskie państwo, w niedalekiej przyszłości przełoży się na wzrost inflacji, spadek zaufania do złotego oraz zmniejszenie realnej zasobności portfeli obywateli.
Brak działań stymulujących rozwój
Potwierdza to dramatycznie niski poziom inwestycji – zdecydowanie poniżej średniej unijnej. Polska przestała być atrakcyjnym miejscem do rozwoju działalności gospodarczej z powodu wysokich kosztów energii i pracy.
Dla obecnego rządu projekty rozwojowe mają charakter wyłącznie pijarowy. W zamian obserwujemy próby powrotu do oligarchizmu znanego z czasów poprzednich rządów Donalda Tuska. Kadry zarządzające w kluczowych spółkach Skarbu Państwa, wyciągane z prywatnych „zamrażarek”, funkcjonują pomiędzy osobistymi zobowiązaniami a troską o własne bezpieczeństwo na przyszłość. W takiej atmosferze nie ma czasu ani przestrzeni na realne myślenie o rozwoju zarządzanych zasobów.
Czy jest coś pozytywnego?
Z punktu widzenia interesów obywateli pozytywnym wydarzeniem jest postępująca realizacja projektu rodzimej elektrowni jądrowej, budowanej we współpracy z amerykańskim partnerem.
Siły wrogie trumpizmowi w polskim rządzie okazały się zbyt słabe, by podważyć transatlantycką relację w obszarze bezpieczeństwa energetycznego. Niestety, jednocześnie polski rząd przestał pełnić rolę podmiotową w tak kluczowej kwestii, jak suwerenność i bezpieczeństwo energetyczne.
Drugim wydarzeniem o charakterze politycznym jest wybór Karola Nawrockiego na prezydenta RP. Miliony Polaków pokładają w nim nadzieję, obawiając się powrotu oligarchizmu lat 90. XX wieku – okresu bezrobocia i masowej emigracji zarobkowej, które zapewnił Polsce liberalno-postkomunistyczny układ władzy.
Prognozy gospodarcze na 2026 rok
„Oficjalnie” rok 2026 ma być okresem zdobywania szczytu. Polska gospodarka – według narracji rządowej – przyspieszy, napędzana spóźnioną kumulacją inwestycji z KPO, silną konsumpcją oraz umiarkowanym ożywieniem eksportu.
Jednak warto wskazać na kluczowe czynniki, które będą miały negatywny wpływ na sytuację społeczno-gospodarczą.
1. Likwidacja resztek bezpieczeństwa energetycznego
Donald Tusk zlikwiduje resztki bezpieczeństwa energetycznego Polski opartego na rodzimych zasobach węgla kamiennego. Od 2026 roku miks energetyczny będzie opierał się na pogodowo wrażliwych OZE oraz surowcach importowanych: gazie, biomasie i węglu.
Przy aktywnym wsparciu UE przyspieszy likwidacja polskiego górnictwa i odejścia górników z kopalń. Władza rozmontuje w ten sposób ostatnią dużą grupę pracowniczą, której gniewu realnie się obawia.
Zaplanowane w budżecie 30 mln ton węgla energetycznego to ilość znacząco niższa niż realne potrzeby kraju.
Ograniczenie produkcji węgla zmniejszy wpływy z CIT, PIT i VAT o szacunkowe 6–10 mld zł, co przy ogromnej dziurze budżetowej ministra Domańskiego nie pozostaje bez znaczenia.
2. Przyspieszenie deindustrializacji
Nastąpi przyspieszona deindustrializacja gospodarki i migracja przemysłu energochłonnego. Główną przyczyną będą wysokie koszty energii oraz brak jakichkolwiek działań osłonowych dla przemysłu.
Tymczasem Niemcy od 2026 roku wprowadzają tarczę energetyczną dla branż energochłonnych, ustalając cenę energii elektrycznej na poziomie ok. 5 eurocentów za kWh, przy jednoczesnym obniżeniu opłat przesyłowych i ulgach podatkowych. To około 30% tego, co będą płacić polskie firmy.
Konsekwencje dla Polski – dotychczasowej „fabryki Niemiec” – będą oczywiste: powrót niemieckich producentów do kraju, spadek eksportu oraz dochodów państwa.
3. Wzrost bezrobocia ukrytego
Nastąpi wzrost liczby osób niepracujących. W 2025 roku na 1000 obywateli powyżej 15. roku życia nie pracowało 780 osób. W 2026 roku wskaźnik ten przekroczy 800.
Poza czynnikami demograficznymi wpływ na to będzie miało rosnące bezrobocie wynikające ze spadku produkcji przemysłowej oraz ograniczenia produkcji okołorolniczej.
4. Dalsze pogorszenie finansów publicznych
Nastąpi dalsze pogorszenie stanu finansów publicznych, czego nie ukrywa nawet minister Domański. Brakuje działań ograniczających deficyt budżetowy zaplanowany na 2026 rok, przy długu sięgającym 53,8% PKB.
Jednocześnie widoczna jest bierność w podejmowaniu działań stymulujących rozwój gospodarczy, które mogłyby przełożyć się na wzrost wpływów budżetowych.
5. Zatrzymanie doganiania Zachodu
Polska przestanie skracać dystans do czołowych gospodarek europejskich – zarówno pod względem PKB, jak i zamożności obywateli. To efekt oportunistycznej polityki rządu, który dba bardziej o interesy gospodarcze Europy Zachodniej (w szczególności Niemiec) niż o interes narodowy.
Projekty rozwojowe, takie jak port kontenerowy w Świnoujściu czy CPK, będą ograniczane do poziomu niezagrażającego niemieckiej gospodarce. Opowieści o „20. gospodarce świata”, będące wyłącznie efektem zabiegów statystycznych, mają taką samą wartość jak twierdzenie, że „za Gierka byliśmy w pierwszej dziesiątce”.
Konsumpcja na granicy wytrzymałości
Siłą polskiej gospodarki była dotąd konsumpcja, która neutralizowała spadek eksportu do pogrążonych w stagnacji Niemiec. Rok 2026 będzie jednak rokiem wzrostu kosztów życia, co znacząco ograniczy popyt wewnętrzny.
Polaków nie będzie już stać na poziom życia znany z okresu rządów PiS. Nie odczują tego w takim stopniu wielkie ośrodki miejskie, gdzie zatrudnienie oferują banki, administracja czy sektor nowych technologii. Najmocniej uderzy to w średnie i małe miejscowości, gdzie brak perspektyw wywoła nową falę migracji zarobkowej.
Podsumowanie
Rok 2026 nie będzie rokiem przełomu, lecz okresem pełzającej stagnacji, którą obecna władza będzie próbowała ukryć za pomocą zabiegów księgowych i pijarowych. Kluczowy dla rządzących pozostaje rok 2027 – rok wyborczy.
