Rząd wprowadzi małżeństwa jednopłciowe tylnymi drzwiami? Oficjalnie zaprzecza, ale fakty mówią co innego

Rząd wprowadzi małżeństwa jednopłciowe tylnymi drzwiami? Oficjalnie zaprzecza, ale fakty mówią co innego

blank

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczący uznawania w Polsce małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą tworzy sytuację, której rząd Donalda Tuska wolałby uniknąć. Publicznie słyszymy zapewnienia, że „Polska niczego nie musi”, że małżeństwo wciąż jest „związkiem kobiety i mężczyzny”, a Unia Europejska nie ma kompetencji, by narzucać nam rewolucję obyczajową. Problem w tym, że realne skutki wyroku TSUE wchodzą w polski system prawny nie frontem, lecz tylnymi drzwiami — i robią to szybciej, niż większość Polaków się spodziewa.

Co charakterystyczne, zwrócił na to uwagę między innymi publicysta Piotr Zaremba na łamach Interii, cała sprawa nie wzięła się z europejskiej presji, ale z pytania prejudycjalnego zadanego… przez polski Naczelny Sąd Administracyjny. To właśnie NSA uruchomił proces, który doprowadził TSUE do jasnego stwierdzenia: państwa członkowskie muszą uznawać skutki prawne ślubów jednopłciowych zawartych na terytorium innego kraju unijnego. W Brukseli od dawna mówiono o potrzebie „uregulowania mobilności małżeńskiej”, ale dopiero polskie pytanie technicznie otworzyło tę ścieżkę.

Tusk mówi jedno, robi drugie

Rząd Donalda Tuska znalazł się więc w trudnym położeniu. Z jednej strony ma elektorat liberalny i oczekiwania unijnych instytucji. Z drugiej — społeczeństwo, które nadal nie chce radykalnych zmian, w szczególności w kwestii adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Dlatego premier stosuje polityczną ekwilibrystykę.

Najpierw deklaruje twardo:
„Unia Europejska nie może Polsce niczego narzucić w sprawie małżeństw jednopłciowych.”

Po chwili dodaje:
„Będziemy respektować wyroki TSUE.”

To dwa zdania, których nie da się pogodzić. Jeśli polskie urzędy mają respektować zagraniczne akty małżeństwa jednopłciowego — to w praktyce takie małżeństwa zaczynają działać również w Polsce. Bez zmiany konstytucji, bez żadnej nowelizacji i bez oficjalnego ogłoszenia rewolucji.

I co najważniejsze — dotyczy to nie tylko obcokrajowców, ale również polskich obywateli, którzy mogą po prostu pojechać do Niemiec czy Hiszpanii, wrócić i domagać się pełnego uznania małżeństwa przez polskie instytucje.

Rozproszone orzecznictwo: kolejny etap

To jednak dopiero początek. W polskim sądownictwie od lat rośnie rola tzw. rozproszonej kontroli konstytucyjności. Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której para jednopłciowa powie:
„Nie stać nas na ślub za granicą, a zatem obecne regulacje nas dyskryminują”.

W takiej sytuacji wystarczy jeden odważniejszy skład sądu apelacyjnego czy nawet Sądu Najwyższego, aby — powołując się na zasadę równości i prawo europejskie — przyznać im analogiczne uprawnienia, nawet jeśli sama ceremonia odbyła się w Polsce. To byłby etap drugi: uznanie skutków ślubu w kraju bez potrzeby wyjazdu zagranicznego.

A dalej? Kolejne uprawnienia, kolejne interpretacje, kolejne „doprecyzowania”. Droga do pełnej legalizacji małżeństw jednopłciowych w Polsce stanie się wówczas formalnością.

„Status osoby najbliższej” jako pretekst

Jednocześnie rząd mówi o projekcie „ustawy o statusie osoby najbliższej”, przedstawianej jako neutralne rozwiązanie ułatwiające życie parom nieformalnym. Jednak ten projekt — nawet jeśli nie przyznaje statusu małżeństwa — ustawia system prawny na torach, po których łatwo będzie dojechać do pełnej równości małżeńskiej.

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek powiedział już otwarcie, że obecne zmiany to „pierwszy krok” i że „społeczeństwo trzeba edukować”. Tego typu wypowiedzi jasno wskazują kierunek polityczny: równoległe uspokajanie większości i stopniowe, prawne przesuwanie granic.

Polska obyczajowość zmienia się powoli, ale konsekwentnie

Rząd wie, że do wyborów w 2027 roku nie może sobie pozwolić na frontalne uderzenie w konserwatywny środek społeczeństwa. Dlatego zamiast oficjalnej zmiany definicji małżeństwa, wybierze metodę małych kroków:
– najpierw uznawanie zagranicznych małżeństw,
– później rozszerzanie ich skutków,
– następnie „wyrównywanie” praw w imię równości,
– aż w końcu — postawienie opinii publicznej przed faktem dokonanym.

Tym samym Polska wejdzie w model znany z Niemiec czy Francji: najpierw niechętne deklaracje, potem powolna akceptacja, a na końcu legislacyjne postawienie kropki nad i.

Czyli rewolucja obyczajowa nie narzucana frontalnie, lecz wprowadzana systemowo, pod pretekstem wykonania wyroku TSUE. Oficjalnie bez zmian, faktycznie — zmienia się wszystko.

Autor tekstu

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

Wyszukiwarka
Kategorie

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank