Wygląda na to, że wojna z kryptowalutami, na tym etapie, dobiega końca. Temat nie chwycił, a umiłowana władza będzie szukać innych wrogów, którzy będą dopełniać niszczenia, symbolicznego i rzeczywistego, wszystkich tych, którzy kiedykolwiek zaszli za skórę umiłowanemu przywódcy rządu. Ostatnia odsłona tej walki jednak nie powinna przejść bez echa.
Oto w piątek zobaczyliśmy premiera zwołującego tajne posiedzenie Sejmu, bo tak ważne informacje tam ujawni, a już zaraz potem Romana Giertycha wymachującego kwitami z monakijskiego hotelu, gdzie mieli gościć Tomasz Sakiewicz, współwłasciciel telewizji Republika i Przemysław Kral, szef jednej ze spółek zajmujących się organizacją handlu kryptowalutami.
Wydawałoby się, że spotkanie współwłaściciela dużej spółki medialnej z partnerem reprezentującym dużą, legalną branżę finansową to rzecz dość standardowa. By tylko przypomnieć z jakimi ludźmi spotykał się Adam Michnik. Nic z tego.Z Onetów i innych mediów dowiedzieliśmy się, że Sakiewicz spotykał się z “bossem”. Wystarczy podmienić słowa i wszystko się zmienia.
Co ciekawe, należytej awantury w tej sprawie nie robi także telewizja “Republika”, a przecież i potrafi i by mogła. Chyba po prostu spotkania z biznesowym rekinem w Monaco niezbyt pasują do wizerunku zabiedzonego patrioty zbierającego nieustannie pieniądze na walkę o lepszą Polskę.
A szkoda, bo historia ta nie tylko “dużo nam mówi”, jak to się zwykło mawiać. Historia ta powinna zostać umiędzynarodowiona i być obiektem przyszłych dochodzeń. Zdjęć Sakiewiczowi nie zrobiła, a potem nie znalazła rachunków z hotelu przypadkowa pani Julia albo pan Sebastian, którzy kochają Giertycha. Bo tak to jest przedstawiane. Informacje te musiały uzyskać nasze służby specjalne. Po pierwsze musiały więc założyć obserwację w hotelu w Monaco, coby nie gadać państwie, z którym utrzymujemy przyjazne stosunki. Po drugie, przekupić personel bądź włamać się do hotelowego systemu, by pozyskać rachunek. Po trzecie, najważniejsze, prowadzić obserwację szefa największej opozycyjnej telewizji. Po czwarte, równie ważne, przekazać te informacje Romanowi Giertychowi, niemającemu żadnego prawa dostępu do tych informacji.
Sprawa ta powinna być nie tylko przedmiotem śledztw i długoletnich wyroków dla osób biorących udział, zlecąjcych, a także świadomie wykorzystujących informacje pochodzące z tej operacji. Powinna już być dziś obiektem międzynarodowego rabanu. Nie ma żadnej zdrady kraju w tym, że informuje się innych, iż jego władze prześladują przy pomocy służb media i bawią się w Koreę Północną.
Ale polska prawica przecież w Monaco nie bywa, co najwyżej w Sandomierzu. Więc sprawa przyschnie jak wszystko inne.
